Vincent i jego przyjaciele wracają do Arborii, po raz pierwszy od siedmiu wieków łącząc rozdarty kontynent i tym samym rozpoczynając nową epokę w dziejach świata. Chociaż wydarzenia, do jakich doszło w Utraconej Bretanii, są objęte ścisłą tajemnicą, Vincent wie, że to długo nie potrwa, a ochrona nowo odkrytego lądu przed podbojem i kolonizacją może się okazać sporym wyzwaniem. Tymczasem uaktywnia się sekretne stowarzyszenie magów, które zwalczał jeszcze Lucjusz Szalony. Ich wiedza może po raz kolejny zmienić świat… albo go zniszczyć.
----- I do not rate books because I don't like the star system. I think that our world is overly concerned with metrics and leaves little place for discovery, wonder, and straying off the beaten path, so this is my small rebellion.
I read in Polish, English, and (rarely) French. I pick my lectures like a caveman (cavewoman) - because it was there and I happened to be in the mood for that. I might have a phase for a certain type of novel, and then pick something entirely else, so be warned - it's eclectic in here. ----
Nie wystawiam ocen liczbowych, bo nie lubię gwiazdek. Uważam, że współczesny świat kładzie wiele nacisku na oceny liczbowe, przez co zabiera przestrzeń nowym odkryciom oraz zniechęca do podążania mniej utartymi szlakami. Nie chcę się sprzeczać, czy mam rację. To mój mały bunt.
Czytam po polsku, po angielsku i (nieco rzadziej) po francusku. Wybieram lektury jak kobieta jaskiniowa - leżało w okolicy i taki miałam kaprys, więc podniosłam. Mogę mieć fazę na jakiś typ powieści, a potem wybrać coś z zupełnie innej beczki, więc ostrzegam - jest tu trochę eklektycznie.
"Na okładce widniała karykatura Meg w miłosnym uścisku z jasnowłosym mężczyzną, a tytuł brzmiał: 'Asystent czarodziejki. Historia prawdziwa'".
Z lekką obawą sięgałam po trzeci tom "Kronik Rozdartego Świata" (czy raczej drugi, bo przecież pierwszy i drugi stanowią całość fabularną, która - jak się zdaje - zostały podzielone na życzenie wydawcy). Czy będzie tak dobry jak poprzednie? Czy to już koniec przygód Vincenta, Amandine, Kathryn, Meg, Belinde, Artois, mojego idola - księcia Bernarda? Jak cudownie, że odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi TAK! Tak, jestem zachwycona tym tomem. Z rozkoszą wchłaniałam wszystko: scenki rodzajowe z prawdziwej Arborii, bardziej cywilizowanej (zapewne) i rozwiniętej niż Bretania, Arborii możnych, Arborii klasy średniej, Arborii biedaków i przestępców, Arborii wojskowych, rolników i uczonych; wartką akcję - jeszcze bardziej wciągającą niż w poprzednich tomach; postacie, które są już innymi ludźmi niż na początku "Kronik" - innymi, ale wiernymi takim samym zasadom; goniący za sensacją świat gazet i informacji; intrygi polityczno-terrorystyczne - obłęd! Zwłaszcza że w zbrodniczych knowaniach organizacji Iglica wyczuć można obcy wpływ, wpływ siły wrogiej mieszkańcom i Arborii, i Bretanii (czy ma z tym związek bretański ekskról Philippe?). Do tego wszystkiego dochodzą smakowite aluzyjne drobiazgi, jak chociażby nazwisko Jamesa Archera, pułkownika Królewskiej Służby Ochrony, książki czytane przez Lily, która utożsamia się z ich bohaterką Emilką i Jarvis (Jarvis!) - przy jego wyprawie z Kathryn w mroki Avalonu uroniłam łezkę nostalgii za tajnymi misjami Peggy Carter z kamerdynerem Howarda Starka w pewnym nieodżałowanym serialu... I humor, subtelny, nienachalny, ale stale obecny - jak nie kochać zwłaszcza narracji Vincenta, który patrzy na świat i samego siebie z pewną taką ironią i lekkim dystansem, że aż przytulić by się chciało? (uwielbiam tego faceta, jego normalność - ha! - i pokłady zdrowego rozsądku, którymi dysponuje nie tylko on zresztą, ale większość bohaterów - cóż za miłe novum...). A do tego jak nie kochać obdarzonego toną uroku osobistego i pozbawionego skrupułów, ale nie honoru księcia Bernarda, z brawurą radzącego sobie w obcej rzeczywistości, mojej najukochańszej postaci z poprzedniego tomu? I jak nie radować się, gdy się niedomyślny człek zaczyna wreszcie domyślać w połowie tomu, że nie, to nie koniec opowieści! Będzie kolejny tom! Nie pamiętam, kiedy się tak ucieszyłam na wieść o tym, że jakaś seria książkowa będzie kontynuowana. I pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że w przyszłym roku "Cień Gildii" przebije się choć do nominacji do Nagrody Zajdla - nie ma w polskiej literaturze fantastycznej wielu książek na takim poziomie.
