„Ludzie stamtąd” – to autentyczni ludzie wsi polskiej początku wieku, z samego dna ówczesnego życia polskiego. To służba dworska i bandosi, dziarscy parobcy i dziewki, biedota i wiejskie dziady. (...)
Co Dąbrowską w kondycji tych „ostatnich ludzi”, nieprzynależnych donikąd, żyjących w warunkach surowych, niemal idealnie naturalnych, uderza najmocniej? Niedola, cierpienie, tragizm – i szczęście. (...) Siła krzewiącego się tu życia i jego pochwała muszą być niezmierzone i bezwzględne, jeśli potrafią przezwyciężyć potęgę tutejszej nędzy. (...)
Maria Dąbrowska zmarła 19 maja 1965 roku. W pięćdziesięciolecie jej śmierci przypominamy jej arcydzieło, powstały w latach 1924–1925 cykl opowiadań Ludzie stamtąd.
Polska powieściopisarka, eseistka, dramatopisarka, tłumaczka dzieł literatury duńskiej, angielskiej i rosyjskiej; jedna z najważniejszych polskich powieściopisarek XX wieku, autorka tetralogii powieściowej Noce i dnie (1931–1934), za którą była nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1939, 1957, 1959, 1960 i 1965.
3,5 Monument, pomnik, epitafium ludzi polskiej wsi wczesnego wieku XX i hołd złożony… polszczyźnie. Miniatury Dąbrowskiej to swoiste świadectwo czasu. Czasu, którego już nie ma, życia, które przeminęło, i ludzi, ludzi, których już także brakuje. Wykreowane przez autorkę historię są niezwykłą wiwisekcją stosunków społecznych panujących w majątku, który dla bohaterów był niemalże całym światem. Mówiąc o twórczości Dąbrowskiej, nie sposób nie zwrócić uwagi na niezwykle przyjemną warstwę literacką. Maria Dąbrowska pisze prostymi słowami, pomiędzy które dane nam jest wrzucić nasze czytelnicze łzy (niekiedy niestety z nijakości, innym razem z powodu poczucia nierozwinięcia potencjału motywów i historii). Bohaterowie mówią gwarą, na kartach książki pełno jest ludowych zwyczajów i tradycji co nadaje autentyczności, a czasem sprawia, że zdaje nam się, że czytamy reportaż. Ziejąca ze stronic wiejskość i szarzyzna opowiadań tak bardzo wnika w duszę, tak wżera się w umysł, że mimowolnie integrujemy się z bohaterami… I chyba to właśnie jest niezaprzeczalnym atutem książki – w swoich tekstach Dąbrowska uchwyciła świat, który skazany został na niebyt, a także prawdę o tym, co tak naprawdę jest ważne i co nie zmienia się na przestrzeni lat. Miniatury są warte uwagi i poświęcenia im chwili, ale jedynie ,,chwili”. Obawiam się, że nie zostaną ze mną na długo.
,,Byle przed niczym nie uciekać, tylko na gwałt ze wszystkich sił swoich żyć a żyć.”
,,O to się rozchodzi, że jak człek potraci wszystkie swoje nadzieje, to dopiero widzi, że nic nie stracił, bo drugich nadzieje do serca mu powchodzom. Bo to, co drugich je, tym żyć można i jeszcze jak. Wszystko utracić możesz, a jeszcze dość cie zostanie, bo we wszystkim jest twoje życie... W każdym drugim człowieku... No!”
"(...) oni jedni wiedzieli, jak mało jest nocy bez gwiazd."
Pomnik chłopskiej warstwy wczesnego XX wieku i hołd złożony gwarowej polszczyźnie. Wizyta we wspomnieniach dzieciństwa Dąbrowskiej, po których przewodniczką staje się empatia Autorki. Piękna opowieść o trudach doli i zebranie najważniejszych problemów społecznych pod postacią oddzielnych opowiadań; alkoholizm, nieślubna ciąża, choroba, żałoba...
Niestety, tak jak część opowiadań zawiera opakowane w nader przyjemną warstwę literacką, godne uwagi pozytywistyczne akcenty, tak niektóre wydają się nieco uboższe i nie udowadniają swej racji bytu. Gdyby się pozbyć tych, do których zniechęca zwłaszcza powtarzalność motywów, po czasie nużąca, zbiór ten nabrałby wyrazistości.
