Pan Alojzy, sympatyczny właściciel małej księgarenki przy ul. Wiśniowej, postanawia zamknąć swój sklepik z książkami. Prowadził go przez prawie pół wieku, ale jest coraz starszy, brakuje mu sił. Chciałby odpocząć i wreszcie zrealizować swoje marzenie o dalekiej podróży do córki, mieszkającej w Australii.
Księgarenka, jego całe życie, zostanie zamknięta, ale nie tak zwyczajnie, z dnia na dzień. Dla jej wiernych, stałych bywalców pan Alojzy przygotował prezenty. Postanowił obdarować ich egzemplarzami swoich ukochanych książek. Dla każdej osoby wybrał pozycję szczególną, taką, która jego zdaniem może być dla tej osoby drogowskazem albo pocieszeniem. Piękna i roztrzepana Celestyna otrzyma od niego Błękitny zamek Lucy Maud Montgomery. Dla tajemniczej Alicji pan Alojzy ma oczywiście Alicję w Krainie Czarów, a dla bezwzględnego reżysera Opowieść wigilijną. Największa niespodzianka spotka jednak Ryszardę Kociołek, w ręce której trafi Wielka księga Kubusia Puchatka.
Książki są przewodnikami duszy, w to wierzy pan Alojzy. Czy ma rację? Czy uda mu się rozświetlić smutne poranki pewnej zapracowanej kobiety, która naprawdę nie znosi Świąt, i przywołać uśmiech na twarz małego chłopca? Czy moc obdarowywania i czynienia dobra ma taką siłę, że smutny sekret pana Alojzego przestanie tak bardzo ciążyć mu na sercu?
To już trzecia antologia świąteczna, za którą złapałam w tym roku. Trzecia i zdecydowanie najlepsza. Tutaj znalazłam to, co lubię najbardziej w bożonarodzeniowych książkach - magię. Najbardziej zachwyciły mnie opowiadania Krawczyk i Rogozińskiego. Przyznam, że nawet przez moment na Rogozińskiego miałam focha, bo mnie skręcało z ciekawości co to była za kartka (nie chcę spojlerować, dlatego nic więcej nie dodam), a tu rozwiązania brak! Na szczęście książka jest tak spójna i tak wszystko pięknie łączy się ze sobą, że koniec końców dowiedziałam się co i jak. Powiem tak: niech taka magia świąt spotka nas wszystkich. Niech spotyka rok w rok! :)
Lubicie czytać książki o książkach i osobach, które je kochają? Ja bardzo - łatwiej utożsamić się z bohaterem, z którym mamy coś wspólnego i zanurzyć się w opisywaną rzeczywistość, kiedy zawiera elementy bliskie naszemu sercu. Jest wiele książek, które szczególnie przemawiają do miłośników literatury, a do grona moich ulubionych pozycji tego typu dołączyła ostatnio “Księgarenka przy ulicy Wiśniowej”.
“Księgarenka…” to zbiór ośmiu opowiadań, stworzony przez siedmioro polskich autorów. Nie są to jednak całkowicie odrębne historie, ale wszystkie nawiązują do głównego motywu: pan Alojzy - właściciel tytułowej księgarni, podejmuje trudną decyzję o likwidacji sklepu. Zanim jednak ostatecznie zamknie za sobą ten ogromny rozdział swojego życia, obdarowuje kilkoro stałych klientów książkowymi prezentami - dokładnie takimi, jakie są im potrzebne, aby spojrzeć na swoje życie z nowej perspektywy i zdecydować się na zmiany.
Każdy z autorów poświęcił swoje opowiadanie innej postaci i książce: Agnieszka Krawczyk pisze o niespełnionej aktorce, Urszuli, która otrzymuje od pana Alojzego egzemplarz “Alicji w Krainie Czarów” i odnajduje w swoim życiu odrobinę magii. Remigiusz Mróz, pozostając w swoich klimatach, opowiada o sędzi Katarzynie Dering i o tym, jak lektura powieści “Zabić drozda” pomaga jej zmienić punkt widzenia na pewną sprawę. Gabriela Gargaś, na przykładzie dziesięcioletniego Franka i “Małego Księcia”, obrazuje proces oswajania przyjaciela. Alek Rogoziński przedstawia apodyktycznego i skąpego dyrektora teatru, Euzebiusza Skróckiego, który zaraz po otrzymaniu pięknego wydania “Opowieści wigilijnej” zostaje uwikłany w ciąg niezwykłych zdarzeń. W opowiadaniu Magdaleny Witkiewicz młoda wdowa Joanna odnajduje swój własny Błękitny Zamek, a u Marty Obuch nielubiąca dzieci Ryszarda Kociołek dostaje “Kubusia Puchatka”, z małym Krzysiem do kompletu. Pierwsze i ostatnie opowiadania w zbiorze napisała Liliana Fabisińska, wprowadzając czytelnika w temat, a następnie umiejętnie zamykając wszystkie wątki.
