Wolisz poznać słodką prawdę czy wolisz upajać się słodkim kłamstwem?
🦌 Kiedy sięgnęłam po Luonto, nie byłam pewna, czego się spodziewać. Do tej pory Melissę Darwood kojarzyłam głównie z jej komediami romantycznymi, które zawsze poprawiały mi humor i zostały w moim sercu po dziś dzień (mimo że minęło już kilka miesięcy od ich przeczytania). Muszę to napisać - WOW. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie uwierzycie jak długo zbierałam szczękę z podłogi po przeczytaniu ostatnich linijek. Choć może wydawać się to nierealne, autorka idealnie odnalazła się także w klimatach romantasy.
🦌 Historia opowiada o siedemnastoletniej Chloris, która podczas trzęsienia ziemi zostaje uratowana przez ogromnego orła. Szybko okazuje się jednak, że nie jest to zwykły ptak - to Homanil, pół człowiek, pół zwierzę. Gratus, bo tak ma na imię, zabiera dziewczynę do Luonto, miejsca, w którym jego lud żyje w pełnej harmonii z naturą. Między bohaterami zaczyna rozwijać się zakazane uczucie, a ich relacja wielokrotnie zostaje wystawiona na próbę, gdy świat nieuchronnie zmierza ku katastrofie, a żywioły zdają się domagać zemsty. Brzmi intrygująco? Bo takie właśnie jest.
🦌 Wiecie, za co najbardziej cenię książki Melissy? Za to, że żadna z tych, które czytałam nie jest "suchą" historią. Każda niesie ze sobą przekaz, który zostaje z czytelnikiem na długo po jej skończeniu. W przypadku Luonto jest dokładnie tak samo, a nawet jeszcze mocniej. Potęguje to fakt, że wyraźnie czuć ogromną miłość autorki do natury. To nie tylko motyw przewodni. To klimat, który odczuwasz tak mocno, że masz wrażenie, że widzisz te krajobrazy, roślinność i zwierzęta. Już na początku czułam podobieństwo do filmu Avatar - surowy świat, życie w pełnym oddaleniu od cywilizacji.
🦌 Jeśli chodzi o fabułę - dawno nie byłam tyle razy zaskakiwana. Kiedy byłam pewna, w jakim kierunku zmierza ta historia, okazywało się, że kompletnie się mylę. Autorka z niezwykłą lekkością wywracała moje przypuszczenia do góry nogami, sprawiając, że działo się coś, czego nawet nie brałam pod uwagę. Momentami czułam się jak Chloris, stawiająca stopę na nieznanym terenie - niby sądzi, że zna drogę, ale za każdym zakrętem czeka coś nowego. Bohaterowie są jednocześnie zwyczajni i niezwykli. Melissa potrafi stworzyć postaci, które nie są przesłodzone ani przerysowane. Mają wątpliwości, rysy na idealnej powierzchni i podejmują decyzje, które nie zawsze są łatwe czy oczywiste. Ta ludzka niedoskonałość sprawia, że ich losy tak mocno wciągają.
🦌 Chociaż książka została napisana kilka lat temu, jej przekaz dziś jest bardziej aktualny niż kiedykolwiek. Luonto wyraźnie ukazuje, jak lekkomyślnie ludzie traktują dobro Matki Natury. Zanieczyszczamy środowisko, niszczymy ekosystemy i nie zastanawiamy się nad konsekwencjami. Nie zdajemy sobie sprawy, że wszystko wraca do nas jak bumerang. Wzrost zachorowań na nowotwory czy choroby cywilizacyjne zrzucamy na "takie czasy", tymczasem problem leży du��o głębiej. Elektrownie, przetworzone jedzenie, chemia, którą oddychamy - to zmory dzisiejszych czasów. Luonto nie tylko porusza, ale i otwiera oczy.
🦌 Jestem niesamowicie wzruszona, że mogłam zrecenzować ten tytuł. Książka jest dojrzała, przemyślana, a jednocześnie na tyle lekka, że trafi do każdego czytelnika, bez względu na wiek. Autorka, choć porusza trudne tematy, robi to z ogromnym wyczuciem.
🦌 Teraz z jeszcze większą ekscytacją wkroczę w świat Tryjonu - bo, jeśli nie wiecie, nowe wydanie mieści dwie całkiem odrębne historie, dlatego na moim profilu pojawią się także dwie recenzje. Jeśli Luonto potrafiło mnie tak zaskoczyć, aż boję się pomyśleć, czym autorka zaskoczy mnie tym razem.
Dziękuję.