Urodziła się w 1985 r. w niewielkiej miejscowości w północno-zachodniej części Polski, jako czwarte dziecko ośmioosobowej rodziny. Zakochana w książkach i filmach fantasy, postanowiła w 2010 r. rozpocząć swoją własną przygodę z powieścią. Dziś jest wydawcą własnej twórczości. Obecnie wraz z mężem i dwójką wspaniałych dzieci mieszka w Poznaniu, gdzie pracuje nad kolejnymi częściami sagi ZRODZONA.
Pisarka marzycielka twardo stąpająca po ziemi - oto kim jest. Jej ulubionym miesiącem jest listopad, w którym przyszła na świat.
Byłam bardzo ciekawa tej historii i się nie zawiodłam. Nie była to książka wybita i pełna akcji ale mimo to spodobała mi się. Ta część bardziej skupiała się na relacjach między bohaterami i poznawaniu samej siebie przez bohaterkę. Moje serce zdobyła relacja między Rose i Lucy, było to coś naprawdę pięknego. Zdecydowanie moim ulubionym bohaterem jest Will, choć bardzo intryguje mnie Natalie oraz Mary. Mam nadzieję, że w kolejnej części będzie więcej akcji i lepiej poznam niektóre z postaci, a zakończenie na to wskazuje.
Jestem zakochana w świecie stworzonym przez autorkę, nie mogę się doczekać aż sięgnę po następną część.
Już za tydzień (25 maj) swą premierę mieć będzie powieść "Wychodząc z ukrycia" - pierwszy tom nowej sagi fantastycznej "Zrodzona" autorstwa Ewy Olchowej ^_^ Tymczasem już dziś możecie o niej poczytać na moim blogu. Zapraszam ^_^ http://magicznyswiatksiazki.pl/zrodzo...
"Jeszcze niespełna miesiąc i cały świat stanie przed Tobą otworem. Poznasz miejsca, których istnienia nie śmiałabyś przypuszczać" ~~~ Fantastyka jest takim gatunkiem, który lubiłam czytać, gdy w ogóle zaczynałam przygodę z czytaniem z własnej woli. Miałam za sobą już teraz trudne do zdobycia serie, jak np. "Czerwona królowa". Wraz z biegiem lat jednak wszystko się zmieniało i już niestety nie byłam na bieżąco z nowościami pojawiającymi się w kategorii tego gatunku. Ewa Olchowa na początku sierpnia postanowiła jednak przekonać mnie z powrotem do fantastyki i podrzuciła mi swoją sagę "Zrodzona". Teraz moja kolej, aby przekazać ją dalej. "Wychodząc z ukrycia" to pierwszy tom cyklu, w którym poznajemy główną bohaterkę. Rose Campbell, bo tak jej na imię, całe swoje życie spędziła u boku swojej babci - Lucy. Dziewczyna jednak miała świadomość, że nie jest z nią naprawdę spokrewniona, a jej biologiczna rodzina ukrywa się gdzieś w świecie. Odrzucając myśli, kręcące się wokół jej matki, Rose prowadzi życie jak każda inna dziewczyna w jej wieku - chodzi do szkoły, ma swoją paczkę znajomych, z którymi spędza czas i zdarza jej się łamać serca. Pewnego dnia jednak na swojej drodze spotyka mężczyzn, wykazujących podobne moce co ona. Te, które już wcześniej dały jej poczucie, że Rose chyba jednak nie należy do świata, w którym żyje. Szczerze, jestem totalnie zachwycona. Na co się w sumie nie zapowiadało. Podchodziłam z niemałym dystansem do tej książki. Opis mnie zaciekawił, jednak tak duża przerwa w czytaniu fantastyki budziła we mnie ogromne obawy, co do tego jak przyjmę tą historię. Zupełnie niesłusznie. Aż dobrze było sobie przypomnieć jak pierwsze strony takich książek potrafią namieszać w głowie, bo ja sama do mniej więcej 50 strony nie nadążałam za tym co się dzieje. Świat wykreowany przez autorkę w tym tomie jest tak naprawdę dopiero wprowadzany. Mimo to, kupiłam go. Wizja podziału na luminatów i łowców i odkrycie różnic między nimi mnie po prostu zgarnęły w swoje sidła. Chcę więcej! Bohaterowie są stworzeni w taki sposób, że bez większego problemu będą w stanie zdobyć sympatię czytelnika. Jestem szczerze sama zaskoczona tym jak przyjęłam pierwszy tom tej sagi i już nie mogę się doczekać czytania kolejnych.
