Europa Północna, X wiek n.e. Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy od lat toczą między sobą krwawe wojny o ziemię, bogactwa i honor. Tłem dla pasjonującej, trzymającej w napięciu akcji są wielkie lądowe i morskie bitwy, wspaniałe zwycięstwa i dotkliwe klęski, tajemne groty wypełnione nieprzebranymi skarbami, gorąca miłość i młodzieńcze zauroczenia. Ambicje Wikingów sięgały daleko poza granice skutej lodem Skandynawii, w książce śledzimy także losy uczestników zuchwałych wypraw do Ameryki Północnej i na Półwysep Iberyjski, gdzie wojownicy z surowej Północy nie zawahali się rzucić wyzwania chrześcijańskiemu królestwu Leónu i muzułmańskiemu Emiratowi Kordoby.
Szaleńcza odwaga i niewyczerpana żądza władzy, chciwość i bezwzględność, ciekawość świata i chęć podporządkowania go sobie – w tej książce jest wszystko, co składa się na legendę Wikingów, a także dużo więcej: opowiedziane ze swadą ludzkie losy, historie o miłości i nienawiści, dzieje wielkich przyjaźni i nikczemnych zdrad.
„Wilcze dziedzictwo” to wartka akcja, kopalnia doskonale udokumentowanej wiedzy o dawnych czasach, galeria niezwykłych, zapadających w pamięć postaci i rewelacyjna rozrywka dla wszystkich miłośników pisanej z rozmachem i fantazją literatury przygodowej.
Plusy: - autor opiera opowieść na faktach historycznych - broń sprawia kłopoty, tj. klinuje się w ciałach ofiar, wypada z rąk, powoduje opóźnienia
Minusy: - historia jest nijaka. Zapowiada się dobrze w prologu, natomiast potem pojawiają się zupełnie inni bohaterowie, których poza formą osobową w narracji nie da się odróżnić. - dużo błędów w edycji. Pomyłki w słowniczku, wprowadzane na dziko skandynawskie litery, nieprawidłowy zapis imion na tyle okładki. - autor w pierwszej części zasypuje czytelnika pojęciami związanymi z epoką, a potem nagle o nich zapomina. W dalszych częściach już tego nie ma - bardzo długie fragmenty nudów na jedynie kilka krótkich ciekawszych
Podsumowując, nie tego się spodziewałam. Oczekiwałam pełnej wrażeń, wciągającej opowieści, a spotkałam się ze strasznie nudną i długą książką, w której brakuje dobrej postaci. Całość sprawia wrażenie niedorobionej. Prolog dawał wiele nadziei, ale pomysł szybko się zgubił. Nie będę kontynuować serii, bo trochę szkoda mi czasu. Przykre, bo chciałam tę książkę polubić.
Dla każdego fana mitologii skandynawskiej, kultury i języka ludzi północy powieść tego typu jest jak wisienka na torcie. Skandynawowie zyskali popularność dzięki uwielbianemu przez rzeszę fanów serialu „Wikingowie” gdzie brutalność, gwałty i rozboje są na porządku dziennym. Jako osoba, która we wszystko co związane ze Skandynawią zapatrzona jest jak w obrazek, nie mogłam przegapić takiej okazji i zaopatrzyłam się w powieść „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo.” Radosława Lewandowskiego.
