Jump to ratings and reviews
Rate this book

Łowcy z kotłowni. Dziki świat finansowych naciągaczy

Rate this book
Mówią o tobie „frajer”, znają numer twojego telefonu.

Wiesz, czym jest „kotłownia”? Słyszałeś o dziewczynie, która dostała 10 tysięcy złotych za przejście nago przez takie miejsce? To tylko wierzchołek góry lodowej.

„Kotłownia” to specyficzne call center, w którym ma kipieć od emocji. Krzyk, szybkie tempo i obrażanie klientów. Bez tego naciąganie się nie uda. Cel jest jeden: za wszelką cenę znaleźć ofiarę. Motywacja? Zawrotne premie, imprezy stulecia, alkohol lejący się strumieniami i dragi. W jednej z „kotłowni” zatrudnił się autor naszego reportażu śledczego.

Łowcy od lat oszukują setki tysięcy Polaków. Zawodowi naciągacze wiedzą, że wystarczą gotowe scenariusze. Raz na inwestycję w nieruchomości, raz na rynkach forex, innym razem w złoto niczym w Amber Gold. Za chwilę ruszy lawina oszustw związanych z kryptowalutami. A później? Cokolwiek. Nawet warzywa i śmieci. Naciągać można na wszystko.

208 pages, Paperback

First published January 1, 2018

28 people want to read

About the author

Mateusz Ratajczak

2 books1 follower

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
6 (9%)
4 stars
25 (40%)
3 stars
24 (39%)
2 stars
6 (9%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for Michał Michalski.
216 reviews345 followers
November 15, 2019
Miły reportaż na dwa-trzy wieczory. Jak ktoś nie ogarnia co się dzieje w takich miejscach jak Grzybowska, to może mu otworzyć oczy. Dla większości dorosłych ludzi, raczej potwierdzenie ich podejrzeń.
Profile Image for micusiowo.
784 reviews32 followers
April 27, 2025
Reportaż o wyłudzeniach finansowych przez telefon.
Dziś to metoda "na wnuczka" - ale oszuści nadal działają.
Ku przestrodze - ale bez szału.
Profile Image for Zbyszek Sokolowski.
299 reviews16 followers
November 18, 2018
Bardzo potrzebna książka dobrze by się stała bardiej poczytna, w Europie i nie tylko działają tzw boiler rooms czyli kotłownie. Dzwonią naganiacze po ludziach i namawiają na interes życia. Metody od bardzo prymitywnych bo bardziej zaawansowane socjotechniki. Jest to historia podobna do AmberGold. Wydaje się, że państwo Polskie (zresztą nie tylko Polska) niewiele się nauczyła po tej aferze. Zresztą to nie są jednostkowe przypadki w samej Polsce i tylko od czasów AmberGold ilość takich afer jest szacowana na więcej niż 70. Ofiary same się proszą o problemy, dzwoni do nich młody człowiek a Ci "inwestują" przelewając pieniądze na rachnek na którym obiecano im interes życia oczywiście nic z tego nie wychodzi. Później ofiary się wstydzą jak mogły być takie naiwne. Prokuratura ma za mało zasobów i wiedzy jak walczyć z takim nowym rodzajem przestępczości. Są to sprawy skomplikowane wymagają wiedzy. Policja podobnie a wreszcie tych ludzi, ofiary nikt nie zmuszał do przelewania wielkich kwot na czyjeś rachunki, to wszystko głupota i chciwość i niewiedza. Efekty są opłakane. Jest to nowy rodzaj przestępstwa, obarczony znacznie mniejszym ryzykiem niż np zwykła, kradzież, rozbój, narkotyki czy też prostytucja. Parę cytatów:

Oszukiwać i naciągać, byle dobrać się do pieniędzy klienta. Albo jak mówią koledzy z mojej nowej pracy – byle złapać i wydoić jakiegoś frajera. Tak, to bezwzględny świat.
„Proszę mi dać 1 procent zaufania, a ja przekuję to w 100 procent zysków!” – pod nosem Komisji Nadzoru Finansowego, w biurowcu w centrum Warszawy urabiam ludzi z całej Polski, by przelali po kilka tysięcy dolarów na konta firmy. Dlaczego mieliby to zrobić? Oczywiście z uwagi na życiową szansę, czyli inwestycję w coś, czego na pewno nie rozumieją. Gdy nie wiem, jak kogoś przekonać, obiecuję wolność finansową. To słowo klucz każdego oszusta. Czasami się zastanawiam, co to w ogóle znaczy. Nie pytam kolegów o zdanie. Po prostu powtarzam za nimi. Też nie wiedzą, ale powtarzają ten tekst w kółko.