Pamiętacie te czasy, gdy Zmierzch święcił swoje największe tryumfy wśród młodzieży - czyli tak około 10-15 lat trzeba się cofnąć wstecz. Moje czasy gimnazjum, eh dawno to było... I teraz dzięki Pani Ewie wybrałam się w tak trochę sentymentalną podróż, ale to porównanie nie oznacza, że znajdziemy tu to samo, bo jest wręcz przeciwnie - mi chodzi tylko o wrażenia jakie obie książki w swoim czasie u mnie wywołały. W tych klimatach zawsze jestem ostrożna, ale widziałam okładki i opisy Zrodzonej wielokrotnie, i gdy nadarzyła się okazja postanowiłam się na nią skusić. Zwłaszcza, że autorka pokusiła się o coś nietypowego - Luminatow i Łowców! Rose to główna bohaterka tej serii, którą możemy znaleźć na okładce. Na pierwszy rzut oka jest normalna, ma zwyczajne problemy, które nikogo nie pominą w okresie młodzieńczym. Jednak pod tą powłoką kryje się drugie dno, które nie jest dane nam na tacy, a będziemy je stopniowo poznawać wraz z bohaterką, co mnie bardzo ciszy, bo z tego typu postaciami nadprzyrodzonymi spotkałam się p raz pierwszy. Jak to zwykle bywa, musi zdarzyć się wydarzenie, które zapoczątkuje typowy efekt domina. A to co się stanie to atak na Rose, który sprawi, że na wszystko spojrzymy z innej perspektywy. Niech rozpocznie się akcja! Mamy tu naprawdę fajną, lekką historię, która świetnie wkomponowała w siebie fantastyczne element i to jest to co ja w tego typu książkach kocham! Najbardziej urzekła mnie relacja bohaterki i jej babci, tu biło tyle ciepła miłości i swoistego rodzaju otuchy, że aż się robiło ciepło na sercu. Początkowo można się spotkać z barierą w postaci stylu narracji, jednak bardzo szybko ten problem idzie w niepamięć i można się delektować całą lekturą, która na dodatek wciąga pełną piersią i nie puszcza do ostatniej strony. Usiłowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miałam książkę z tego pod gatunku fantastyki i jedyne co mi przychodzi do głowy to czasy mojego gimnazjum... ale może o czymś zapomniałam. Nie mogę się doczekać kolejnej części, zwłaszcza, że autorka zakończyła Wychodząc z ukrycia w takim miejscu, że chciała na nią nakrzyczeć, bo tak się nie robi!
Rose ma swój sekret, jest inna i cały czas towarzyszy jej uczucie niepokoju. Żyje razem z babcią, nie ma przyjaciół, musi ograniczać swoje moce. W każdej chwili mogą je znaleźć tajemniczy oni i biedaczki będą musiały uciekać. Kto je tropi? Co tak naprawdę potrafi Rose i kim jest? Sentencja "wiem, że nic nie wiem" towarzyszyła mi w zasadzie przez cały czas lektury tej książki.
Za dużo się dzieje, a za mało jest wprowadzenia czytelnika w ten świat - to według mnie najgorszy minus tej powieści. Długo nie mogłam się połapać w zasadach rządzących tą rzeczywistością. Rozumiem, że miało być tajemniczo, bo bohaterka sama nie zna prawdy o sobie, ale wyszło trochę za bardzo mgliście. Gdybym miała po kilku dniach od lektury opowiedzieć komuś kim jest Luminat albo Łowca, to nie wiem, czy cokolwiek bym z siebie wykrzesała.
Przez powyższe nie zawsze byłam w stanie zrozumieć postępowanie bohaterów. Postacie niewiele się od siebie różniły i często rozmawiały ze sobą w sztuczny sposób. Szczególnie relacja Rose i Lucy (to jej babcia) wypadła mocno teatralnie. Czułam się, jakbym ślizgała się po powierzchni, a nie wchodziła głębiej w ich osobowość, nie wiem, jak lepiej to wytłumaczyć. Sama główna bohaterka nie raz zachowuje się irracjonalnie - przeprasza babcię za coś, co według mnie nie wymagało skruchy, a parę stron dalej szantażuje ją i tupie nogą, żeby tylko postawić na swoim. Składam to na karb jej nastoletniego wieku i mam nadzieję, że z czasem te humory jej przeminą, a pozostanie po prostu silną i rozsądną dziewczyną.
Pomimo tych wad czytało mi się szybko, język był prosty, byłam ciekawa, co będzie dalej. Szkoda mi jeszcze było, że miejsca akcji nie wpływały jakoś znacząco na powieść, w końcu Londyn i Szkocja mają duży potencjał. Dziękuję autorce za egzemplarz do recenzji, niedługo sięgnę po drugą część. Polecam osobom lubiącym fantastykę, szczególnie tę wersję lżejszą i młodzieżową, która nie wymaga od czytelnika skupienia, a pozwala się zrelaksować i na spokojnie płynąć przez lekturę.
