Jaglany detoks to książka tak absolutnie kosmiczna, że nie wiem czy w ogóle pasuje mi pod non-fiction, czy jednak bardziej pod fantasy.
Pierwsze ostrzeżenie pojawiło się we wstępie. Autor jest dietoterapeutą. O-HO. Pomyślałam.
Drugie ostrzeżenie pojawiło się...też we wstępie. Profilaktyka zdrowotna (z nowotworową włącznie) wymaga zmiany myślenia i nastawienia do jedzenia. A-HA. Pomyślałam.
A potem przeczytałam, że kaszę jaglaną przed gotowaniem można uprażyć i [kasza] wtedy lepiej energetycznie ogrzewa wychłodzone narządy i osusza wilgoć w organizmie. Tu zapadła metaforyczna chwila kompletnej ciszy. I pomyślałam. NO KURWA NIE.
Tak więc bardzo mi przykro, zrecenzować mogę tylko przepisy, gdyż zasadniczo wszystko inne tylko omiotłam spojrzeniem przewijając strony w szaleńczym tempie , coby sobie gałek ocznych z oczodołów nie wyrwać gwałtownym ich wywracaniem. Przepisy brzmią normalnie. O.
Ostatnio bardzo przejadły mi się wszystkie dania, które do tej pory przyrządzałam z jaglanką, więc książka bardzo mi się przyda. Przepisy są ciekawe i chociaż jeszcze żadnego nie przetestowałam, to na pewno w najbliższych dniach zacznę to robić.
Co zaś się tyczy rozdziałów, w których autor rozpisuje się o Bogu i odnajdywaniu siebie - po prostu je sobie darowałam. Przeskoczyłam też wiele stron, na których znajdowały się informacje albo już mi znane, albo mnie nie interesujące. W końcu i tak nigdy nie czytam książek kucharskich/dietetycznych od deski do deski.
Niestety, kupując książkę, nie zdawałam sobie sprawy z tego, kim jest autor i jego światopoglądu. Jeśli skupimy się na treściach czysto zdrowotnych i medycznych - można z tej pozycji wyciągnąć wiele mądrych rzeczy. Jeśli też przebrniemy przez wiele rozdziałów "ewangelizowania" dojdziemy do bardzo fajnych przepisów. Niestety, ja osobiście nie mogę polecić pozycji, w której padają zdania typu "choroba nowotworowa to często wołanie o miłość".
nie mogę dać 1, bo jednak zrobiłam tydzień detoksu wege i przepisy były świetne, smaczne i pomysłowe natomiast to, co autor wypisuje o bogu, św.Hidelgardzie, jodze (niemal, że dzieło szatana) to jest to jakiś inny wymiar, WYMIAR JAGLANY? moje oczy rozszerzały się ze zdumienia z każdą następną stroną, mózg nie pojmował jak-to-w-ogóle-możliwe, żeby pisać takie bzdury, a autor nie dawał sobie w kasze dmuchać i trąbił dyrdymały i przekonywał, że szałwia leczy niepłodność mój mózg teraz po tej lekturze musi przejść detoks
Żałuję, że kupiłam tę książkę, bo zawiera zbyt dużo odniesień do religii. Jest to całkiem zbędne i irytujące. Przepisy fajne, wolałabym żeby zamiast wywodów autora na temat Boga w książce zawarte było ich więcej. Rozczarowanie.
This book has a lot of interesting parts which is aligned with current state of science knowledge, like leaking bowels, etc. But on the other hand sometimes it's hard to read it because all of faith propaganda. Author tries to force his point of view on the world, than share true knowledge. Sometimes he goes much to far with his imagination, and I hope nobody will believe in that. For a sake of example "bulimia is caused by the desire for the attention", "cancer is screaming for love". Also half of the book is about God and faith, what is really irritating and also a bit wired as we can see the author mention some Far East techniques, which on the other side are not aligned with teachings of the church. Same time he warns against yoga... Really bizarre. Also there is not a lot info about how to create such a detox, only one menu example and lot of references to camps organized by author. About the recipes, I think they are healthy and tasty. However not always fully understandable, and I've also found some mistakes in them.
[audiobook] Książka inna niż dotychczasowe poradniki/diety. Jest całe mnóstwo wiedzy poukładanej rozdziałami a na koniec jest taki mętlik w głowie, że nie wiadomo od czego zacząć. Trzeba przeczytać ją 2x aby móc zastosować jej wskazówki z rozwagę i atencją. Autor kładzie nacisk nie tylko na samą dietę ale na: kulturę stołu, wspólne przygotowywanie posiłków, celebrację posiłku, aktywność fizyczną, modlitwę i wdzięczność dla Stwórcy. Dużo odniesień do Św. Hildegardy z Bingen i wybranych wolnomyślicieli. Dyskretne lokowanie swoich produktów między wierszami.
Jeśli ktoś się spodziewał przepisów i niesamowitych zwrotów akcji jelita - to się zawiedzie (podobnie jak ja). Natomiast z każdą stroną uświadamiałem sobie jak dużo ww. aspektów nie dostrzegałem. Jeśli taki był zamysł autora (a zakładam, że tak) to się udało.
Dla przeciętnego polaka to rzeczywiście może być wartościowy detoks. Dla ludzi którzy naprawdę interesują się zdrowiem to jest średni detoks. Tuńczyk w przepisie? Jedna z bardziej skażonych ryb. Indyk w przepisie? Drób raczej będzie działał odwrotnie jak detoks. Śniadania są najważniejsze? To stwierdzenie jest już nieaktualne i nikomu nie polecam jeść od razu po przebudzeniu. Polecam zapoznać się z postem przerywanym. Dużo w książce jest takich rzeczy wątpliwie zdrowych. Książkę mogę polecić tylko osobie która dopiero wchodzi w zdrowe życie bo jest tam trochę wartościowych informacji. Dla osoby bardziej zaawansowanej jest masa lepszej literatury.