Autor, unikając fałszywej skromności, opowiada o fizycznym wysiłku aż do bólu i krwi, ale bez cienia wątpliwości w sens wyznaczonego zadania. W książce nie ma gotowej recepty na sukces, NAVAL często powtarza, że każdy dociera inaczej do celu, ale skoro on dał radę, to czemu innym ma się nie udać!
Autor, zanim został operatorem GROM-u, był dekarzem, ślusarzem, spawaczem, kelnerem, a nawet drobnym przemytnikiem. Nabyte w cywilu umiejętności pozwoliły mu przejść selekcję i kurs podstawowy, a potem stać się zawodowym żołnierzem i służyć w GROM-ie.
Podoba mi się warsztat autorski Navala. Pisze prosto, jasno, a bardziej zawiłe sformułowania czy procedury tłumaczy z wojskowego na nasze, toteż lektura "Ostatnich gryzą psy" nie sprawia żadnych trudności nawet największym laikom. To kawał dobrej publikacji, która choć trochę przybliży odbiorcom, jak to jest być żołnierzem JW GROM.
Dla osób które lubią wojsko, chcą się dowiedzieć więcej o nim i o jednostkach specjalnych, a nie są jakoś bardzo w temacie uważam, że jest to świetna książka. Jest z lekką dawką humoru, dużo wyjaśnia i przedstawia realia, mnie się bardzo podobało szczególnie że chciałam wiedzieć w tym temacie więcej, serio ciekawie napisana tak, że każdy zrozumie o co chodzi szczególnie, że nie ma ogromnych opisów sprzętu wojskowego. Książka po prostu super, fajnie podnosi na duchu. Na początku jest krótka część o dzieciństwie i młodości Pana Navala ale nie zniechęcajcie się jeżeli was to nie interesuje bo potem jest naprawdę ciekawiej i warto przeczytać.
Otrzymawszy 3 książki Navala na urodziny, ruszyłem z ciekawością do czytania pierwszej, świadom tego, że autor nie jest osobą zawodowo trudniącą się pisaniem książek. Była to moja pierwsza książka dotycząca polskich sił specjalnych, choć zdecydowanie nie pierwsza dotycząca sił specjalnych, jako takich. Punktem odniesienia była zatem spora ilość przeczytanych przeze mnie książek, napisanych głównie przez operatorów z US Navy SEALS, lecz również z brytyjskich SAS, czy SBS. Jak na osobę, która zawodowo trudniła się wieloma imponującymi rzeczami, lecz zdecydowanie nie opowiadaniem historii, i biorąc pod uwagę, że autor jest absolwentem zasadniczej szkoły zawodowej, Naval wypadł w moich oczach niezwykle pozytywnie. Choć na początku, w porównaniu z opowieściami z Hell Week, przez który przechodzą US Navy SEALS, a które miałem okazję przeczytać w wielu wersjach w innych książkach, szara rzeczywistość poborowego, nawet służącego w doborowej JW Komandosów (czy też dokładnie jej historycznej poprzedniczce), jest lekko rozczarowująca, tym bardziej imponuje determinacja autora, by zrealizować swoje marzenie dołączenia do dopiero co sformowanej JW GROM. W porównaniu z kolegami ze Stanów Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii, którzy w czasie selekcji muszą pokonać przede wszystkim własną słabość, polscy specjalsi, przynajmniej w latach 90-tych, musieli zmierzyć się nie tylko z własną słabością, lecz również z brakiem sprzętu, a przede wszystkim z tępą biurokracją, która rządziła wtedy, i wszystko wskazuje na to, że rządzi nadal w polskich siłach zbrojnych. Autor bezkompromisowo demonstruje swoje sympatie, i antypatie, w stosunku do poszczególnych dowódców. Jeśli subiektywną opinię autora można przyjąć za miarodajną dla innych polskich byłych operatorów GROM-u, generał Petelicki cieszył się olbrzymim autorytetem, wręcz miłością, wśród swoich podkomendnych, podczas gdy pułkownik Polko nigdy nie zdołał zbudować sobie wśród nich autorytetu. Ciekawy jest wątek widzianych z perspektywy prostego operatora zmian organizacyjnych, dotyczących GROM-u, gdzie ta elitarna jednostka, składająca się z niezwykle ciężko pracujących, i narażających na co dzień swe życie, ludzi, traktowana jest, jak pionek w grze sztabowych bonzów. Skutkiem takich właśnie gierek było, i nadal niestety jest, odchodzenie najbardziej wartościowych żołnierzy. Całe szczęście, że niektórzy z nich, jak Naval, zdecydowali się przełamać własne niedoskonałości i opowiedzieć swą historię językiem w miarę prostym, choć jakże ciekawym i barwnym.
Rzutem na taśmę postanowiłem przesłuchać kolejną książkę Navala. Tym razem mamy do czynienia o książce w której Naval opisuje swoją młodość, początki w wojsku, służbę wojskową w jednostce w Lublińcu, pracę zawodową w raciborskim RAFAKO oraz wreszcie proces rekrutacji do jednostki GROM. Ciekawa biografia. Sporo jest w niej szczegółów opowiadających o tym jak życie wyglądało w latach 90tych.
Lekko napisana autobiograficzna opowieść o tym jak zwykły chłopak został komandosem najbardziej elitarnej polskiej jednostki. Czyta się przyjemnie, najbardziej wciągnął mnie niewielki fragment o samej selekcji do oddziału. Lektura raczej dla zainteresowanych wojskowością i zawiłościami szkolenia.
4.5/5 Tylko dlatego ze zdecydowanie lepiej podobało mi się “Przetrwać Belize”.
Jedna z najlepszych książek w tej kategorii których przeczytałam. Nawet nie wiem gdzie to czytanie zleciało..strasznie miło się czyta i autor bardzo dobrze tłumaczy i opowiada wiele rzeczy. Nie mogę się doczekać dokończyć serii!