Nowa, wyczekiwana książka Grzegorza Piątka, laureata licznych nagród literackich, w tym Paszportu Polityki oraz Nike Czytelników.
Wymykająca się wszelkim schematom opowieść o architekturze dla codzienności, powstającej obok wielkich dzieł i spektakularnych budynków.
Historia architektury skupia się zwykle na arcydziełach i prestiżowych budowlach – świątyniach, rezydencjach, pomnikach, gmachach władzy i instytucjach kultury. A przecież te miejsca to wyjątki, ekstrema, a o jakości życia, wygodzie czy zdrowiu decydują miejsca codzienne.
W książce będącej połączeniem eseju, reportażu, pamiętnika i manifestu Grzegorz Piątek prowadzi nas przez takie właśnie, nieprestiżowe, a jednak niezbędne przestrzenie: toalety publiczne, żłobki, przedszkola, ośrodki dla seniorów, węzły przesiadkowe i mieszkania komunalne. Pokazuje twórców i inwestorów, którzy starają się wyjść poza schemat, łączyć oszczędność i jakość, piękno i użyteczność, finansową i fizyczną dostępność. Pisze przede wszystkim o miejscach, które zna ze swojego życia i pyta o zdanie użytkowników, których doświadczenie jest ostatecznym sprawdzianem idei architekta. Apeluje o to, by spory o dobry gust i wojny o symbole zastąpić głębokim namysłem nad tym, czy architektura służy dobremu życiu, czy wręcz przeciwnie.
zdecydowanie luźniejsza, gawędziarska i bardziej odważna w opiniach niż poprzednie książki, jak dla mnie na duży plus. po raz kolejny miło przechadza się po Polsce z Grzegorzem Piątkiem. wspaniałe!
"Śmietnik to prawda o życiu, świątynia to projekcja ideałów" - takie swoiste motto przyświeca książce o architekturze, którą czyta się jak najlepszą powieść. Podtytuł - "architektura dla życia" - wskazuje obszar zainteresowania autora. Dzieło architektury może być dziełem sztuki. Funkcjonalność to podstawa, ale przecież może iść w parze z efektem cieszącym oko.
Grzegorz Piątek prowadzi nas warszawskimi ulicami, ogląda wiaty śmietnikowe, wspomina przedwojenne kamienice z windami dowożącymi do mieszkań, zagląda tam, gdzie turysta raczej się nie zapędza. Albo zapędza, ale bez zbędnej refleksji. Dałam się uwieść narracji, bo - uwierzcie - rozdział o miejskich szaletach też może być ciekawy! Czytając go dowiedziałam się, że zaprojektowanie takiego przybytku to wyższa szkoła jazdy, a metamorfoza toalet w puby i kawiarnie do tej pory nie mieściła mi się w głowie. W rozdziale o przedszkolach odkryłam, że mam intuicję, bo przy remoncie zażyczyłam sobie, by mój licealny gabinet był w kolorze różowym, a okazuje się, że różowy uspokaja i tonuje nadpobudliwość... Ciekawy jest wątek budowania z myślą o dostosowaniach. Kiedyś nikt się tym nie przejmował i Polska wydawała się krajem bez ludzi z niepełnosprawnościami. Tyle że oni zwyczajnie nie ruszali się z domów, bo nie mieli jak. Błyskawiczne tempo budowania bloków w latach siedemdziesiątych przypomniało mi niektóre odcinki serialu "Alternatywy 4", w których pokazano, że w nowym budownictwie niemal wszystko trzymało się na słowo honoru. Piątek pisze nie tylko o Warszawie - mamy tu Gdynię, Sopot czy Łódź, szalety, place zabaw, przedszkola, współmieszkania, dworce. Czytając, myślałam o moim Gorzowie Wielkopolskim, paskudnej Dominancie i smutnych budynkach. Na ile tu architektura dla życia? Nie wiem. Ale wiem, że warto przeczytać "Świątynię i śmietnik", bo to pouczająca i wciągająca lektura!
