Nieznane listy Stanisława Lema i Ewy Lipskiej. Korespondencja odsłaniająca kulisy wyjątkowej przyjaźni.
„Gdyby nie to, że mi się nie chce, napisałbym operę Porno, bo zdaje się, że tego jeszcze nie było”.
Dwie wybitne osobowości: poetka i pisarz. Obdarzeni talentem, wrażliwością, poczuciem humoru i rozbrajającą autoironią.
Dzieliło ich ponad dwadzieścia lat, lecz łączyło więcej: miłość do literatury i zabawy słowem, umiejętność wnikliwej obserwacji rzeczywistości. Ich korespondencja z lat 80. XX wieku to nie tylko zapis wyjątkowej przyjaźni i zmagań z codziennością, ale również portret ówczesnego życia literackiego Polski i Krakowa.
Jakie wiersze pisał Stanisław Lem? Czyją poezję najbardziej cenił? Dlaczego Ewa Lipska chciała zatrudnić referenta?
Boli tylko, gdy się śmieję... zawiera także zapisy rozmów, jakie poetka i pisarz prowadzili na początku XXI wieku oraz listy, które Ewa Lipska wymieniała z synem Stanisława Lema, który wówczas studiował w USA.
Książka, wzbogacona licznymi fotografiami, pokazuje nieznane oblicze twórczości obojga literatów, ich charaktery oraz skomplikowane czasy, w których żyli. Jej publikacja to jedno z istotnych wydarzeń literackich i kulturalnych ostatnich lat.
Stanisław Lem (staˈɲiswaf lɛm) was a Polish science fiction, philosophical and satirical writer of Jewish descent. His books have been translated into 41 languages and have sold over 27 million copies. He is perhaps best known as the author of Solaris, which has twice been made into a feature film. In 1976, Theodore Sturgeon claimed that Lem was the most widely read science-fiction writer in the world.
His works explore philosophical themes; speculation on technology, the nature of intelligence, the impossibility of mutual communication and understanding, despair about human limitations and humankind's place in the universe. They are sometimes presented as fiction, but others are in the form of essays or philosophical books. Translations of his works are difficult and multiple translated versions of his works exist.
Lem became truly productive after 1956, when the de-Stalinization period led to the "Polish October", when Poland experienced an increase in freedom of speech. Between 1956 and 1968, Lem authored 17 books. His works were widely translated abroad (although mostly in the Eastern Bloc countries). In 1957 he published his first non-fiction, philosophical book, Dialogi (Dialogues), one of his two most famous philosophical texts along with Summa Technologiae (1964). The Summa is notable for being a unique analysis of prospective social, cybernetic, and biological advances. In this work, Lem discusses philosophical implications of technologies that were completely in the realm of science fiction then, but are gaining importance today—like, for instance, virtual reality and nanotechnology. Over the next few decades, he published many books, both science fiction and philosophical/futurological, although from the 1980s onwards he tended to concentrate on philosophical texts and essays.
He gained international fame for The Cyberiad, a series of humorous short stories from a mechanical universe ruled by robots, first published in English in 1974. His best-known novels include Solaris (1961), His Master's Voice (Głos pana, 1968), and the late Fiasco (Fiasko, 1987), expressing most strongly his major theme of the futility of mankind's attempts to comprehend the truly alien. Solaris was made into a film in 1972 by Russian director Andrei Tarkovsky and won a Special Jury Prize at the Cannes Film Festival in 1972; in 2002, Steven Soderbergh directed a Hollywood remake starring George Clooney.
Boli tylko, gdy się śmieję to książka warta zakupu mimo wspomnianego dysonansu związanego z listami Tomasza Lema. Lepiej byłoby chyba z nich zrezygnować, ale przecież ich obecność nie umniejsza w żaden sposób radości z obcowania z Ewą Lipską i Stanisławem Lemem w ich korespondencyjnej swawoli językowej.
"Jak zapytałam później przejeżdżającego przez Kraków poetę Różewicza, co to jest paradygmat, odpowiedział, że rodzaj reumatyzmu, i zaraz potem pytał z niepokojem, jak często to miewam..."
