Wielowątkowa opowieść o zespole Deathstar, światowej gwieździe sceny metalowej, ale przede wszystkim o życiu codziennym jego członków.
Wszystko zaczyna się, gdy do grupy przyjęty zostaje nowy gitarzysta, który jest fanem Deathstar od ich pierwszej demówki. Oprócz spełnienia muzycznych marzeń i chęci sięgnięcia po sławę, wierzy że granie w zespole tego formatu, pozwoli mu szybko wyjść z nieciekawej finansowej sytuacji. Te same nadzieje żywi jego żona i mała córeczka (ich kot raczej nie ma szczególnych wymagań). Niestety, stosunki panujące w zespole są dalekie od normalności i zamiast iść ku lepszemu, sytuacja coraz to bardziej się komplikuje...
Fabuła tej tragikomicznej historii o pasji, rodzinie i przyjaźni została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami.
W nowym roku postanowiłem się bardziej otworzyć na komiksy, bo dotychczas jakoś mi to medium nie leżało i proszę, od razu trafiłem na złoto. "Będziesz się smażyć w piekle" wciągnęło mnie od pierwszej strony: klimat, rysunki, warstwa obyczajowa i lekkość - w tym komiksie wszytko gra - jeśli tak wygląda polska scena komiksowa, to mam wiele do nadrobienia.
"Będziesz się smażyć w piekle" Prosiaka (wyd. @kultura_gniewu 2016, wydanie drugie 2025) to najlepsza książka o zarobkach artystów, jaką kiedykolwiek czytałam. Stękałam przy niej z bólu, zamykałam ją z trzaskiem w środku rozdziałów (bo nie mogłam patrzeć dłużej na przestawione sceny), a nawet popłakałam się nad nią w miejscu publicznym. I tak tak, dobrze kojarzycie, to książka o zespole metalowym.
Prosiak (wł. Krzysztof Owedyk) jest wybitny w portretowaniu okrucieństwa, które objawia się zarówno w oczywistych i przerysowanych gestach, jak i w drobniejszych, bardziej wyszukanych strategiach mobbingowych. "Będziesz się smażyć w piekle" to przede wszystkim opowieść o tym, ile można znieść, kiedy ktoś oferuje zapłatę w walucie prestiżu. O upokorzeniach i zgodzie na bycie okradanym w złudzeniu obcowania z wielkością i "w końcu robienia tego, o czym zawsze marzyliśmy". Naprawdę trudno się to czyta - bo to doskonale rozpisana, bardzo bolesna opowieść.
Bywa też szalenie zabawna i dziko niepokojąca. Jestem przekonana, że gdybym bardziej siedziała w temacie (słuchała więcej metalu, znała tę scenę muzyczną i choć trochę rozumiała, na czym polega granie na poszczególnych instrumentach), czerpałabym z lektury jeszcze więcej frajdy. Nawiązań i tropów (raczej mi podpowiadanych niż faktycznie przeze mnie zauważonych) jest tu bowiem sporo. Ale nie chciałabym, żeby album Prosiaka wpadał w czyjekolwiek pamięci do przegródki "nostalgicznej historii dla starych metaluchów". Stare metaluchy być może wyciągają z tej książki więcej detalicznych smaczków niż ja, ale ja naprawdę nie czuję się wykluczona poza grupę docelową.
"Będziesz się smażyć w piekle" to książka o tym, że Twój idol może być idolem dopóki nie jest Twoim szefem i o tym, że nawet najczulsza i najszczersza miłość nie poradzi sobie z biedą. Bo z biedą poradzić może sobie tylko hajs.
Ja jestem slut for opowieści o relacjach, które budują napięcie narracyjne na kwestiach ekonomicznych. Chcę tego zawsze więcej i nigdy mi się to prawdopodobnie nie znudzi - bo dobrze zrobionych historii z prawdziwymi ekonomicznymi napięciami (a nie srutututu habitusowym niedopasowaniem) jest wciąż bardzo mało. I każda na wagę złota.