W sadze Zrodzona, autorka nakreśla świat podzielony na Luminatów i Łowców - pierwsi żywią się ludzką energią, a drudzy krwią i choć od jednych bije światło, a od drugich mrok, to koniec końców obie rasy są predatorami.
Główną bohaterką jest wychowywana przez przybraną babcię Rose, która z jednej strony wydaje się być normalną nastolatką, a z drugiej czuje, że jest wyjątkowa razem ze swoją nieprzeciętną urodą. Wraz z rozwojem akcji razem z Rose dochodzimy do tego, kim jest. Szereg zdarzeń zapoczątkowany napaścią na dziewczynę powoduje wręcz lawinę nowych, które wywracają jej życie do góry nogami. Nagle musi uciekać, ale w efekcie znajduje przyjaciół.
„Wychodząc z ukrycia” to zdecydowanie lekka i wciągająca lektura. Na początku irytował mnie trochę styl wypowiedzi niektórych postaci, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam. Relacja dziewczyny i jej babci dodaje książce ciepła i sprawia, że pomimo pojawiania się wyobcowanych istot nadnaturalnych, uczucia pozostają na właściwym miejscu. Akcja rozwija się szybko i praktycznie można książkę przeczytać jednym tchem. Po pierwszych stronach myślałam, że się nie wciągnę, ale jak ją odkładałam i zajmowałam się czymś innym, to moje myśli wracały do Rose, Łowców i Luminatów. Dawno nie czytałam tego rodzaju fantastyki, zatem książka zapewniła mi niezły relaks, idealna na lekkie i szybkie czytanie. Dobrze, że wzięłam ze sobą drugą część, bo pierwsza kończy się tak, że druga nie powinna zbyt długo czekać na przeczytanie 😁
Jedno jest pewne, gdybym dostała tę książkę w ręce w czasach mojej ogromnej miłości do sagi Zmierzch to na pewno byłoby o dwie gwiazdki więcej u góry. Co tu dużo mówić historia mocno przewidywalna, szczególnie wątek miłosny. Wiadomo od początku kto z kim, jedynie dlaczego dowiadujemy się pod koniec. Ogólnie wszystkie chwyty wykorzystywane przez autorów tego rodzaju książek zostały użyte: tajemniczy mężczyzna, uparta dziewczyna, która zawsze działa wbrew wszystkim i dodatkowo nie lubi niczego, co kochają inne dziewczyny w jej otoczeniu, ale ma to na wyciągnięcie ręki oraz wszechobecne pieniądze. Jednak moim „ulubionym” wątkiem są tajemnice, których ukrywanie jak zawsze przynosi konsekwencje o wiele gorsze niż przyniosłoby ich wcześniejsze wyjawienie. Podsumowując, na pewno seria skradnie serce niejednemu nastoletniemu sercu, ja chyba ten etap mam za sobą. Tak czy owak książkę szybko się czytało więc umiliła mi wieczór mimo słabej oceny końcowej 😏
Ma vibe tych starych serii młodzieżowego fantasy, które czytało się w gimnazjum. Czy to źle? Według mnie absolutnie nie. Ma to swój urok i mimo, że książka bywa przewidywalna, to ja bawiłam się przy niej świetnie. Jest idealna, gdy potrzeba nam czegoś niewymagającego, co nas wciągnie i zmusi do zarwania nocy. Czytając to czułam, jakbym czytała jakieś świetne opowiadanie na wattpadzie i nie powiem, nabrałam przez to ochoty do pogrzebania na tej platformie w celu znalezienia jakiegoś świetnego romansu.
Dobrze napisana i wciągajaca historia. Bardzo dobrze się czytało i chociaż brak nagłych zwrotów akcji, to od początku coś się dzieje, tracimy jednego z bohaterów a niektóre postaci mają mnóstwo tajemnic z przeszłości. Chętnie sięgnę po kolejną część. Polecam.
Moim pierwszym odczuciem po przeczytaniu było to, że pomysł na tę książkę wyrósł na bazie popularnych kilka lat temu powieści/seriali/filmów. Jest to dla mnie zdecydowanie zmiksowanie "Pięknych Istot" z "Akademią Wampirów" i "Pamiętnikami Wampirów". Do znanych nam stamtąd motywów dodano tajną organizację i kilka innych szczegółów.