"Wiedeń skuty lodami, śniegami, a ja w chwilach wolnych czytałem Historię literatury polskiej Miłosza, po niemiecku, bo angielskiej wersji nie miałem, a polskiej chyba nie ma[41]. Donoszę więc pospiesznie, że ten nasz wielki Poeta jest kubek w kubek jak Mickiewicz, tzn. TEŻ świnia z talentem; p. Adam niszczył Julka Słowackiego, a p. Czesław poszedł dalej, bo tak dokładnie pozbawił J.J. Szczepańskiego istnienia, że go nawet w indeksie nie ma. Szymborska jest, p. Kornel jest, mnie dostrzegł, pogładził, Parnickiego wzniósł tak wysoko, że aż do Swedenborgów i innych miłych mu mistyfikofilów, emigrantów z uszanowaniem poprzedstawiał, a Jana Józefa eksterminacją uraczył. Czy nie wykapany Mickiewicz? Bo też w nim zawistny Litwin siedzi, nader pamiętliwy i skory, żeby się odegrać za jakąści tam prywatę sprzed 42 czy 43 lat[42]."
"Zostawiłem sobie na razie edycję parodystyczną „Playboya”, gdzie jest całkiem goła Diana, ta synowica Elżbiety angielskiej, i poniekąd zachęca czytelników, a właściwie oglądaczy do tego, co Pani wie, i chociaż jest to niechybnie tzwany pic, czyli fotomontaż, nie pojmę, czemu to nie jest karalne."
Właściwa część książki (listy Lipskiej i Lema) zajmuje mniej niż połowę objętości; nieznacznie mniej, ale jednak. Potem to już tylko zapchajdziury, o których nikt nie uprzedzał.
Listy same w sobie mało ciekawe, obie strony wiecznie narzekają (to na zdrowie, to na sytuację w ojczyźnie, to na sytuację na obczyźnie… powodów do narzekania nie brakuje), poza tym niewiele więcej.
Szkoda czasu i papieru na takie pozycje. Wydane chyba wyłącznie z chęci zarobienia.
Abstrahując o tego, że nigdy nie było dla mnie jasnym, czemu mogą służyć publikacje listów pisarzy (może literatura epistolarna to nie moja rzecz po prostu), nie jest dla mnie jasnym do czego użyć tej literatury (jakkolwiek by to brzmiało). Może to rzecz dla zajadłych fanów Lema, albo interpretatorów/badaczy jego twórczości, chociaż z tymi ostatnimi sam pisarz rozprawia się dosyć ostro w jednej z rozmów. Ot, parę listów, z których najwięcej dowiemy się chyba o codzienności w PRL, niewiele natomiast o "kulisach wyjątkowej przyjaźni" między Ewą Lipską a Stanisławem Lemem, jak obiecuje blurb na okładce. Poza zmianą zaimków na bardziej poufałe, niewiele z tych kulisów tu widać, może dlatego, że jest to wybór listów, i to wybór, przepraszam za określenie, bardzo wybiórczy. Nie wiem dlaczego tak jest, czy tylko tyle tych listów się zachowało, czy reszta była zbyt osobista, tak jak i nie wiem po co na dokładkę dorzucono listy, niebrzydkiej co prawda urody, ale niewiele tu wnoszące, krążące kiedyś między Ewą Lipską a Tomaszem Lemem, synem Stanisława. A samo sedno, czyli listy Ewy i Stanisława, przyjemne, lecz nie arcydzielne, chociaż stwierdzenie, że Volkswagen Golf D przypomina "luksusowe zapalenie płuc" wyborne! Ot, parę listów (chyba się powtarzam). I masz chłopie problem - ile dać gwiazdek. W końcu to jednak Lem! Program podpowiada, że dwie oznaczają "it was ok", i zasadniczo jest to wszystko co mogę o tej książeczce powiedzieć. Chociaż trochę żal, coś z nazwiskiem Lema na okładce tak nisko oceniać, ech!
Bardzo sympatyczna książka. Nie jestem co prawda fanką twórczości Stanisława Lema ani poezji Ewy Lipskiej, ale z naprawdę dużą przyjemnością przeczytałam korespondencję obojga artystów (uzupełnioną także listami pisanymi przez Tomasza Lema oraz wywiadami-rozmowami). Mnóstwo w niej życzliwości, troski o drugiego człowieka, humoru (często czarnego), autoironii oraz komentarzy do zmieniającej się przez lata rzeczywistości. Czytając, jesteśmy świadkami jak zwykła znajomość zmienia się w prawdziwą przyjaźń, nie tylko pomiędzy literatami, ale także ich rodzinami. Aż szkoda, że zachowanych listów jest tak niewiele...
