Podobało mi się w tej książce wszystko, choć od razu na początku okazało się, że będą w nim ważne dwa triggery, które mogłyby mnie zniechęcać. Po pierwsze - to kolejny kryminał z astrologią w tle, w dodatku Holina próbuje z niej uczynić narzędzie pracy policji. W przeciwieństwie jednak do horoskopów u Tokarczuk, u Prochazkovej nie ma nachalnej próby przekonania czytelnika do wróżenia z gwiazd, jest to po prostu element opowieści, traktowany trochę jak profilowanie, zupełnie nieirytujący. Po drugie w powietrzu unoszą się kłęby dymu świętej Marii, a ja jestem mocno antynarkotykowa, więc pisanie o ćpanku w superlatywach lekko mnie drażni. No ale to Czechy, tam jest inny klimat, poza tym wątek pasował do zmian przepisów dotyczących trawki, więc zupełnie mi nie przeszkadzał.
Szczególnie, że cała reszta jest po prostu świetna, to kryminał o polecenie którego wiele razy tu prosiłam, a on w tym czasie spokojnie się kurzył, na wyciągnięcie ręki.
Mamy tu klasyczną zagadkę i logiczną drogę do jej rozwiązania, bez epatowania przemocą, drastycznych szczegółów, anatomicznych opisów zbrodni. Życie osobiste detektywów pojawia się w tle, ale nie ma wpływu na akcję. Prowadzący śledztwo Marian Holina jest przefajny. Zwykły wrażliwy facet, zero megalomanii, zero szpanu, zero latania za laskami i prężenia mięśni. Zwykły, porządny facet, przyjmujący życie takim, jakim jest, uważnie słuchający i niebojący się własnej intuicji. Do tego sypie z rękawa słowackimi przysłowiami i przeklina po węgiersku. Bardzo dba o relacje ze współpracownikami i w ogóle ludźmi. Jest mądrym mentorem, który naprawdę chce czegoś nauczyć młodszego podwładnego, nie traktuje go jak chłopca na posyłki. Szczerze go polubiłam i bardzo chciałabym zobaczyć serial (scenariusz Prochazkovej, bohaterowie ci sami, ale inne historie tytuł „Zabójstwa w kręgu” (Vraždy v kruhu)), w którym w jego rolę wciela się jeden z moich ulubionych czeskich aktorów Ivan Trojan.
Do tego bardzo dobrze poprowadzona intryga, zwroty akcji, podejrzewałam wszystkich, co chwila zmieniałam typ, a i tak nie zidentyfikowałam mordercy, co dawno mi się nie zdarzyło.
Zaczęłam czytać wczoraj, zasnęłam w nocy z twarzą na czytniku (mój ulubiony sposób czytania - w dzień papier, w nocy eBook), wstałam i musiałam szybko skończyć. Zdecydowanie potrzebowałam książki, która mnie wciągnie i dostarczy dużo rozrywki.
Czy naszykowałam już sobie kolejny tom? Być może.