Sorry Clark, ale po tym tomie wiem, że jesteś idiotą... A raczej to zasługa Tomasiego, który przedstawił nam tak wiarygodne rozegranie tematu, jak absolutna prawda wychodząca z ust polskich polityków (czyli g%$^o, a nie prawda).
Dark Truth dzieje się po wielkim trzęsieniu ziemi, jakim było ujawnienie tajnej tożsamości Supermana. Od razu znalazło się tysiąc pięćset kretynów, którzy chcą jakoś to wykorzystać. Pokonanie Supka, zwłaszcza osłabionego, to nie lada okazja, ale wszyscy Ci czempioni z rządem amerykańskim na czele zapominają, że Superman, nawet osłabiony, to jedna z najpotężniejszych postaci na globie.
Gorzej. Ktoś stara się chyba wymazać wszystko co łączyło się z przeszłością Kenta. Zaczyna się od telefonu Lana, która opowiada o jakimś napastniku. Diana biorąc Clarka pod pachę leci na miejsce. Tyle, że w domu przyjaciółki wszystko wygląda normalnie. Z tym wyjątkiem, że nie ma właścicielki, jak i pewnej grupy ludzi powiązanej w przyszłości z kosmitą. Na domiar złego znika rodzinny dom Clarka z przyległościami, a nawet mogiły jego przybranych rodziców. Miarka się przebiera, ale na miejscu pojawia się... To trzeba zobaczyć.
Początek czwartego tomu czyta się świetnie. Jest tajemnica, narastająca frustracja, gonienie za niewiadomym. Dodatkowo dwójka głównych bohaterów jest dobrze zarysowana i czyta się całość szybko i przyjemnie. Aż do momentu, kiedy lądujemy z Supkiem w Gabinecie Owalnym, gdzie czeka na niego Steve Trevor, a zaraz potem następuje rozmowa z byłym prezydentem USA. Realnym. Czemu to miało służyć? Urealnieniu świata? No nie za bardzo. Tym bardziej, boli późniejsze rozwiązanie.
Pojawia się przeciwnik, który atakuje placówkę, gdzie przebywają uwięzieni znajomi Supka. W międzyczasie Clark "odprawia" Dianę, bo chce załatwić sprawę sam. Ta jednak się go nie słucha i rusza do akcji, co będzie potem potraktowane jako jedna z przyczyn takiej, a nie innej decyzji Kenta. Głupiej, bowiem widać nadal, iż Dianie na nim zależy...