Rzeczy które mi się podobały w tej książce to między innymi: - inspiracja Annie Ernaux - Metafora pączku, donuta i keksa - Zniżanie się na ziemię po monetę (pisanie o własnym mieszkaniu, własnym osiedlu itd) - róż - kreatywność i odwaga autora - pasja do powszednosci
Jakże udana tytułowa metafora - nie tylko w odniesieniu do architektury! Uwielbiam styl Grzegorza Piątka i jego refleksje poświęcone miastom oraz budynkom, a także to, że przygląda się temu, co zwykle pomijane. Na marginesie: czytałam tę książkę równolegle z "Niewidzialną doktryną" - jakie to było ciekawe porównawcze doświadczenie!
Czasami miałam (chyba niezgodne z prawdą) wrażenie, że przecież snułam wcześniej dokładnie te same refleksje co autor, ale potem pomyślałam, że to chyba dlatego, że wcześniej czytałam wszystkie jego książki. Jak widać, ich "duch" niewidzialnie kształtuje moje postrzeganie miejskiej przestrzeni.
Jeśli interesujecie się polską urbanistyką i architekturą, nazwiska Grzegorza Piątka raczej nie trzeba przedstawiać. Tym razem autor serwuje zbiór przemyśleń na tematy okołourbanistyczne i budowlane, ale nie w duchu zachwytów nad „pomnikami” architektury. Zamiast tego przygląda się rzeczom zwyczajnym, a przez to często bardziej znaczącym: ogólnodostępnym toaletom, mieszkalnictwu komunalnemu, temu, na ile przestrzeń bywa przyjazna (albo nieprzyjazna) dla różnych osób.
Całość jest napisana bardzo przystępnie, momentami gawędziarsko, a przy tym bez nachalnego stawiania autora w centrum każdego wątku. Szczególnie spodobało mi się przywoływanie postaci i historii trochę już zapomnianych, które realnie współtworzyły nasze miasta.
Mikrozarzut: chętnie poczytałabym więcej o innych niż Warszawa miastach (choć wspomniany jest i Rybnik i Łódź i Sopot)
Architektura nigdy nie była w moim kręgu zainteresowań, nie mam dobrej wyobraźni przestrzennej. Ale bardzo mi się ta książka podobała i myśl z niej płynąca - żeby budownictwo było tak samo traktowane, jak architektura. Żeby nie myśleć tylko o muzeach, parkach, świątyniach, tylko też o toaletach, mieszkaniach komunalnych, śmietnikach. Niech będą funkcjonalne, dostępne dla wszystkich, przemyślane, a nie tylko trzymały się budżetu. Trzeba budować tak, by nam żyjącym było dobrze, wygodnie, a nie z myślą o upamiętnianiu czy spełnianiu marzeń (o zysku) deweloperów.
Może dzięki tej książce będę uważniej obserwować otoczenia.
Autor opisuje świat, który istnieje jako możliwość a nie rzeczywistość. Architektura codzienności - klatka schodowa, przystanek, osiedlowy pawilon, toaleta może być zarazem piękna i użyteczna. To opowieść o idealnym porządku, w którym forma, sens, estetyka i życie ze sobą współgrają. Z drugiej strony to świat, który już istniał w czasach Skibniewskiej czy Le Corbusiera, gdy architektura miałą być prjektem społecznym, narzędziem poprawy życia, a nie wasalem dewelopera, wizją najniższego kosztu, czy kaprysu inwestora.
Czytelnik nieustannie konfrontowany jest z pytaniem: dlaczego to co powstaje “dla życia”, tak często wygląda, jakby było projektowane przeciwko ludziom?
Nie ma jednego winnego, to raczej splot: wygoda dewelopera, krótkowzroczność inwestora, brak urbanistycznej polityki, fetysz minimalizacji kosztów, estetyczna obojetność. Wzystko sprawia, że wizja rozprasza się między wizualizacją a gotowym budynkiem.