Mimo wszystko warto zanurzyć się w tej wspartej na fundamentach wiejskiego folkloru i chrześcijańskiego dyktatu prostocie życia, która beztrosko miesza się z bogactwem flory i surowizną natury; również dla samej przygody językowej. Na plus: „Dzikie ziele”, „Łucja z Pokucic”, „Noc ponad światem” – bardzo udane portrety wiejskiej namiętności czy aktu obrony godności w samotności. Historia Nikodema i psa Lorda była przeurocza, a miłosne wyznania o stopach swą groteską zachwycające.
na pewno jest to dzieło wartościowe, ale nie wybitne
dające nadzieję, pozwalające dostrzec szansę w drugim człowieku i wewnątrz siebie. bardzo dobre portrety ludzi samotnych, dotkniętych chorobą, targanych pożądaniem, zdradzonych i potrafiących cieszyć się prostymi rzeczami.
język jest skomplikowany, autorka w pełni zagłębia się w wiejski świat, nie omijając gwarowego słownictwa, co sprawia pewien problem w przyswajaniu dzieła - czyta się powoli, trudno, po którymś z opowiadań ma się wrażenie 'przedzierania się' przez kolejne warstwy językowe. jest to jednak warte doświadczenia, bo takiej narracji jak tu nie spotyka się często w literaturze.
opowiadania robią się dosyć powtarzalne po pewnym czasie, dlatego tempo czytania jeszcze bardziej spada.
Czy będzie dla kogoś zaskoczeniem, gdy napiszę że praktycznie nic z audiobooka nie pamiętam? Utkwił mi jedynie w głowie ciekawy portret wsi, relacji międzyludzkich i obyczajów. Co w sumie nie zaskakuje, skoro Dąbrowska napisała także "Noce i dnie".
Technikalia:
Nie mam zastrzeżeń, da się słuchać, lektor nie drażnił. Trochę kojarzył mi się tembrowo z Jackiem Kopczyńskim. Z drugiej strony nie uświadczymy tu prawdziwego mistrzostwa głosowego.
„Chłopki” ale w oryginale. Piękna wiejska polszczyzna (chociaż trudno się momentami czyta tę gwarę) i pokrzepiające historie ludzi ze wsi (głównie o miłości!)
Questo è un libro sul mondo contadino di un tempo, che ti fa vivere la vita che hanno fatto probabilmente i nostri antenati. Anche se l'autrice è polacca, le vicissitudini narrate hanno un che di familiare, e inoltre sanno di universale. Non l'ho ancora finito ma alcune storie sono tristi. Consigliatissimo a chi è interessato a conoscere la vita di un tempo nei suoi aspetti pratici.
Io ho letto una versione tradotta in italiano della Feltrinelli che è un po' datata ma si trova nell'usato anche online dal titolo 'erbe selvatiche'. La traduzione è un po' antica e romantica ma è fatta bene, e anzi spesso è bello leggere anche termini italiani che si usavano e sono andati perduti.
Jak szybko zacząłem, tak skończyłem i w głowie nic nie zostało. Dąbrowska w Ludziach stamtąd tworzy krajobraz przepełniony smutkiem, brakiem nadziei, alienacją, chorobą... i wszystkim co najgorsze, każde opowiadanie kończąc bez głębszej konkluzji, tak jakby po prostu sam motyw smutku lub cierpienia był wystarczający. Każde, ale dosłownie każde opowiadanie było przepełnione już nazbyt wiele razy wykorzystanymi motywami, których Dąbrowska nie wykorzystała w pełni. Można bowiem byłoby wykorzystać je w celu jakichś głębszych rozważań, ale tu ich zabrakło.
Miniaturki Dąbrowskiej są przede wszystkim świadectwem czasu, którego już nie ma, życia, którego już nie ma, no i ludzi, których już nie ma. To, co jest nieprzemijające, to te same namiętności, lęki i troski. Na osobne uznanie zasługuje język utworu, który zdaje się być perełką dla dialektologów i historyków języka.
3,75 polubiłam się z językiem Dąbrowskiej, uważam, że jej miniatury są warte uwagi. to takie krótkie historie prostych ludzi, którzy pokażą wam, co tak naprawdę jest ważne i co nie zmienia się od dziesiątek lat