Facet trochę tylko młodszy od moich rodziców spaceruje po okolicy i notuje przemyślenia. Głównie opisy przyrody, anegdoty na temat okolicznych ludzi i zwierząt, czasem trochę ogólnych obserwacji na temat wszechświata i takich tam. Mieszkałam kilka lat w sąsiedniej dzielnicy Warszawy, więc rozpoznałam kilka miejsc, choć tak naprawdę mógłby pisać o mieście, w którym nigdy nie byłam, byle w Polsce, i nadal miałabym satysfakcję z czytania. Satysfakcję, którą musiałam jednak porcjować - to strumień świadomości, więc zmienia temat nagle i bez ostrzeżenia, więc czytanie więcej niż kilku akapitów naraz wywoływało skołowanie w moim malutkim móżdżku. Dlatego lektura zajęła mi kilka lat, co było zabawne, gdy czasem pogoda, którą widziałam za oknem, synchronizowała się z zawartością - a czasem całkowicie rozjeżdżała. Nie we wszystkim się z autorem zgadzam, na przykład wolę prowadzić mojego psa na smyczy, a niektóre głębokie myśli wydawały mi się zbyt głębokie, ale ogromnie podobał mi się styl, spokojnie relacjonujący nawet przykre historie, dzięki czemu czułam się trochę spokojniejsza za każdym razem gdy sięgałam po tę książkę i trochę mi będzie brakować tego konkretnego uczucia.