Grzegorz Piątek pisze manifest, w którym tezą jest przekonanie, że przestrzeń nas otaczająca może być dobra. Powinna być dobra. Pobrzmiewa tu tęsknota za epoką, w której projektując myślało się o trwaniu, o tym, że budynek jest urbanistyczna opowieścią, która nie kończy się na optymalizacji kosztów i maksymalizacji zysków. Piękno i funkcjonalność wg autora to nie są wrogowie.
ALe jest również optymizm. Alternatywa istnieje. Powstają projekty, które spełniają te cele, brakuje tylko odwagi decydentów, inwestorów, by narzucić standardy i chronić wspólną przestrzeń. A przede wszystkim odwagi użytkowników, by wymagać i mówić “nie” bylejakości.
jak o tej architektonicznej codzienności i współczesności dobrze mi się czytało! płynęłam, zaczęłam dostrzegać to, co wcześniej było tak zwyczajne, że aż przezroczyste, świetna pozycja
Książka znakomita, polecona mi przez mojego brata architekta. Bardzo Wam polecam! To początek mojej przygody z Grzegorzem Piątkiem, teraz przymierzam się do lektury jego książki o Warszawie w powojennej odbudowie. Piątek pisze o architekturze ze swadą i przystępnym językiem, porusza w tej książce tematy bliskie mieszkańcom miast, w szczególności Warszawy, Łodzi, Sopotu czy Rybnika. Aglomeracja miejska to jego konik. Historie dotyczą mieszkaniówki, bloków z wielkiej płyty, mieszkań komunalnych w kontrze do drogich i niedostępnych dla człowieka o przeciętnej kieszeni apartamentowców, ale także przedszkoli czy innych budynków użyteczności publicznej. Zadaje ważne pytania dotyczące architektury miejskiej, opisując pałacyk w Łazienkach i porusza zagadnienia związane z codziennym bytem: cały rozdział o miejskich ubikacjach w zaniku albo o dworcu tramwajowym w Łodzi. Tytułowe świątynia i śmietnik to przeciwstawienie myślenia, projektowania i potrzeb rzeczywistych człowieka. Jako że interesuje mnie architektura, wiele z tej książki zaczerpnęłam wiedzy, ale i ciekawostek. Szczególnie poruszył mnie rozdział o odbudowie Pałacu Saskiego, który doprowadzi do wycięcia lub przesadzenia 150 starych drzew, historia budynku Politechniki, z którym sąsiaduję, a na koniec manifest autora z nawoływaniem do tworzenia architektury dla ludzi, dla życia. Książka pisana z sercem do architektury wielkiej i architektury cienia w oparciu o ciekawe przykłady dzieł sztuki i budowli.
Grzegorz Piątek wraca do wyuczonego zawodu. Ale jako niepraktykujący architekt może pozwolić sobie na coś specjalnego - ambicję oraz optymizm.
Fajnie się słucha takiego pogodnego gawędziarza, cierpliwego i wskazującego te dobre rozwiązania. Do mnie trafiła zwłaszcza diagnoza dotycząca centrów miast i tego, że "stali" mieszkańcy są kluczowi dla utrzymania lokalnego biznesu. Co prawda większość tych wątków była mi znana, ale traktuję to jako podręcznik dla szerszej ludności.
to była naprawdę fajna książka — napisana po ludzku, z małą ilością pompa-stycznymi opisami obrazującymi architekturę, które za chwilę będą poezją. Świetny pomysł by skorzystać z teraźniejszości i opisać rzeczy codzienności na które wbrew pozorom nie zwracamy aż tak uwagi, a są turbo istotne dla nas w funkcjonowaniu. Nie no, mam lekki zachwyt dzięki lekkiemu pióru autora i fajnej tematyce!
4.5, fajne napisana, lekka, ciekawa, różnorodna ale spięta razem tytułową świątynią, śmietnikiem i dodatkowo toaletami. Co ciekawe, niespodziewanie książka chyba przyda mi się do pracy magisterskiej