Każda historia w jakimś stopniu nawiązuje do książki, która się w nim pojawia, dając czytelnikowi dodatkową radość z odnajdywania wszystkich nawiązań podczas lektury. Akcja wszystkich opowiadań ma miejsce tuż przed świętami Bożego Narodzenia, jest to więc idealna lektura na zimę, do czytania pod ciepłym kocem i z kubkiem herbaty w dłoni. Ja czytałam “Księgarenkę” wiosną, ale w niczym nie umniejszyło to mojego pozytywnego odbioru tej książki - po prostu na jakiś czas zapomniałam, że mamy kwiecień i dałam się porwać świątecznemu klimatowi.
Jest to lektura z gatunku lekkich, przyjemnych i ciepłych, sporo w niej też humoru. Bohaterowie są ciekawi i chociaż zakończenia wątków niektórych z nich wydają się być trochę naiwne i cukierkowe, to ani trochę mi to nie przeszkadzało.
Jak w każdym zbiorze, jedne opowiadania podobały mi się bardziej, inne mniej, pod względem samej historii i stylu pisania (skupiska zdań pojedynczych to zło…). Moim ulubionym jest chyba opowiadanie Magdaleny Witkiewicz, a to ze względu na to, że “Błękitny Zamek” L.M. Montgomery jest moją ulubioną książką, a ciągle tak mało osób ją czytało. Po raz pierwszy też spotkałam się z jakąkolwiek wzmianką na jej temat w innym utworze literackim. Mam nadzieję, że opowiadanie pani Witkiewicz zachęci czytelników do sięgnięcia po tę cudowną powieść. Proponuję jednak nie brać przykładu z Joanny, bohaterki opowiadania, której uwielbienie dla starego tłumaczenia - okrojonego i ze zmienionymi imionami - było wręcz irytujące, ale zachęcam do sięgnięcia po nowsze wersje, z Valancy i Barneyem, a nie z Joanną i Edwardem.
Myślę, że każdy mól książkowy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie - polecam serdecznie!
Podchodziłam z dużą rezerwą do tej książki, ponieważ już dawno żadnego zbioru opowiadań nie czytałam. Jednak bardzo pozytywnie się zaskoczyłam.
Przede wszystkim książkę czyta się bardzo szybko. Mamy tutaj tak naprawdę wszystko, bo pojawia się nawet odrobina magii. Zdecydowanie najbardziej polubiłam pierwsze opowiadanie autorstwa Agnieszki Krawczyk, im dalej tym trochę gorzej, ale mniej więcej wszystkie opowiadania są utrzymane na tym samym poziomie.
Co mnie zaskoczyło to to, że wszystkie opowiadania można traktować jako jedną całość, ponieważ nie ma się wrażenie, że są to opowiadania. Bardziej przypomina to książkę z jedną fabułą, niż zbiór opowiadać, co jest naprawdę fajną sprawą
Nie przepadam za opowiadaniami, ale „Księgarenka przy ulicy Wiśniowej” urzekła mnie nieprzeciętnie. Piękne opowiadania, w których aż skrzy od wspaniałych uczuć, ludzkich gestów, czułych słów, marzeń i prezentów. Charakter książki świetnie oddaje okładka – tajemnicza, elegancka i świąteczna do bólu. Myślę, że w tych zaganianych czasach warto zwolnić i poczuć atmosferę tej książki. To prawdziwa książka dla kobiet, ale nie dla tych, które uwielbiają ckliwe romansidła. Ta książka to coś dużo dużo więcej. W pierwszej kolejności poznajemy Pana Alojzego – właściciela maleńkiej księgarenki przy ul. Wiśniowej. Pan Alojzy jest trochę smutny, bo od pewnego czasu nosi się z zamiarem zamknięcia swojej księgarni i właśnie przyszedł ten moment w życiu, w którym postanowił wcielić swój plan w życie. Żal przepełnia mu serce, bo zdaje sobie sprawę, że dla wielu stałych bywalców, księgarnia stała się ważnym elementem życia. Pan Alojzy w kącie postawił fotel, na którym wiele osób czyta książki. To prawdziwi maniacy – czytają z wielkim namaszczeniem i oddają poszczególne tomy właściwie nienaruszone. Każdemu z nich właściciel postanawia