Zawodowi naciągacze wiedzą, że do sukcesu wystarczą tylko schematy. Żadne tam wyrafinowane strategie. Dlatego, by przekonująco kłamać, wystarczy czytać z kartki. Tam, w scenariuszu, zapisane są wszystkie chwyty perswazyjne. Nie zastanawiasz się, nie analizujesz, nie kręcisz. Po prostu czytasz to, co działało wczoraj i będzie działać jutro.

Właśnie takie osoby poznałem w jednej z warszawskich „kotłowni”. To rozwinięcie specyficzna odmiana typowego centrum telefonicznego (call center). Nazywa się je kotłownią (z ang. boiler room), bo ma tam aż kipieć od emocji. Krzyk, szybkie tempo, agresywne zwroty i obrażanie niechętnych klientów. Bez tego naciąganie się nie uda. Zatrudniłem się tam.

W zaledwie kilka dni zostaję łowcą frajerów. Albo łowcą z kotłowni. Warto to powtórzyć jeszcze raz – „frajerzy” – z taką pogardą mówi się o klientach w kotłowniach. Łowcy od lat oszukują tysiące Polaków i dalej będą to robić.

Być może to zbyt daleko idące wnioski, ale czy silne powiązanie pieniędzy i spokoju ducha, wolności nie jest charakterystyczne dla sekt ekonomicznych? Co ciekawe, sekty religijne zwykle bazują na analfabetyzmie religijnym potencjalnych członków. Sekta ekonomiczna z kolei bazuje na bardzo podobnym mechanizmie – analfabetyzmie finansowym.

Warto pamiętać, że słowo „secta” ma pochodzenie łacińskie. A znaczyło nie więcej niż sposób życia. Inni wywodzą ten termin od łacińskiego czasownika sequi – naśladować.

Wystarczy pójść do sklepu, by zobaczyć, jak często jest to wykorzystywane. Na produktach może być napisane wszystko. Ostatnio widziałem płatki kukurydziane z dopiskiem „Teraz bez glutenu”. Cały problem w tym, że kukurydza nie zawiera i nigdy nie zawierałam glutenu, więc ten dopisek to całkowita bzdura.

Również tak. Badania i niestety praktyka oszustw pokazują, że wiek jest istotny. Im człowiek starszy, tym łatwiej pada ofiarą manipulatorów. Głównie ze względu na mniejszą ilość zasobów poznawczych, słabszą zdolność do szybkiego przetwarzania informacji. Starzejąc się, niestety nie jesteśmy w stanie tak racjonalnie podejmować decyzji jak jeszcze kilka lat wcześniej.

Tak. Już blisko sto lat temu psychologia stwierdziła, że uczciwość nie jest cechą genetyczną ani wykształconą. Miarą uczciwości jest siła pokusy, której ktoś może się przeciwstawić. Jeżeli człowieka postawimy w sytuacji bardzo silnej pokusy, to może się jej po prostu nie oprzeć. Kwestią jest tylko to, jak duża jest pokusa.

Faktycznie na naszej twarzy podczas kłamania pojawiają się mikro ekspresje. To emocje przejawiające się w czasie krótszym niż ćwierć sekundy. Istnieją również tak zwane mięśnie wiarygodne twarzy, których nie sposób świadomie kontrolować. Uaktywniają się dzięki autonomicznemu układowi nerwowemu. Gdy przekazujemy informację nieprawdziwą albo taką, w którą nie wierzymy, to nasz system wewnętrzny każe nam mówić prawdę. To odmalowuje się na naszej twarzy.

Wielotygodniowe ćwiczenia, porównywanie zdjęć, analiza wideo klatka po klatce sytuacji, w których ktoś kłamie, potrafią sprawić, że człowiek lepiej będzie odczytywał kłamstwa. Ale zwykły zjadacz chleba tego nie osiągnie. Agenci służb specjalnych po licznych treningach osiągają wyniki zaledwie o kilka procent lepsze od ogółu.

I on, i Ewa i jeszcze dwadzieścia osiem osób złożyło wspólne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w 2016 roku. Chcieli, by dokument trafił na biurko Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, a później do warszawskiej prokuratury. Na biurko każdego ministra sprawiedliwości zawsze kierowane są liczne zawiadomienia, listy. Żaden z ministrów się z nimi nie zapoznaje. Są kierowane do odpowiedniej prokuratury już na etapie wstępnego przeglądania w sekretariatach i biurach podawczych. Prokuratury rejonowe się nimi zajmują. Poszkodowanym o tym nie mówiłem. Polityk i jego zainteresowanie to dla nich podstawa nadziei.

