Nic nie jest oczywiste, gdy piłkarska fikcja miesza się z polską rzeczywistością…
Czy wiesz, jak to jest, gdy próbujesz prowadzić proste, szczęśliwe życie, a cały świat stara ci się to za wszelką cenę uniemożliwić? Roman Dzwonecki, zawodnik występującego w Superlidze Centrum, zmaga się z tym problemem od wielu lat. Bo w piłkarskiej szatni, w której co drugi zawodnik jest zamieszany w korupcję, trener nie ma żadnej kontroli nad piłkarzami, a hazard, alkohol i seks bez zobowiązań są na porządku dziennym, trudno pozostać normalnym.
Jak zareagujesz, kiedy twoje życie nagle zmieni kierunek o sto osiemdziesiąt stopni? Zamierzasz się poddać czy będziesz walczyć do samego końca? A może zrobisz z siebie szmatę?
To, że „Szmata” będzie mocna wiedziałem od początku, to czego się nie spodziewałem, to tego, że będzie również dobrze napisana. Roman Dzwonecki, 32 letni prawy obrońca, kapitan Centrum Warszawa, szanowany weteran z rozpadającym się kolanem, powoli zbliżający się do końca sportowej kariery. Dzonek jest wypalony, nie lubi kolegów z drużyny, gardzi ich konsumpcyjno - imprezowym podejściem do życia. W domu dla żony jest bankomatem i gwarantem życia na poziomie, a dla dorastającego syna praktycznie obcą osobą. Roman w środowisku znany jest ze swojej etyki pracy i nieprzekupności, jest jednym z niewielu piłkarzy, którzy „nie handlują” – ostatni sprawiedliwy i to w czasach kiedy w klubie nie płacą od miesięcy i szmacą się praktycznie wszyscy. Wydaje się, że Roman będzie trwał jak skała do końca, szczególnie, że Centrum ma szansę zdobyć historyczne mistrzostwo, wszystko jednak zmienia się, gdy podczas rozmowy z prezesem Dzwonek dowiaduje się, że klub nie przedłuży z nim kontraktu, co na początku nowego millenium znaczyło mniej więcej tyle, że może się pożegnać z pieniędzmi, które Centrum było mu winne. Jestem zachwycony „Szmatą”, dawno żadna książka nie dała mi tak po ryju. Czy warto być uczciwym? Czy warto trzymać się swoich zasad? Czy nie lepiej czasem się sprzedać, zeszmacić, przymknąć oko? Muszę zaznaczyć, że „Szmata” to raczej książka o piłkarzach jako ludziach, nie jako sportowcach, chociaż siłą rzeczy dużo czasu spędzamy tu w szatni czy na stadionach (równie dużo co na dziwkach i libacjach), dlatego przestrzegam osoby nie lubiące piłki nożnej i ostrego języka, że książka delikatnie mówiąc, może nie przypaść im do gustu – mi szczerość i prostolinijność Łapińskiego bardzo odpowiada. Na początku wspomniałem, że książka jest dobrze napisana i nie mam tu na myśli, że dobrze jak na sportowca – nie. Myślę, że jak na literacki debiut Tomasz Łapiński pisze po prostu dobrze i jeśli będzie nadal pracował nad warsztatem i stylem, a „Szmata” nie miała być jakimś rozliczeniem, czy udowodnieniem sobie, „że potrafię”, to autor za jakiś czas mniej będzie byłym piłkarzem, a bardziej obecnym pisarzem. Na koniec chciałem zaznaczyć, że „Szmatę” kupiłem sobie sam. Nie dostałem od wydawnictwa do recenzji, nikt mi nie zapłacił za entuzjastyczne słowa i czy wysoką ocenę. Recenzję piszę na gorąco, bo książkę skończyłem dzisiaj rano w tramwaju i kiedy piszę te słowa (zawsze chciałem użyć tego zwrotu :)) na LC nie ma jeszcze żadnego teksu o tej pozycji.
Tomek Łapiński w światku piłkarskim, zwłaszcza łódzkim, jest osobą dość znaną. Mimo że kibicuję drużynie z białej części miasta, to po książkę sięgnąłem z zaciekawieniem. Po przeczytaniu powieści jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo udany debiut. Przed lekturą przeczytałem kilka opinii i wiedziałem, że nie jest to autobiografia kolejnego piłkarza, choć początek mógłby na to wskazywać. Z czasem zaczyna się robić bardziej "akcyjnie". Mamy do czynienia z intrygą, może niezbyt wymyślną, ale która momentami nieźle trzymała w napięciu, było nawet krwawo (w ruch szły kije bejsbolowe), ale i nie była pozbawiona sytuacji humorystycznych. Finał niestety dość gorzki, ale jak dla mnie lepszy taki niż kolejny happy end. Podsumowując, książka warta polecenia, choć chyba bardziej tym, którzy interesują się futbolem.
Jak na debiut to jest całkiem udana książka. Ma ona wiele niedociągnięć i część historii widać, że została mocno przekoloryzowana. Z drugiej strony jednak autor był kiedyś piłkarzem więc może jednak nie? Tego się pewnie nie dowiemy nigdy, natomiast w wielu momentach miałem takie przeczucie, że taka scena nie mogłaby się wydarzyć w realnym życiu. Generalnie książka jest przyjemna do czytania i polecam wszystkim fanom piłki nożnej. Normalnie pewnie byłaby gwiazdka niżej ale na zachętę ją podwyższyłem bo wydaje mi się że takich książek brakuje na naszym rodzimym rynku wydawniczym.
Hmmm... Książkę czyta się bardzo szybko, fabuła jak na debiut polskiego piłkarza jest względnie wciągająca. Jako zapychacz czasu w okresie świątecznym sprawdziła się całkiem całkiem.
Mimo wszystko, dwie gwiazdki to chyba maksymalna ocena jaką mogę dać. Wszystko wydaje się zbyt przekoloryzowane i uproszczone. "Pełnokrwistość" szatni jest aż nadto podkreślana. Niektóre sceny są wręcz niesmaczne. Niektóre z kolei zupełnie oderwane od rzeczywistości.
Podsumowując, "it was ok" - tak jak mówi opis przy dwóch gwiazdkach :)
Fabuła książki jest dość nudna, monotonna i przewidywalna... Znalazło się w niej kilka zabawnych fragmentów, momentów godnych uwagi. Jednakże całokształt wypadł, moim zdaniem dość słabo. Dialogi często bardzo sztuczne, a już kaleczenie polskiego przez George'a bardzo schematyczne... Nie twierdzę, że książka jest tragiczna, ale mam jej tyle do zarzucenia, że nie da się ocenić wyżej...