Listy, będące niezwykłą wyprawą w głąb intymnych przemyśleń dwóch inteligentnych, bliskich sobie osób. Stanisław Lem, jego syn Tomasz Lem i przyjaciółka rodziny Ewa Lipska – to bohaterowie tejże wyprawy. Wyprawy, która jest literacką ucztą nie tylko dla fanów prozy Lema i poezji Lipskiej.
Autorów listów łączy poczucie humoru i wszechstronność. Potrafią wyrazić zdanie na każdy temat, posiadając ogrom wiedzy. W swojej korespondencji oceniają życie w peerelowskiej Polsce (Ewa), Wiedniu (Stanisław) i Stanach Zjednoczonych (Tomasz). Przyglądają się współczesnej literaturze i literatach oraz scenie politycznej.
„A ja nie wiem. To znaczy, tyle wiem, ile JUŻ jest napisane, ale pełno w tym niejasności i zagadek, nie tylko dla moich bohaterów, ale i dla mnie, a potem się okazuje, że te zagadki zdobywają poniekąd rozwiązanie, które wprawdzie jest też swego rodzaju zagadką, ale taką, którą przynajmniej tamte porozsypywane po tekście łączy w jakąś całość”.
Uwielbiałam czytać o podróżach i poznawaniu ciekawych, barwnych osobowości, zadziwiała mnie erudycja i obeznanie autorów w wielu dziedzinach. Najbardziej jednak zafascynowała mnie ta dziedzina literacka. Często sięgam po tego typu gatunek, by urzeczona przyglądać się prawdziwej miłości do literatury łączącej się z aktywną obecnością na „salonach” – literackich spotkaniach i poznawaniem autorów, którzy odbili piętno na literaturze, a których niestety dziś już z nami nie ma.
„Jak leżałem obolały po operacji, internista mój (w ramach psychoterapii) opowiedział: leżał człek jakiś w rowie, mając w plecy nóż ogromny wbity, przechodzień pyta „och, czy pana to nie boli?” a on: NUR WENN ICH LACHE! No i faktycznie zaśmiałem się i zabolało jak diabli.”
Niestety trudno mi było przebrnąć wielokrotnie przez listy Stanisława. O ile Ewa pisała naturalnie i zrozumiale o kraju, który znam, o tyle Stanisław Lem posługiwał się często twardym i prawie archaicznym językiem. Równie często wspominał o swoich chorobach i rzeczach, które nie ciekawiły mnie na tyle, by o nich czytać (np. samochody).
„Potem spojrzałem z niesmakiem w okno: brudny śmietnik, ponuro, jesiennie, nawet zima już od nas wyemigrowała i przyjęła obywatelstwo niemieckie.”
Oprócz listów Stanisława i Ewy mamy również listy pomiędzy Tomaszem i Ewą. Ta korespondencja była równie ciekawa, gdyż możemy się z niej dowiedzieć o losach polskiego studenta na obczyźnie, czyli o studiach w USA w latach dziewięćdziesiątych. Tomasz Lem pisał swoje listy za pomocą pierwszych komputerowych edytorów tekstu, a polskie znaki musiał uzupełniać ręcznie. Często przyodziewał je we własnoręczne rysunki (komiksy) z humorystycznymi napisami.
„Podczas okupacji zdarzało się, że dosypywałem do samochodów niemieckich, które wracały z frontu i przejeżdżały przez nasz garaż, specjalny proszek, karborund, aby silnik po jakimś czasie się zatarł. Oczywiście nie od razu, bo można było stracić życie.”
Samo wydanie również przyciąga i cieszy oko. Książka jest bowiem okraszona zdjęciami, maszynopisami, zdjęciami znaczków i rysunkami (o czym wcześniej wspominałam) Tomasza. Ponadto na samym końcu zamieszczono wywiad Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem. Całość bardzo polecam osobom, które są fanami tych dwóch postaci, ale również osobom, dla których życie w tamtych czasach bywało fascynujące lub odwrotnie – przerażające. Ta publikacja świetnie przedstawia losy zwykłych, szarych ludzi względem ich (nie)ciekawej rzeczywistości.
