Do zainteresowania się Conanem Barbarzyńcą przekonywały mnie liczne głosy o tym, że opowiadania Roberta E. Howarda stanowią kanon fantastyki i jako miłośnik tego gatunku uznałem, że nie wypada się z nim nie zapoznać.
Wizerunek głównego bohatera znałem wcześniej z roli Arnolda Schwarzeneggera z filmu z lat 80., a ten istotnie odbiegał od tego, jakim człowiekiem był literacki pierwowzór. Niemniej po zapoznaniu się z pierwszym z czterech tomów (opowiadań tytułowych Feniks na mieczu, Szkarłatna Cytadela, Wieża Słonia oraz Czarny Kolos) nie odczuwam, by postać Conana była mi szczególnie bliska.
Z pewnością nie jest to tak małomówny osiłek jak w ekranizacji, jest znacznie bardziej wygadaną postacią. Jednak brakowało mi jakiejś większej głębi. Same przygody również nie należały do zbytnio skomplikowanych, a postaci nie stawały przed trudnymi dylematami. Dialogi były w porządku, chociaż pozbawione finezji, a jedyna rzecz, która może budzić zaciekawienie to zbudowanie wokół tych opowiadań całego świata. Pierwszy tom zaczyna się zajmującym 1/8 audiobooka esejem, opowiadającym historię fikcyjnego świata, w którym opisywane są różne krainy i zamieszkałe przez nich ludy. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych czytelników "lore" to coś istotnego w fantasy, ale ja zawsze ziewam, doświadczając takiego kronikarskiego przedstawiania świata czytelnikom, wolę poznawać świat wraz z bohaterami i z ust bohaterów, nie narratora.
Pomimo upływu lat nie zauważyłem, by historie się jakoś szczególnie zestarzały. Są jednak bardzo proste i nie zaskoczyły mnie niczym. Jako urozmaicenie pomiędzy innymi pozycjami może się nadać. Jako główne danie już nie.
Nie wykluczam, że sięgnę po dalsze tomy.