O, jakie to było smaczne i fajne i odlotowe i zaskakujące i mądre!
W czymś, co chyba można nazwać czyścem, w jednej przestrzeni, którą chyba można nazwać celą, ląduje Virginia Woolf i Sylvia Plath. Uwięzione w niebycie i skazane na siebie, zjadają strony, które zapisały w trakcie życia i spędzają dnie na banalnych czynnościach i niebanalnych sprzeczkach. Są tylko dwa sposoby aby przejść z tego miejsca dalej - albo ktoś musi wykrzyczeć twoje imię ze szczerą miłością, wtedy masz szansę narodzić się na nowo, albo możesz zadenuncjować czyjeś grzechy, wtedy ta osoba trafi tam, skąd docierają czasem przeraźliwe jęki. Każda z bohaterek jest sobą sprzed targnięcia się na swoje życie, więc siłą rzeczy różnią się ogromnie. Virginia, natchniona arystokratka, użala się nad sobą w sposób dość egzaltowany, nie para się przy tym czynnościami prozaicznymi, buja w obłokach dosłownie i w przenośni. Sylvia, kobieta zaprawiona w pracach domowych i opiece nad innymi, tkwi w tej roli i nie dość, że dba o ich kwaterę, gotuje, sprząta, to zajmuje się też koleżanką - obcina jej paznokcie, czesze włosy, jakby była jej służącą. Nic dziwnego, za życia nie umiała wydostać się spod wpływu starszej pisarki, nie radzi sobie z tym i po śmierci. Jest to dla niej źródłem frustracji, która znajduje ujście w kłótniach, najróżniejszych, od tych na tematy zupełnie banalne, jak kto dziś obiera jabłka, do tych dotykających twórczości, nieumiejętnosci dopasowania się do oczekiwań innych, cierpienia i śmierci.
W pewnym momencie do kobiet zostaje dołączona trzecia bohaterka. Jest nią Ivanka Trump, pewna siebie, dostająca zawsze to czego chce, nie posiadająca żadnej etyki artystycznej, czy jakiejkolwiek, bogata i zepsuta. Jej pojawienie całkowicie zmienia dynamikę relacji między wcześniejszymi mieszkankami obłoku. Madame T jest prowokacyjna, konfrontująca i z zupełnie innego świata niż jego wcześniejsze mieszkanki, jest też świetną manipulatorką, co przyczyni się do takiego, a nie innego zakończenia dramatu.
„Wady snu” opowiada o tym jaki świat mężczyźni zgotowali kobietom, ale też o tym jak głęboko mamy ten patriarchalny układ wdrukowany, jak działa to słynne „kobieta kobiecie”. Stawia pytanie o to czy ikony feminizmu naprawdę były feministkami, ale też kwestionuje porządek klasowy. To też książka o rolach, które musimy odgrywać i jak sobie mamy radzić, jeśli nie umiemy im sprostać. Denemarkova próbuje też znaleźć odpowiedź na pytania kim jest pisarka, co to znaczy tworzyć i czym jest proces twórczy, jest tu o odwiecznej walce między tzw sztuką prawdziwą, a komercją. Udaje jej się stworzyć niezwykle sugestywne i żywe portrety swoich bohaterek. Obie mówią językiem swoich książek, można znaleźć też analogie do ich dzieł, więc znajomość twórczości Woolf i Plath na pewno pomaga w odbiorze, ale nie jest konieczna. Ponieważ to literatura czeska, to pomimo czasem dużego ciężaru emocjonalnego, nie brakuje w „Wadach snu” humoru i scen czasem mocno surrealistycznych.
Po raz kolejny przekonałam się, że kocham dramat, gdyby wydawano go u nas więcej być może nie czytałabym nic innego. Wspaniale mi się to czytało, pewno przy dobrze dobranej obsadzie jeszcze fajniej wypadłoby to na scenie.