W Drugim życiu Czarnego Kota Stanisław Łubieński pokazuje, jak natura, choć w tle, wpisuje się w miejski krajobraz. Zaproszenie do uważnego patrzenia, które pozwala dostrzec przyrodę tam, gdzie nie spodziewasz się jej znaleźć.
Miasto to pomnik człowieka. Z impetem zderzających się płyt tektonicznych niszczymy stare i tworzymy nowe krajobrazy. Czy można opowiedzieć historię miasta inaczej, by ani człowiek, ani beton, żelazo czy szkło nie były głównymi bohaterami? Niech będą nimi pozostałości prastarych puszcz, rosnące na pomnikach porosty, ale i ruderalne samosiejki kiełkujące spomiędzy chodnikowych płyt. Ta osobista, poetycka książka nauczy was dostrzegać przyrodę wokoło i sprawi, że odkryjecie swoją okolicę na nowo.
Łubieński zafundował mi podróż do Warszawy, i to nie miasta Zbawiksa i Elektrowni Powiśle, tylko tej dzikiej, żyjącej, pełnej zakątków niewidzialnych dla oka, które nie chce otworzyć się na naturę. Mogę w nieskończoność czytać te jego opowieści, przy fragmencie o Zakolu Wawerskim rozpłynęłam się zupełnie w nostalgii, a wzmianka o sośnie falenickiej wywołała we mnie falę wspomnień. Jest też o wspaniałej przyjaźni i odchodzeniu ukochanego psa, o pożegnaniu z ojcem - tu już ryczałam jak bóbr. Książka ląduje na półce, gdzie są same ukochane przeze mnie.
Brak oceny, zeby nie zanizac statystyk ksiazce. Jest napisana niewatpliwie pieknie i z czuloscia i wrazliwoscia na otaczajacy swiat. Niestety cala zawartosc to tak zwane opisy przyrody: czyli to, co wszyscy pomijalismy ochoczo czytajac ciekawe ksiazki;)
Wspaniała, urokliwa, waldorffska w atmosferze gawęda. Czytając masz wrażenie, że autor nie tylko nie dystansuje się od słuchacza, ale mówi właśnie do ciebie, właśnie ciebie zaprasza na kolejną wyprawę wgłąb warszawskich chaszczy i podwórek. Rzadki przypadek tak miłego literackiego spaceru.
Kocham tę książkę ♥️ Pan Stanisław opowiada o warszawskiej przyrodzie ciekawie i z humorem, a lektor, Pan Roch, czyta całość wprost perfekcyjnie - czułam się, jakbym słuchała samego autora opowiadającego o swoich zabawnych przygodach i rozdzierających serce smutkach (rozdział o psie Pana Stanisława = 10 minut łez płynących z oczu).
Trafiłam na tę książkę zupełnym przypadkiem i uważam, że tytuł jest "z czapy", ale w pewien sposób mnie przyciągnął, więc wszystko dobre, co się dobrze kończy. Ten fragment uwielbiam:
"Zapatrzyłem się na portulakę i próbowałem nieświadomie upodobnić się do jej pędów. Przypadłem brzuchem do ziemi i przykleiłem policzkiem do kamiennej płyty. Za plecami usłyszałem zaniepokojony szept: "Najebany?". Nie byłem jednak najebany ani nawet napity, przyglądałem się przez lupę portulace właśnie, która (jak to portulaka) wypełzała gdzieś między łączeniami płyt wykorzystując ćwierć garstki ziemi i trzy kropelki wody.