sprawić gwiazdkowy prezent – tak na pożegnanie. I w ten sposób poznajemy bohaterów poszczególnych opowiadań. Urszulę, która bardzo potrzebuje stałej pracy bo ma małego syka na wychowaniu. Sędzinę Dering, która zabrała syna od kochającej matki. Małego Franka wychowywanego przez babcię. Skąpego furiata, Euzebiusza, którego jeden wigilijny wieczór odmienił o sto osiemdziesiąt stopni… Każdy z nich otrzymał od pana Alojzego książkę, każdy jest na zakręcie swojego życia i każdy traci wiarę. Na szczęście za pomocą książek, Pan Alojzy pomaga każdemu tę wiarę odzyskać. A Pan Alojzy? A to zupełnie inna historia… Książka ma wielu autorów – składa się przecież z opowiadań, które stworzyli różni ludzie. Każde jest bezsprzecznie zachwycające i każde otula ciepłem w te mroźne, zimowe wieczory. Każde jest inne, ale wszystkie w przepiękny sposób tworzą jedną całość, która zachwyca przesłaniem i nastrojem. Jednak to co dla mnie najważniejsze to to, że osią wszystkiego są książki. A to jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej. Pięknie i magicznie wiążą wszystkie opowiadania w całość, a czytelnik nie może się od poszczególnych historii oderwać. Bo jak tu przerwać lekturę skoro każde opowiadanie ma książkowego bohatera w tle – „Alicję w Krainie czarów”, „Zabić drozda”, „Wiersze” Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, „Błękitny Zamek”, „Opowieść Wigilijna” i kilka innych. To po prostu magia. Coś pięknego. Jakże ja bym chciała spotkać na swojej drodze takiego Pana Alojzego…
Powiedziałabym, ze to świetny comfort read z uwagi na to, jak bardzo szybko się czyta książkę. Mimo tego, ze im dalej w las tym odrobine gorsze opowiadania (najgorzej wypada Pani Gargas). Każde opowiadanie trzyma jednak podobny poziom, wszystko fajnie spaja się w jedna klamrę.
Jednym z atutów jest lekkość i klimat całej książki. Niezwykle ciepła opowieść o księgarence, która odmieniała ludzkie życia w bardzo prosty sposób.
Czy przeczytałam drugi raz? Możliwe, ze tylko pojedyncze historie. W całości jednak uważam. ze to przyjemna pozycja - w szczególności w przedświątecznym i poświątecznym okresie.
Świąteczny zbiór opowiadań stał się już tradycją Filii. W każdym zbiorze można znaleźć opowiadania różnych autorów związanych z wydawnictwem. Różne historie, różne emocje. Jedne ciekawsze, drugie trochę słabsze. Osobiście najbardziej podobały mi się opowieści Gabrieli Gargaś, Magdaleny Witkiewicz i spinająca wszystko Liliana Fabisińska.
Mam bardzo mieszane uczucia. Na początku każdego opowiadania czulam, że ta książka nie jest dla mnie, ale kończyłam je z kolei bardzo wciągnięta w historię. Mimo zmiennych odczuć myślę jednak, że dostalam od tej książki to, czego oczekiwałam: wspomnienia z dziecinstwa i klimat świąt, a także wzruszenie i uwielbienie książek.
Dlaczego od lat katuję się polską świąteczną obyczajówką, chociaż każda kolejna książka potwierdza, że to nie dla mnie? To oficjalny koniec mojego romansu z taką literaturą.
Mimo że słuchałam książki w formie audiobooka to trwało to bardzo długo, historia mnie nie wciągała i słuchałam jej po kawałku. Do końca dawałam jej szansę, jednak nie zaskoczyła :(
Zbiór opowiadań różnych autorów, które tworzą wspólną całość. Urocza, lekka i sympatyczna książka, idealna do czytania pod kocem z herbatą w okresie świątecznym.
Zbiór ciepłych opowieści w sam raz, by rozgrzać serce, rozmieszyć czy wzruszyć. Bardzo lubię, kiedy kilku autorów tworzy krótkie opowiadania łączące się wspólnym wątkiem. Książka idealnie komponuje się z kieliszkiem grzanego wina😉