„Dobry Stalin” Wiktora Jerofiejewa nie jest lekturą lekką. Wynika to po części ze stylu – autor często pozwala sobie na wielopoziomowe dygresje – ale również ze specyficznego tematu: książka jest bowiem autobiografią. Jerofiejew nie snuje po prostu opowieści o swoich dziejach. Stara się przywołać swoją motywację, wspomnienia. Nawet to, co go rozprasza, jest istotne: zmienia strukturę opowiadania, tonuje wspomnienia, a zmiana toru, którym biegną myśli autora często przynosi zaskakujące – także dla niego – wnioski.
Problem z Jerofiejewem jest odwieczny: to postmodernista. Ale jego postmodernizm polega raczej na rozmyciu granic, które powodują u człowieka poczucie bezpieczeństwa. Wiedza, że jednostka to coś innego niż społeczna masa, że idee mają korzenie w konkretnym miejscu – to wszystko, co składa się na prywatny kosmos intertekstualnych metafor, które pozwalają ogarnąć świat – dla Jerofiejewa nie jest takie oczywiste.
Weźmy na przykład Stalina. Kiedy autor pisze, że w każdym Rosjaninie jest Stalin nie odwołuje się do idei, albo – jeszcze inaczej: odwołuje się do idei-nie-idei. Stalin jest wąsaty, machnie jedną ręką i Czeczeni jadą na kazachskie stepy. Stalin jest dobry: przyjęcie jego nie-idei nie wiąże się z niepamięcią o głodzie na Ukrainie, dopuszcza do świadomości polityczne czystki i GUŁaG, ale jednocześnie – jak sam Stalin, machnięciem ręki – unieważnia je pozytywnym przekazem.
Autobiografia dysydenta będącego synem dyplomaty nie przestrzega granic autobiografii. Jerofiejew, kiedy chce, zaczyna analizować swój ukochany temat: rosyjską duszę. I w dużej mierze czyni to tak, że w swoim postmodernizmie może kojarzyć się z – jakże polską – figurą Jednostki Reprezentanta (mieliśmy i mamy piekło przez nieprzepracowany romantyzm i właśnie tegoż nieszczęsnego reprezentującego Konrada). Miłe polskiej duszy skojarzenie jest oczywiście błędne. Jednostka Jerofiejewa to Samotnik rozpuszczony w sowieckim społeczeństwie i – następnie – destylowany z mieszaniny znaczeń i związków.
To książka dla ludzi, którzy kochają pisarstwo Jerofiejewa. Z pewnością. Ale również dla tych, którym wydaje się, że rozumieją Rosję. Oraz tych, którzy jej nie rozumieją, ale są nią zainteresowani.