Powieść przesiąknięta jest różnorakimi terminami skandynawskimi. Śmiem twierdzić, iż większość z nich jest zaczerpnięta z języka pranordyjskiego i staronordyjskiego. Plusem jest na pewno fakt, iż książka posiada słowniczek terminów skandynawskich, który pomaga w rozumieniu treści. Książka bez objaśnień wielu zwrotów użytych w utworze, nie nadawałaby się do czytania, gdyż nie zrozumielibyśmy ponad większości wyrazów. Jest to za razem zaleta i wada, gdyż co stronę musimy zaglądać do słowniczka, przez co dłużej czytamy i tracimy cierpliwość. Czasem jednak zastanawiam się, czy język użyty w powieści jest tym „dobrego rodzaju”. „Sprawa do samego hövdinga, a nie do ciebie, synu niewolnika, gównożerco, którego matka wysrała niechcący do dołu z gnojówką, a ojciec urżnął sobie jaja, gdy zobaczył syna, ty ośliniony piętogryzie, psie skundlony, mężo i świniojebie, ty…” Wikingowie tak jednak mają i nie ma co się temu dziwić, w końcu to barbarzyńcy. Książka nie posiada rozdziałów, lecz podzielona jest na cztery księgi, które opowiadają o różnych zdarzeniach w dziejach Skandynawii. W powieści użytych jest również wiele odniesień do nordyckich bogów, takich jak Odyn (najwyższy z bogów, władca Walhalli), Thor (władca piorunów oraz burz), czy Freyja (bogini piękna i miłości). Szczerze mówiąc książka, pomimo tego, iż przesiąknięta jest skandynawską historią oraz mitologią nie wywarła na mnie zbytniego wrażenia. Momentami czytałam z zapartym tchem, jednak po pewnym czasie powieść wydała mi się po prostu nudna i nie wnosiła nic co mogłoby mnie zainteresować. Powiem tak… Nie wytrwałam do końca. Męczyło mnie czytanie tej powieści. Nie wątpię, że autor ma warsztat oraz umiejętności i nie chcę tu nikogo obrazić, lecz wciąż mam wrażenie, iż powieść jest jak wyciągnięta wprost z Wikipedii, a chyba nie o to tu powinno chodzić. Teraz wiem, że nawet dla fana danej kultury i tradycji nie wszystko jest doskonałe i łatwo można się rozczarować. Myślę, że przerwa w kontynuowaniu tej historii jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem i wiem, że na pewno sięgnę po nią jeszcze raz, gdy tylko przyjdzie na to pora.
Gdzie jest tytułowe "Wilcze dziedzictwo"? Nie uświadczysz. Rzadko komentuję jakąś książkę, więc ta musiała wywrzeć na mnie wyjątkowe wrażenie. Szkoda tylko, że NEGATYWNE. Czytając ma się wrażenie, że to są dwie różne książki wydane jako jedna. O ile pierwsza "część" jest jeszcze jako tako interesująca, tak "druga" jest totalnie o niczym. Nie podoba mi się prymitywność porównań, które odnoszą się wyłącznie do kobiecych części ciała lub do seksu, jakby mężczyźni nie myśleli w życiu o niczym innym. W książce występują praktycznie same męskie postaci, panuje tak szowinistyczny patriarchat, że aż głowę boli. Doczytałem to "coś" tylko dlatego, że do samego końca miałem nadzieję, że coś o tytułowym "Wilczym dziedzictwu" się w końcu pojawi. Niestety nie uświadczysz. Nie da się książki ocenić na 0/5, więc zostawiam 1. Totalnie zmarnowany czas.
Pierwszej połowie czegoś zabrakło. Analizując, dlaczego mi się tego ciężko słuchało, doszłam do wniosku, że to kwestia bohaterów. Nieciekawi, mało interesujący. Może to też kwestia, że bardzo opiera się na historycznych wikingach. Pod koniec pojawiają się mocno religijne tematy... i no nie tego oczekiwałam. Dodatkowo dobrych kobiecych postaci-brak. Pomijając, że na przestrzeni książki pojawiają się trzy. A przy tym masa męskich bohaterów z przeróżnych narodowości. Mam jeszcze zarzut do lektora. Czasami jest sytuacja, że bohater szepcze np. "Bądź cicho.- szepnął" tylko, że lektor wogóle nie mówi tego ani trochę ciszej. Dla porównania w cyklu demonicznym takie zabiegi są stosowane. Moim zdaniem to uwiarygadnia opowieść.