Oskarżenia dotyczą między innymi nielegalnej działalności maklerskiej i przywłaszczenia znacznych sum pieniędzy. Ta historia, choć zaczyna się w 2016 roku, wciąż trwa. To doskonały przykład, że strata pieniędzy to tylko początek problemów. Najpierw są przesłuchania, później (o ile się uda) sprawy sądowe. I tak przez lata. Dopiero w 2018 roku część osób odpowiedzialna za proceder została zatrzymana.

Doradca, nakłaniając klienta do zdeponowania środków fałszywie zapewnia, iż zależy mu na wypracowaniu wspólnego zysku wspólnie z klientem, ponieważ od tego otrzymuje prowizję. W przypadku poniesienia strat, doradca miał nie zarabiać. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Doradca i wymienione spółki uzyskują prowizję od wysokości wpłaconych przez ofiarę środków pieniężnych i od wysokości środków, które zostaną przez klienta stracone. O tym ofiara jednak nie wie i nie może się dowiedzieć.

Ofiara nie ma pojęcia, że jedynym zadaniem doradcy jest tak poprowadzić ofiarę, żeby w jak najkrótszym czasie wpłaciła jak najwięcej i utraciła jak najwięcej środków.

Pan Ryszard nie potrafi do końca wytłumaczyć, dlaczego uwierzył nieznanej osobie, która przez telefon proponowała mu inwestycje, i dlaczego zgadzał się na kolejne pomysły, na których wyłącznie tracił. Ryszard prowadzi firmę, zatrudnia kilkanaście osób. Biznes zaczął w 1999 roku. – Zdaje się, że po prostu na chwilę wyłączyłem myślenie. Nie wiem, jak inaczej mogę to wszystko wyjaśnić – mówi mi. To typowe w historiach klientów. Po fakcie nie są w stanie znaleźć argumentów przemawiających za decyzją, którą podjęli. Najczęściej mówią „nie wiem”.

Dlaczego z Izraela mieli powędrować do Polski? – Po wielu latach pracy dziennikarskiej nauczyłam się jednej zasady. Przestępcy lubią kraje, które mają subtelne luki w prawie, ale nie takie pogrążone w chaosie czy niebezpieczne. Dlaczego? Chcą robić pieniądze, potrzebują szybkich łączy internetowych, infrastruktury, pracowników, potrzebują bezpiecznych ulic dla swoich żon i dzieci. Potrzebują miejsc, z których łatwo podróżuje się po całej Europie, a banki są na każdej ulicy. Brzmi znajomo? Tak ja widzę Polskę – mówi.

Dwie dekady temu przestępcy zarabiali na narkotykach i prostytucji. Ale po co sprzedawać narkotyki, skoro można zarabiać na marzeniach? Lepiej robić pieniądze. To zyskowne, łatwe, ryzyka brak. No i przy dobrym układzie nikt cię nie może powstrzymać. Czym innym jest kazać ludziom stać na ulicy z dragami, a czym innym ubrać ich w garnitury i gadać o dostatniej przyszłości – dodaje.

Mało tego, odnalazłem człowieka, który jako pierwszy alarmował o możliwym popełnieniu przestępstwa. Zgłosił się do detektywa i wspólnie zbierali materiały na temat firmy. Dokumenty trafiły do trójmiejskiej prokuratury w połowie 2016 roku. Wtedy jeszcze na temat AlphaFinex nie powstał żaden materiał dziennikarski. Spółka wciąż działała prężnie, w jej kotłowniach aż się gotowało. Dopiero rok później Komisja Nadzoru Finansowego wpisała firmę na listę ostrzeżeń publicznych.

Nawet pan nie wie, jakie tutaj cyrki się działy przez te wszystkie przesłuchania. Oszuści to jedno, ale co wyprawiają poszkodowani – mówi prowadzący przesłuchania. – Niektórym się wydaje, że to dalej zabawa. Potrafią co chwilę pytać, kiedy dostaną pieniądze. Jakby nie rozumieli, że to nie jest reklamacja butów albo wymiana towaru, tylko poważne przestępstwo gospodarcze. Nie zawsze działamy szybko, bo musimy działać pewnie. Jak już mamy gości, to musimy ich wsadzić – opowiada.

Na liście ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego jest w tej chwili prawie dziewięćdziesiąt firm podejrzewanych o prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia. Co to oznacza w praktyce? To codzienne wyciąganie każdego grosza od klienta. To codzienne obiecywanie milionowych zysków w kilka dni. To gra bez żadnych reguł. Tam, gdzie nie ma nadzoru, budzą się finansowe demony.

