Kraków, czerwiec 2021. Poznajemy dwie zaprzyjaźnione pary trzydziestolatków, humanistów o artystycznych ambicjach: Julię i Szymona oraz Karola i Zuzę. Po blisko szesnastu miesiącach lockdownu pandemia zaczyna odpuszczać, a życie powoli wraca do normy. Do głosu zaczynają dochodzić spychane na margines pragnienia, które zmuszają bohaterów i bohaterki do ponownego przemyślenia swoich biografii. Julia pragnie romansu, o którym będzie mogła pisać wiersze. Szymon żąda akceptacji. Zuza marzy o tym, by mieć Karola na własność. Karol chce blichtru i sławy – uważa, że zasługuje na sukces. Zmiana jednak nie przychodzi. Wszyscy borykają się z brakiem pieniędzy, wypaleniem i poczuciem, że utknęli w życiu, którego dla siebie nie planowali. W niesatysfakcjonujących związkach. W pracy, która nie daje im ani radości, ani godnych zarobków.
To opowieść o bankructwie marzeń, o chęci zmiany i przewartościowaniu związków. O konfrontacji z codziennością. O wielkim pragnieniu miłości.
Jeśli jesteś milenialką lub milenialsem - koniecznie po nią sięgnij! A jeśli milenialską wczesną dorosłość spędzałaś/łeś w Krakowie to nie ma wyjścia, musisz ją przeczytać. Dwie pary trzydziestolatków z nie do końca satysfakcjonującą pracą, a przynajmniej taką, którą nie jest spełnieniem nastoletnich marzeń i nie daje ci wystarczających profitów hajsowych. Związki z rozsądku i przyzwyczajenia, rozczarowanie dorosłym życiem, kolejne załamania, te mniej i bardziej poważne, miłość niespełniająca oczekiwań, stagnacja, kolejne kłody pod nogi, kolejne porażki, strach przed przyszłością i brak perspektyw na własne mieszkanie. Do tego cotygodniowe imprezki do białego rana, znajomi osiągający sukcesy, irytujący nas partner, zauroczenia i podejrzenia o zdradę.
Ilu z nas było w takim miejscu albo wciąż w nim tkwi? Mimo tego, że to doświadczenia bardzo popularne to książek z takimi historiami jest w polskiej współczesnej literaturze niewiele. Szczególnie tak dobrze napisanych i bez sztucznych fajerwerków i tryskających szczęściem tanich zakończeń. A co do pisania i języka to Adrianna Alksnin dodaje do formy niewielki smaczek w postaci zastosowania w narracji szyku przestawnego. Może on irytować, ale moi drodzy i drogie - nie mnie, bo ja sama bardzo często nieświadomie go używam. Od zawsze, od pisania rozprawek czy esejów w liceum, przez co miałam je pokreślone przez polonistkę. Więc ja się z tym szykiem identyfikuję i była to dla mnie ciekawa wartość dodana, wprowadzająca swoisty rytm do książki.
„Kiedy to wszystko się skończy, będziemy innymi ludźmi” było świeże, choć w zasadzie nie ma tu nic zaskakującego i odkrywczego. Na rynku wydawniczym w zalewie autofikcji (które lubię), historii pełnych traum, wsi, chlopek, dziadów, komuny (które też czytam!) pojawia się książka życiowa, o nas dziś lub o nas jeszcze przed chwilą. Fajne, podobało mi się bardzo i mam nadzieję na kolejne takie historie. Czytajcie!
To chyba nie jest zła książka, ale w trakcie czytania zorientowałam się, że nie obchodzą mnie historie o ludziach mojego pokolenia. I to jeszcze tak nieogarniętych, z problemami z dupy.
Co do samego pomysłu i sposobu przedstawienia historii pozwolę sobie wspomóc się cytatem z książki: "Powiem szczerze, że mam problem z tak zwaną literaturą współczesną - mówi studentka i pociąga soczysty łyk piwa - bo to artystycznie jakieś takie rozchełstane, intelektualnie miałkie, często tendencyjne, czyta się może i szybko, ale zapomina równie łatwo, bestsellery, owszem, się trafiają, każdy podobno wybitny, ale co z tego w kanonie przetrwa, to ja nie wiem."
No i dlaczego tam się tyle razy pojawia określenie "garnitur białych zębów"? Dlaczeeego?
This entire review has been hidden because of spoilers.
