Ta książka jest genialna. Prus napisał wielo wątkową powieść, którą tak w ciągu czytania się jarałam, że aż sama byłam w szoku. Muszę przyznać, że jedynie na początku mi się dłużyła, później już tylko jeden rozdział, który BARDZO mnie irytował. Wokulski i Łęcka tworzą tak ciekawy a zarazem rwiący nerwy duet, że czasami nie wiem co o nich myśleć, ale zdecydowanie jest to toksyczna relacja. Jego obsesja wzrasta do takiego poziomu iż chce mu się dać z liścia, a Iza ma tak zmienne patrzenie na świat, a bardziej na niego, że nie wiadomo czego się spodziewać na następnej stronie a co dopiero na końcu historii. Rzecki natomiast jest bardzo roztrzepanym gostkiem i nie wiem jak tyle przetrwał na tym świecie. Lisiecki na samym początku>> Na ten moment chyba najbardziej lubię Florę, która rozwala system, wie wszystko i jest wszędzie, ubóstwiam.