Zależność finansowa członków zespołu i Lorda Solo jest tak przerysowana, że aż niewiarygodna. Wątki i wydarzenia przychodzą znikąd i donikąd odchodzą, a służą tylko do pokazania, że Lord Solo jest bardzo zły. Kobieta, która nie ma na chleb, chodzi do psychoterapeuty, ale za to na leczenie dziecka nagle potrzeba pieniędzy z dnia na dzień. Wydaje się, że zabrakło tutaj rozsądnego redaktora, który wskazałby słabsze miejsca fabuły i pomógł w ich dopracowaniu. Bo są tu też bardzo mocne motywy - depresja żony, urocze dziecko i jej relacja z rodzicami i z kotem, umowy śmieciowe i kwestia wynagradzania artystów w ogóle, odpowiedzialność za rodzinę, fenomenalna scena z trumnami. No i gwara śląska taka piękna.
Nigdy nie byłam fanką metalu, a jeszcze mniej subkultury metalowców, więc nie identyfikuję się zupełnie ze światem przedstawionym, który pokazał Prosiak, ale muszę przyznać, że odwzorował to środowisko bardzo wiernie i z olbrzymią dbałością o szczegóły. Spreparował nawet fikcyjne okładki albumów Deathstar, a poszczególne rozdziały noszą nazwy kolejnych numerów najnowszego longplaya zespołu. Możemy poczuć klimat festiwali metalowych w różnych miejscach świata, poznać trochę slangu i kulisy organizacji pracy kapeli. Ale metal to nie jedyny temat komiksu. Jest tu też rozbudowana warstwa obyczajowa, która wciąga równie mocno jak perypetie muzyków. Jest świetna postać Dagi, żony Tarantula, która opowiada psychoterapeutce o frustracji związanej z porzuceniem własnych marzeń na rzecz macierzyństwa i jednoczesnym wspieraniu męża w realizacji jego co nie jest łatwe, jeśli nie wiąże się z nimi odpowiedzialność za rodzinę. Jest świetna sekcja rytmiczna kapeli - basista Bogey, chłopak z dysfunkcyjnego domu o wielkim sercu, żołądku i wiedzy muzycznej oraz pałker Dworf, niskorosły Ślązak, który nawija godką, nosi w sobie mnóstwo buntu, który pozwala mu znosić docinki. Zdarzają się co prawda sceny przerysowane i nadmiernie uderzające w emocje, ale dzięki nim zderzenie wielkiej kariery muzycznej z prozą życia wybrzmiewa mocniej. Zakończenie za to bardzo życiowe i wiarygodne, rozbawiło mnie konkretnie i zachęciło do wspólnego śpiewania. To moja kolejna w krótkim czasie komiksowa wizyta na Śląsku i znów udana. Polecam!
Przyjemna opowiastka, ale przekoloryzowanie głównego problemu bohatera i konfliktu w zespole trochę za bardzo odczuwalne - chyba bardziej realistyczna wizja skur***syńśtwa frontmana pomogłaby mi mocniej się wciągnąć w historię. Fajna kreska, parę świetnych postaci. Dobra rzecz.
Kurcze nie siedzę w polskim komiksie aż tak głęboko, ale tak, wybitna rzecz. Spodziewałem się błyskotliwego komiksu o kapeli metalowej, i trochę taki jest, choć miesza się tu wiele wątków, tematów, nastrojów, że naprawdę ciężko go skategoryzować. Wszystko tu gra, bohaterowie, rysunki, klimat (metal ogarniam tylko ciut), no i sama historia. Wydanie na 25-lecie Kultury Gniewu też super, żal nie kupić, bierzcie póki jest!
Historia o kapeli metalowej i życiu członków zespołu. Wszystko jest tu spójne, rysunek i treść. Klimat koncertów i festiwali muzycznych bardzo sugestywny. Świetne poczucie humoru, ale też dużo goryczy życia. Na szczęście karma wraca. Cieszę się, że poznam jutro Prosiaka!