Młodość rządzi się swoimi prawami. Wolność, ale i bezpieczna zależność, pozwalają snuć plany, a później artykułować te wizje siebie za dziesięć lat. I później przychodzi taki moment, kiedy marzenia czy senne oczekiwania czas przekładać na rzeczywistość, wprowadzać je w ruch, krok po kroku zbliżać się do tej wyśnionej wizji codzienności, realizacji planów tak wyraźnie zarysowanych w marzeniach. Ale ten moment przemija, niezauważony, pominięty, połknięty wręcz przez pędzący czas i pozornie bezpieczne i stabilne utknięcie w miejscu. W miejscu, które dalekie jest od tych planów i oczekiwań. W miejscu, którego opuszczenie wymaga odwagi i przyznania się do winy, może porażki, przespania, zasiedzenia się w tym 'ja jeszcze mam czas'. I między tym snuciem planów, a utknięciem w pustce jest zmęczenie, jest frustracja bez konkretnego targetu, brak własności, wypalenie, są upadki, pójścia na łatwiznę, konsekwencje (nie)wyborów. Te decyzje, które ciążą na teraźniejszości, mimo że nie pamiętamy ich świadomego podjęcia i nie umiemy ich już teraz cofnąć.
O takich 30-latkach jest 'Kiedy to wszystko się skończy, będziemy innymi ludźmi'. Zagubionych, pragnących, by ktoś im wskazał drogę, pochwalił, poklepał po plecach, zadecydował za nich i powiedział, że 'wszystko będzie dobrze'. Dorosłych, ale jakby niedojrzałych, czekających, aż to wszystko minie i przyjdzie ich czas. Niemających ochoty na poważne rozmowy i decyzyjne kroki. Tkwiących w nie do końca działających związkach. Bojących się, że już wszystko zostanie tak, jak jest, a przecież chcieli, żeby było inaczej.
Dojrzewała we mnie ta książka. Bohaterowie wywoływali we mnie miks uczuć – bardzo na plus. Byłby zachwyt, gdyby nie styl - nie znoszę szyku przestawnego, wprowadza jakąś niepotrzebną sztuczność, przesadną manieryczność. Ale w pewnym momencie język się znormalizował. Albo po prostu przestał mi przeszkadzać. Poza tym - jestem kupiona! To dobra polska millenialska literatura, o której można sobie śmiało podyskutować.
Dawno nie czułam takiej niechęci do bohaterów książki i to wszystkich na raz. Tak mnie ci ludzi frustrowali, że nawet zapomniałam o błędach ortograficznych na jakie się w niej natknęłam: zmyć cały BRÓD? KLUBOKSIĘGARNII?
„Ruszają w stronę rosnącego tłumu, rozsypanego po chodniku celem zaspokojenia potrzeby związanej z uzależnieniem od produktów tytoniowych“ czytam i przypominam sobie historie wypisywane w statusach na Facebooku w czasach wczesnolicealnych.
„Na stoliku pojawiają się kolejne alkohole zdobyte w mozolnym trudzie stania w kolejce do baru“
„Doktor Barciszewski? – pytają usta należące do szczupłej blondynki“ KURWA CO
Jeżeli masz wrażenie, że opisane historie (poza tymi o sytuacji finansowej bohaterów) przypominają Twoje życie, z dobrego serca zalecam rozważenie terapii.
Bardzo to do mnie nie trafia, ale w pełni rozumiem wszystkie odwołania do milenialskości tej książki XD a zakończenie sprawiło, że parsknęłam śmiechem – przyznaje
podobała mi się narracja i lekka, luźna stylistyka. dość refleksyjna pozycja o naszych czasach, dorosłości, która nie do końca wygląda tak jakbyśmy chcieli, dylematach i zawodach miłosnych.
Boję się takiego życia, pewnie będę miała takie życie. Nie lubię inwersji, ale z czasem przestała mnie irytować, chociaż nie rozumiem do końca, dlaczego autorka zdecydowała się na ten zabieg. Miałam nadzieję, że całość poruszy mnie trochę bardziej
4.5 Jeśli ktokolwiek przeczyta tę recenzję - nie zastanawiaj się. Ta książka to istna definicja popularnego słowa „rel”, bo to, co przeżywa czwórka głównych bohaterów to tak uniwersalne doświadczenia, że niemożliwym byłoby nieutożsamienie się z nikim, polecam bardzo..
Do polskich książek o burzliwym życiu milenialsów mam jeszcze mniej cierpliwości niż do anglojęzycznych. Tak do 1/3 się kręciło, a potem człowiek dochodzi do wniosku, że za nic nie obchodzi go życie tych ludzi.
o kurcze, to serio było dobre. styl pisania dość chaotyczny, idealny dla osób nie umiejących utrzymać uwagi. czułam się jakbym oglądała trochę spektakl w teatrze, ale z narratorem? no coś takiego, albo stand up o jakichś ludziach. zajebiste