Rose to dla mnie wypisz wymaluj Lena Duchannes w zachowaniu, ukrywaniu się, braku rodziców, nieprzewidywalnej mocy, krewnej starającej się ją ochronić za wszelką cenę przez światem Łowców i Luminatów. William to bardzo stereotypowy męski bohater z mrocznymi sekretami. Przez większość książki oczywiście ciężko go zrozumieć, ale jego działania są tak przewidywalne, że nic nie jest nas w stanie zaskoczyć. W sumie zaskoczył mnie tylko na samym końcu. Ah, no i oczywiście mamy tego drugiego...Alexa. Friend zone tutaj tak bardzo widoczne, że aż boli. Chłopak ma po prostu pecha, a do tego momentami jest żałosny w swoim szczeniackim postępowaniu. Jednak scena to już był szczyt szczytów, nie mogę o tym napisać za dużo, bo spoliery. Z wszystkich postaci najbardziej przypadła mi do gustu Lucy. Jest uroczą, starszą panię, która dla Rose jest w stanie zrobić wszystko. Uwielbiam jej pogodę ducha, życzliwość. Jest jak ulubiona babcia, u której zawsze najesz się do syta, ale jednocześnie jak ktoś będzie ci zagrażał to dostanie od niej laskę lub wałkiem do ciasta między oczy. Jednocześnie Lucy nie jest tylko skoncentorowaną na domu, rodzinie babcią, jest też artystką, co czyni jej postać naprawdę haryzmatyczną.
Fabuła wciąga, chociaż nie bardzo zaskakuje. Jak pisałam wyżej zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz w zakończeniu. Pozostała część jest oparta na utartym schemacie: ucieczka przed wrogami; bezpieczne schronienie w miejscu, które wydaje się najodpowiedniejsze, ale jednocześnie mam swoje małe, mroczne sekrety; tworzy się trójkątna relacja między Rose, Williamem i Alexem; potem mamy wielkie bum i płynne przejście do "to be continued..."
Jedno trzeba przyznać czyta się błyskawicznie, fabuła wciaga, nawet jeżeli widoczne są niedociągnięcia w stylu. Jest to debiut, więc daję Autorce spory kredyt zaufania, licząc, że z każdym kolejnym tomem będzie lepiej. Jestem zaintrygowana co dalej spotka Rose. Bawiłam się dobrze, bo jest to naprawdę przyjemna, lekka książka. Czytałam ją w upalne dni i naprawdę polecam ją na urlop.
"- Zawsze byłaś ostrożna, odpowiedzialna, cicha i wycofana. Tak cię wychowałam i trochę żałuję. Trzymając cię pod korcem, stłamsiłam cię. Chciałabym, abyś umiała żyć pełną piersią. Teraz to niemożliwe, ale wiedz, że gdy się ujawnisz, już nic nie będzie stało ci na przeszkodzie. Pytanie tylko: czy wówczas będziesz umiała żyć, skoro teraz nie potrafisz? Zdołasz się przełamać i zmienić?" Seria "Zrodzona" zainteresowała mnie już jakiś czas temu, a teraz dzięki uprzejmości autorki, miałam okazję ją przeczytać. "Wychodząc z ukrycia" zaczyna się z przytupem i od razu wciąga czytelnika w swój świat, gdzie wraz z główną bohaterką, próbujemy rozszyfrować mnożące się wokół niej tajemnice. Jest intrygująco i klimatycznie, fabuła jest przemyślana i dobrze poprowadzona, a bohaterowie ciekawie wykreowani, chociaż muszę przyznać, że postać Rose momentami mnie irytowała. Za to Will to jeden z najciekawszych męskich bohaterów w literaturze młodzieżowej, o jakich ostatnio czytałam, niejednoznaczny i charyzmatyczny, a przy tym naznaczony tragiczną historią. Duże brawa dla autorki również za to, jak poprowadziła wątek miłosny, który jest subtelny i wyważony, i nie dominuje całej fabuły. Natomiast, jeżeli chodzi o zakończenie, to uprzedzam, że po pierwsze zostawia wiecej pytań niż odpowiedzi, a po drugie brak kolejnej części pod ręką grozi poważną frustracją. Podsumowując, "Wychodząc z ukrycia", to idealna pozycja aby oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć się w świecie światła i mroku, w świecie Luminatów i Łowców.
Wychodząc z ukrycia" zapowiadała się na książkę, która mogła przypaść mojemu sercu. Niestety, nie spełniła wszystkich moich oczekiwań. Rose jest dorastającą nastolatką, żyjącą pod kloszem, który stworzyła jej babcia. Dziewczyna jest jednak już wkrótce zmuszona do odkrycia swojego prawdziwego jestestwa, co z trudem jest jej zaakceptować. Pierwsza część sagi skupia się na poznaniu Rose i otaczającego jej świata, wczucia się w sytuację głównej bohaterki. Główna, prawdziwa akcja rozpoczyna się praktycznie pod sam koniec książki. Mam nadzieję, że druga część będzie trochę bardziej "żywsza".