Cała fabuła jest tak płytka jak postać Lorda Solo. Gdyby jego postać miała by być tak rysowana jak stworzony został jego charakter i motywacje to prawdopodobnie został by kropką bo na dwuwymiarową kreskę to już by nie starczyło. Niby jest jakaś kulminacja kiedy główny bohatera trafiają problemy które nie jednego zwaliłby z nóg ale nie zdążą nawet wybrzmieć a już zostaną rozwiązane i to w sposób jakiego nie powstydziłby się jakiś twórca fanfików czy innych bajek dla dzieci.
Kreska jest fantastyczna, podoba mi się struktura, niektóre kadry można by oprawić i powiesić na ścianie, no i ogólnie nienajgorzej się to czyta. Ślonsko godka! ♥ ALE. Sama historia jest obraźliwie banalna, czarno-biała (heh), a rozwiązania fabularne tak subtelne, że Łepkowska by się ich nie powstydziła.
Co za mocny początek roku. „Bread of Angels” Patti Smith, „Malowany ptak” Kosińskiego, „Grillbar galaktyka” Kossakowskiej a teraz ten komiks. Mógłbym naprawdę długo przytaczać moje ulubione sceny z tego komiksu, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na przytoczenie żadnej. Trudno wybrać tylko jedną która podsumuje ten komiks. Z jednej strony jest to lekka historia na temat pracy w zespole metalowym w Polsce, pełna równie lekkiego humoru i gagów rodem z sitcomów. Z drugiej strony mamy tu do czynienia z dojrzałą krytyką realiów pracy kreatywnej - czy to w formie menadżerów żerujących na pracy zespołów, czy w formie Spotify żerującego na streamach piosenek, czy szerzej patrząc kapitalistycznej klasy panującej nad klasą robotniczą. Z kolejnej strony to opowieść o tym jak niesprawiedliwe jest życie. Na przeróżne sposoby. Kreska jest świetna, postacie wyraziste, choć spełniające określone role i klisze, mamy tu reprezentację mniejszości śląskiej w postaci Dwarfa, a miłość do muzyki alternatywnej wylewa się z każdej strony. To jeden z moich ulubionych komiksów ever i w życiu nie spodziewałbym się, że tak będzie gdy brałem go do rąk w bibliotece na Rajskiej.
Na początku sądziłam, że dostałam historię kariery muzyka metalowego. Z całym dobrodziejstwem 😊 Długie włosy, skóra, glany, czarny kot - te klimaty. A potem okazało się, że ten muzyk, Tarantul, wraca czasem do domu, a tam czeka na niego kochająca żona, córeczka i… cała masa problemów finansowych. Wymarzona kapela to kołchoz, prowadzony przez szaleńca, a muzycy mają tam pracować za grosze. Mają poświęcać się misji, by ktoś inny zgarniał cały ich hajs. Zespół Deathstar, to legenda, uwielbiany przez fanów i w grę wchodzą duże pieniądze, których członkowie zespołu nigdy nie zobaczą. Do czego mogą być potrzebne pieniądze życiu, tego dowiecie się z tego komiksu.
Bardzo dobrze skonstruowana fabuła. Zwroty akcji wcisną Cię w fotel. A do tego alternatywne zakończenie. I jeszcze szkice na dokładkę – można podejrzeć etapy pracy nad komiksem. Całość robi wrażanie. Jestem zachwycona. Bardzo dobra rzecz.
Choć przedstawiona tu historia dotyczy zespołu deathmetalowego i ogólnie środowiska metalowego, to jest to też uniwersalna opowieść o ludziach, o ich marzeniach, zawiedzionych marzeniach, problemach i o tym co jest ważne w życiu. Przejmująca, wciągająca i chwytająca za serce. Zapadające w pamięć postaci. Od lat bardzo ceniłem "Ósmą Czarę" Owedyka i uważałem za jego najważniejsze dzieło, ale muszę przyznać, ze tym komiksem zdecydowanie przebił swoje poprzednie dokonania. Świetnie zaprojektowany i przemyślany album, szczególnie pomysł żeby przedstawić rozdziały jako kolejne utwory na najnowszej płycie zespołu. Jeden z tych komiksów które zostają z nami na długo.