Klęczałem za załomem muru, zwrócony twarzą do ściany. Jakaś dziewczyna wykrzyknęła głośno, tak żebym usłyszał i się zawstydził: "On rzyga?!". Jej kolega zarechotał ale ja nie zawstydziłem się wcale, bo nie rzygałem, ani też rzygać mi się nie chciało. Oglądałem sobie właśnie karmnik rozesłany - krzaczkowatą roślinę z rodziny goździkowatych. To skrząca się najświeższą zielenią mikroskopijna dżungla, oaza życia o powierzchni czterech centrymetrów kwadratowych (...). Karmnik wciska się w zakamarki, na których innym roślinom trudno się ukorzenić. Trudno się dziwić tym bezceremonialnym pytaniom, ostatecznie miejsce prowokowało i uzasadniało wszelkie podobne podejrzenia. Pod Pałacem Kultury i Nauki łatwiej spotkać rzygającego i najebanego niż przyrodnika."
Proponuję więc alternatywny tytuł: "Co mówią ludzie, kiedy widzą przyrodnika pod Pałacem Kultury" ☺️
A ja życzę samej sobie, a także innym pasjonatom przyrody, żebyśmy byli tacy jak Pan Stanisław, portulaka oraz karmnik rozesłany - nie bali się tego, co powiedzą inni, i dawali sobie radę nawet w bardzo trudnych warunkach i sytuacjach 😌
to jest dobra książka, naprawdę - tylko totalnie nie dla mnie. Ciekawie było poczytać o roślinności i ptakach w Warszawie, ale jednak spodziewałam się po tytule jakiejś przygody kota, który sobie chodzi po Warszawie i jako narrator będzie ją opisywał w jakiś wyjątkowy sposób, ale… nie.
Książka zgarnęła w tym roku Paszport Polityki. Zbiór esejów. Przyrodniczych, krajoznawczych, historycznych, ale przede wszystkim osobistych. Autor zabiera nas na spacery po zakamarkach Warszawy, w których dzika przyroda ma się całkiem dobrze. Mimo ingerencji człowieka, fauna i flora radzą sobie jak umieją. A zawzięte są wyjątkowo. Anektują bez mrugnięcia okiem każdy skrawek ziemi, który człowiek spuści z oczu. I to jest bardzo krzepiąca wiadomość.
To rzecz o ekologii, uważności, przemijaniu i znikaniu. Teksty momentami bardzo osobiste. Między fragmentami na temat puszczy, porostów, ptaków i ruderalnych samosiejek, Łubeński pisze o trwaniu i przemijaniu. Roślin, zwierząt i ludzi.
Tekst bardzo ważny. Skłaniający do refleksji. Poruszający i wzruszający. Bardzo, bardzo polecam.
Well, Macfarlane it’s not; what’s more, it only brushes against the poetic to then reach for missed heartbeats with the dog and the father’s passing, and leave you with a slight hangover of history relived. Warsaw’s nature-life is taken hostage by a narrative in which the author would admire it, another human would wake up on a grass bed and walk away into his own path, and the reader will be left coming back for nature once again, having it served as background, prominent, but still just a background. The book reads like a swirling live jazz band that momentarily slips out of melodic plunking to ride a cosmic wave of creativity, only to brush off the magic dust and carry on with concrete-reinforced life. And maybe that’s the charm here.Nothing is fully resolved, grief is not cured, the river still carries plastic and moonlight in the same current. You close the book feeling slightly off balance, like after one drink too many and one confession too far, but also with the suspicion that this scruffy, concrete-scented city (Warsaw) might be the only stage where such quiet miracles can happen at all, if you are careful (careless?) enough to notice. Worthy a read, especially the first part..
This entire review has been hidden because of spoilers.
Przyroda w mieście to temat, który fascynuje mnie od lat. Lubię posłuchać tych, którzy mają ogromne doświadczenie w jej obserwowaniu i wiedzę o zwyczajach zwierząt. Jeśli jeszcze jest mowa o roślinności, to jestem zachwycona. Łubieński zabrał mnie w nieznane zakątki Warszawy oraz te, które wielokrotnie przemierzałam. Okazuje się, że wciąż za mało się rozglądam i za rzadko zadzieram głowę do góry. Miasto kryje wiele przyrodniczych niespodzianek dla uważnych. Warto.