Naprawdę muszę wrócić do dobrego zwyczaju czytania książek od początku do końca. A przecież tak dobrze się czyta książki Aleksandry Janusz. Lekkie, przyjemne, ale nie łatwe, wymagające zaangażowania i zamyślenia. Główni bohaterowie są tak zróżnicowanymi postaciami, jak w prawdziwym życiu. Nie mamy jakichś wydumanych herosów i nierealistycznych bohaterek. Czytając teraz wymianę zdań między Amandine a Vincentem od razu nasuwało mi się na myśl wyrażenie "down to the earth". Jakże ona jest rozkosznie życiowa i praktyczna. I potrafi usadzić Vincenta na swoim miejscu. Akcja toczy się wieloplanowo i żwawo. Jestem misiem o bardzo małym rozumku, więc niespójności nie dojrzałam. Wszystko rozwijało się bardzo logicznie. Ach, i jakże mi się podoba magia w tym świecie. Trzeba nieźle się naliczyć, żeby rzucić zaklęcie. Jedyne, co mi przeszkadzało, to koniec. I nie mam tu na myśli cliffhangera, który oczywiście bardzo denerwuje, bo trzeba będzie znowu długo się naczekać, nim wyjdzie ostatni tom. Chodzi mi o to, że na koniec wszystko jest opowiedziane jakby po łepkach, jakoś za szybko i nie synchronicznie, tak jakby wszystko działo się po kolei, tylko jakby było opowiedziane w jakiś czas po wydarzeniach. Miałam takie wrażenie, jakby Aleksandra zorientowała się, że goni ją termin i trzeba szybko skończyć książkę. Albo, że zanadto się rozpisała i nie zmieści się w przewidzianej długości książki. Ale i tak bardzo dobrze się czytało i czekam na więcej.
Muszę się przyznać, że mało co sprawia mi podczas lektury tak dużą przyjemność jak powrót po jakimś czasie do świata przedstawionego, który wciąga i w którym aż chce mi się przybywać, i ponowne spotkanie z bohaterami, za którymi już się trochę stęskniłam. Zastanawia mnie, że ten cykl nie ma aż tak wielu fanów, na ilu zasługuje -- dajcie się mu skusić! A cała recenzja na: pierogipruskie.blogspot.com/2017/10/t...
Wzdech. I skończyło się zauroczenie, przynajmniej w moim przypadku.
Co zabawne - nic w tym tomie za bardzo nie odbiega od poprzednich. Właśnie w tym jednak tkwi problem: okazuje się, że podświadomie oczekiwałam, że Janusz rozwinie się pisarsko i naprawi problemy, które ignorowałam na rzecz uroczych momentów (a wśród problemów: dziwne momentami tempo, nieumiejętność wyważenia ekspozycji czy sztywnawe postacie). Jesteśmy jednak już na trzecim tomie, a oznak rozwoju nie widzę. To wciąż przyjemna lektura, ale wygląda na to, że moje oczekiwania rozmijają się z tym, co dostaję.
Kompletnie nie słyszałam o tej sadze. Jakież było moje zaskoczenie, gdy książki okazały się być na naprawdę świetnym poziomie. Rozbudowany, wielowarstwowy świat są tu kluczowe. Postacie są mniej rozbudowane i to jedyny zarzut, który mogę postawić. Zdecydowanie polecam przeczytać, jedna z lepszych sag na PL rynku fantastyki.
Seria jest bardzo wciągająca i przyjemnie się ją czytało, nie jest to typowa książka z gatunku fantasty z dziesięciostronicowymi opisami krajobrazu skomplikowaną i niejednoznaczną fabułą. Jest lekka i akurat ja uważam to za jej największą zaleta zaraz po braku rozbudowanego wątku romantycznego.
Mogę mieć tylko nadzieje że autorka zmieni zdanie i jednak powstanie Tom 4.
Nie lubię motywu sekretnej organizacji, która ma ludzi dosłownie wszędzie. Szczególnie jak udaje im się za każdym razem zrzucić winę na kogoś innego. Niezbyt dobrze do tego. Wolałabym by reszta wątków dostała więcej czasu, bo były dużo lepsze. Tym samym przykro mi, że wydawnictwo postanowiło nie wydawać czwartego tomu, bo bardzo bym chciała poznać rozwinięcie tych wątków.
Dalej wspaniałe. Zaskakująco istotny punkt kulminacyjny przy kapustkach, który uprzednio mi umknął (może dlatego, że, jak na siebie, przeczytałam wtedy tę powieść ekspresowo).