Główna oś fabularna jest chyba najpłytszym elementem (choć realistycznym), ale wszystkie odnogi, które z niej wynikają, profile bohaterów, komplikacje, detale w tkaninie świata... Jest to dzieło, które bardzo rzetelnie, ale i zwyczajnie angażująco, podejmuje swoje tematy. I dostarcza. Ciekaw jestem dyskusji wokół niego (bo pod dyskusję klubu komiksowego w końcu czytałem).
Osobną refleksją jest to, że średnio widzę tu film (który chyba powstaje), prędzej serial, ale nadal wymagałby on od twórców najwyższego poziomu rzemiosła (chociażby w postaci faktycznie imponującej warstwy muzycznej). Nie jestem przekonany, że nasi filmowcy operują na poziomie, na którym operują nasi komiksiarze. Nie jestem też pewien czy ta historia działałaby równie dobrze w innym medium.
To jest pocisk trafiający tak blisko domu, że brakuje mi gwiazdek do klikania. To jest doskonałość, w treści, w formie, w emocjach.
Nie trzeba być niespełnionym gitarzystą, który przeszedł cały szlak od Halloween do Death i z powrotem, żeby odnaleźć się w historii dorastania, dojrzewania, priorytetów, kompromisów, pustej lodówki i najlepszego dziecka na świecie.
Ale to na pewno pomaga.
I jestem wdzięczny za alternatywne zakończenie. Przez tych 9 lat świat stał się innym miejscem i ono jest potrzebne.
Wstrząsająca historia obłudy i wykorzystywania pasji i naiwności ludzkiej. Świetnie rysowana, poparta prawdziwym zainteresowaniem a na koniec normalnie ludzka i życiowa historia. Może nawet epos na nasze czasy, gdy transformacja ustrojowa napotyka mechanizmy rynkowe w jakich nie wszyscy potrafią się poruszać z łatwością. Wybitne dzieło, cieszę się, że namówiona z tylu źródeł w końcu po nie sięgnęłam. Chyba na długo we mnie pozostanie ta historia.
Świetnie opowiedziana historia, z budzącą szacunek dbałością o niszowe muzyczne szczegóły, ale skupiona na ludziach. Strach myśleć, jak dużo elementów jest opartych na faktach. Końcówka trochę odlatuje w inną, mniej realistyczną konwencję, nie trzyma poziomu reszty. Ogólnie jednak jest super, to jeden z najlepszych komiksów, jakie miałem okazję czytać. Polecam każdemu, nie tylko fanom metalu.
Niech mnie piekło pochłonie, jeśli to nie jest najlepszy polski komiks ostatnich lat. Dynamika tych przerysowanych postaci, wyrazistość, świetnie współgrająca z tym kreska plus niezła fabuła. Prosiak w mistrzowskiej formie.
Nawet jeśli znasz świat metalowych kapel od środka, uśmieszek drga. Na przemian z łezką. Bo choć niektóre wątki mają nieprawdopodobną kontynuację, to i tak główna oś skupiająca się na zespole, jest niezwykle trafna.
\m/
PS Tak, metalowi chłopcy to naprawdę niewinne persony. Lordowie nie istnieją.
myślałem że to będzie głębsza opowieść o byciu muzykiem w metalowej, polskiej kapeli, a dostałem jakieś licealne, co prawda zacnie narysowane historie z domieszką misery porn (rozjechany kot, dziecko z rakiem mózgu - no ja prdl)
Katharsis, ot co! Bardzo uniwersalna rzecz, z morałem, za to bez uproszczeń i schematów (oprócz tych, co samo życie i jego użytkownicy). Rozjaśnia serce.