Dla wszystkich wielbicieli Lema i Ewy Lipskiej ta książka to prawdziwa gratka. Mnie bardzo ujęły zdjęcia listów i wyczerpujące informacje w przypisach na temat listów, a przede wszystkim humor, dystans i sympatia wzajemna szanownych korespondentów - miła lektura na początek jesieni! Wydaje mi się, że tytuł może być troszeczkę mylący, ponieważ w zbiorze są zawarte również listy Tomasza Lema i Ewy Lipskiej oraz rozmowy Stanisława Lema z Ewą Lipską, ale dało mi to szansę na (być może) lepsze zrozumienie przyjaźni Lipskiej z Lemami, która oczywiście nie ograniczała się przecież tylko do korespondencji i rozmów publikowanych w gazetach.
Rany, jak oni potrafili epicko w tych listach narzekać! Ale poza tym potrafili też sypnąć sobie żartobliwym wierszem - Lipska o robakach nabitych na haczyk, Lem o jelitach i psie, którego trudno było oduczyć siusiana na kanapę).
Zdziwiło mnie nieco, że dopiero tak koło 1987 roku, po chyba trzech latach korespondencji, Lipska i Lem przechodzą na ty. Przez całkiem istotny początkowy kawałek książki, uprzejmie sobie panują nawzajem, nawet przy opisach operacji i boleści ciała przeróżnych.
Tom jest zapisem przyjaźni dwóch rodzin - przyjaźni często zdanej na kaprysy poczt: polskiej, autriackiej oraz amerykańskiej. A także na kaprysy cenzury. W jednym niesamowitym momencie Lipska zwraca się niespodziewanie "do dodatkowych czytelników" listu, wyjaśniając iż wspomniane przez nią tkaniny obiciowe nie są zaowalowaną aluzją do bicia więźniów politycznych. A gdy już w listach nastają lata 90-te i III RP, Lipska zastanawia się, czy do opóźnień pocztowych nie przyczyniają się cenzorzy-wolontariusze, mimo zmiany ustroju ulegający ciekawości wobec korespondecji obcych ludzi.
Troszkę trudno się takim "dodatkowym czytelnikiem" nie poczuć czytając te listy dwojga pisarzy. Mimo ich aprobaty dla publikacji, jednak są to listy bardzo osobiste.
Jak dobrze się czyta dobre teksty! Ewy Lipskiej ani Stanisława Lema nie trzeba przedstawiać a pan Tomasz Lem również dysponuje lekkim piórem, ciekawymi skojarzeniami i sympatyczna kreską (zamieszczono w książce też kilka rysunków). Przez moment chciałam książkę postawić na półce "do śmiechu", bo uśmiałam się nieraz, kiedy ją czytałam. Jednak ona też boli: fizycznie, gdy Lem wędruje ze stołu operacyjnego na inny stół operacyjny, gdy psuje się zdrowie, ale oczywiście najbardziej boli, gdy jest smutno, gdy nieco zawoalowane opisy rzeczywistości a potem też te zupełnie wprost wyrażane opinie o III republice, latach 90. w Polsce i nie tylko trafiają w czułe punkty i sprawy niezałatwione do dziś. Cóż za trafny tytuł. Najpiękniejsze są listy Ewy Lipskiej i Lema z lat 80. Pisane swobodnie, pozwalają, zgodnie z króciutkim słowem poetki, popędzić w przeszłość i zajrzeć jej do skrzynki pocztowej. Dziękuję autorom i wydawcom za ten zbiór.
Doskonałe! Pełne poczucia humoru - ale i tak aktualne w tych dziwnych czasach.
Lipska do Lemów w 1986: "Drodzy Państwo, dawno już do Państwa nie pisałam, ale początek roku obfituje w wydarzenia mrocznej choroby, zgony, epidemie, gwałtowne spadki ciśnienia i wzrosty cen, wichry przewracające drzewa, nie mówiąc o innych rzeczach..."
Cóż, utwierdzam się w przekonaniu, że opisy na okładkach są tylko i wyłącznie chwytem marketingowym, a publikowanie rozmaitej korespondencji każdego, kto był/jest znany, popularny, powszechnie rozpoznawalny, to błąd.