Informację o wyroku można znaleźć odnośnie do tylko jednej sprawy. Jest za to kilkanaście umorzeń i odmów wszczęcia postępowania. Nieprawidłowości na rynku inwestycji nigdy nie stały się obiektem nadzwyczajnego zainteresowania Prokuratury Krajowej. Jej szefowie zapewniali, że będą obserwować m.in. kryptowaluty, bo – jak tłumaczyli – niosą ze sobą duże ryzyko. Tymczasem pod nosem rosła inna branża. Można odnieść wrażenie, że nikt nie odrobił lekcji z Amber Gold. Wszyscy liczą, że najgorsze już za nami?

Spójrz na to z tej strony. Masz na głowie kilka albo kilkanaście spraw. Większość przestępstw z działki gospodarczej to „grubasy” na lata. Wałki, których rozgryzienie trwa miesiące, a przesłuchania dotyczą kilkuset świadków. Poszkodowani mówią, jak stracili pieniądze, ale mechanizmu nie opiszą, bo sami go nie rozumieją. Potencjalni podejrzani będą masowo przekonywać, że w firmie zajmowali się zamawianiem materiałów biurowych i o niczym nie wiedzą. Namordujesz się, uzbierasz materiał dowodowy, a w sądzie może być różnie.

Większość informacji leży w papierach, część dostaniesz dzięki systemom komputerowym, nic nie trzeba wyciągać od ludzi, sąd szybko klepnie areszt. Masz widowiskowe przeszukania, informacje podchwycą media, służby się tobą pochwalą. Tak się robi kariery, a nie pieprzy latami z jedną, trudną sprawą – komentuje jeden z byłych policjantów warszawskiego wydziału ds. walki z przestępczością gospodarczą. Afery finansowe wbrew pozorom wybuchają rzadko. Od ośmiu lat Polska żyje jedną – Amber Gold. –

Nie musi mnie przekonywać. Spotkałem ludzi, którzy bronili swoich oszustów-doradców. Nie dali złego słowa powiedzieć o tych, których porady doprowadziły do utraty pieniędzy. Każda z takich firm bez problemu była w stanie znaleźć przynajmniej tysiąc klientów od momentu powstania do momentu zamknięcia biznesu. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że w ciągu ostatnich dwóch lat wyłudzono pieniądze od około 100 tysięcy Polaków.

Czeski Bank Narodowy ukręcił łeb AfinBrokers dopiero w 2006 roku. Firma straciła pozwolenie na prowadzenie działalności w związku z „poważnymi naruszeniami zasad wobec klientów i niewystarczającą dokumentację”. Wydaje się, że model kotłowni przywędrował do Polski od południowych sąsiadów. Został ochoczo przejęty przez kapitał z Izraela i stąd liczni przedstawiciele obu narodów wśród zatrzymanych. Z Czech przeniosły się nawet do nas tamtejsze kotłownie wraz z właścicielami.

Przedsiębiorstwa zaciągają dług nie w banku, a u inwestorów. Przyszłe lata to z kolei najpewniej wielka porażka części inwestycji w condohotele. Czym są? To hotele, w których inwestorzy na własność mają pokoje i udostępniają je operatorowi. Na tym zarabiają. Na rynku już dziś pojawiają się nierealne obietnice zysków. Obietnice prędzej czy później rozczarują. Dlatego ta książka nie jest o rynku forex. Jest o branży naciągaczy.

Policja, prokuratury, urzędnicy zawsze będą o kilka dystansów za przestępcami. W przestępstwach gospodarczych nie da się zastosować prewencji. Pozostaje tylko śledztwo po fakcie. Pojawia się zainteresowanie sprawą, gdy jakaś grupa ludzi traci właśnie oszczędności życia.

Doradca klienta to zawód sam w sobie podejrzany. Doradca klienta jest przedstawicielem miejsca, w którym pracuje. Strzeże interesów pracodawcy. Doradza tak, by jego firma zarabiała. Nie tak, by klient na tym wyszedł najlepiej. Kto szczerze może powiedzieć, że o tym pamięta przy podejmowaniu życiowych decyzji?




Profile Image for Karolina Libront.
197 reviews8 followers
April 8, 2019
Bardzo sprawne dziennikarstwo śledcze. Zabrakło mi może tylko pociągnięcia dalej wątku międzynarodowego i Panama Papers. Podobało mi się, ze zamiast naiwnych opisów firmowych orgii więcej rozdziałów dotyczyło mechanizmów finansowych i psychologicznych łącznie z bardzo ciekawymi wywiadami.
Profile Image for Iwona.
501 reviews28 followers
January 26, 2020
Książka naprawdę dobra, ale jednak wolę w tym temacie pozycję Pawła Reszki "Jak nasz oszukują wielkie firmy" :)
220 reviews
January 8, 2023
4,5 - bo dużo powtórzeń tego samego. Ale to ważna książka która może niektórym każe się zastanowić czy pieniądze to zawsze najwyższa wartość w naszym życiu.
Displaying 1 - 7 of 7 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.