Książka to w zasadzie dwa niewielkie objętościowo opowiadania, które można przeczytać przy kawie.
Pierwsze opowiadanie to "Szkoda, że was tam nie było" w cudowny sposób pokazuje wyrywek moskiewskiego świata artystyczno-literackiego z przemiłym polskim akcentem. Mamy tutaj bohaterów zmagających się z życiem, jednak całość jest podana w bardzo przyjemny sposób, z humorem i werwą. Delektowałem się tym opowiadaniem w sposób nieopisywalny, bo dawno nie miałem takiej przyjemności w trakcie lektury. Niech ten cytat będzie zachętą:
"- To pan jest ten Korzinkin?
Nie wiem, co mnie napadło, ale poczułem, że nie zniosę żartów ze strony Iriny.
- Co to znaczy ten?! - krzyknąłem. - Co to w ogóle znaczy - ten? To kłamstwo! Nie jestem żaden ten, jestem sam w sobie, bez nich wszystkich i wcale nie ten!
- Niech się pan uspokoi - szepnęła mi Irina prosto w twarz, prosto w oczy i pogłaskała mnie po policzku. - Co panu jest? - Wstała i powiedziała głośno: - Wrócę tu za piętnaście minut i bardzo bym chciała, żeby przez ten czas zmienił pan o mnie zdanie na lepsze."
Drugie opowiadanie, to tytułowe, jest nie mniej dobre. Skupia się ono na pokazaniu radzieckiego trzydziestolatka, który z jednej strony jest romantykiem a z drugiej typowym dla okresu gburem i awanturnikiem.
Warto sięgnąć po tę niepozorną książeczkę, bo kryje się w niej więcej niż mogłoby się wydawać.