Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów nie jest kolejnym głosem w jałowej i trwającej bez końca dyskusji pod hasłem „bohater czy zdrajca”. Choć autorzy z sympatią spoglądają na postać i działalność „Jacka Stronga”, to ich książka jest przede wszystkim próbą rzetelnego przybliżenia szpiegowskiego rzemiosła, jakim posługiwał się Kukliński. W oparciu o nieznane i niepublikowane dokumenty z archiwów tajnych służb PRL oraz bogatej literatury z Rosji i Stanów Zjednoczonych, Sławomir Cenckiewicz i Sebastian Rybarczyk opisują szpiegowską działalność Kuklińskiego w szerszej, nigdy nie opisanej perspektywie wojny wywiadów pomiędzy KGB i GRU a CIA. Czy „Jack Strong” był rzeczywiście wyjątkowym i cennych agentem CIA? Co wiedział? Dlaczego cieszył się tak wielkim zaufaniem Jaruzelskiego, Kiszczaka i „towarzyszy radzieckich”? W jaki sposób ograł stąpającą mu po piętach WSW? I jak zdołał uciec z Polski? O tej niesamowitej historii przeczytacie w tej książce.
Źródło (stan na 19 lipca 2014): http://xiegarnia.pl/ksiazka/?book=S%C...
Historyk i publicysta, doktor, konsultant historyczny tygodnika "Wprost", były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej.
Zajmuje się polską emigracją polityczną, Polonią i historią opozycji antykomunistycznej w PRL. Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego - w 1997 roku obronił pracę magisterską w Instytucie Historii, a w 2003 doktoryzował się; w latach 2003-2005 był adiunktem na UG. Dwukrotny stypendysta Polonia Aid Foundation Trust w Londynie (2000 i 2004). W 2000 otrzymał grant Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. Od 2005 roku jest stypendystą Free Speech Foundation w Chicago[1].
W latach 90 XX w. był redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Zawsze wierni" wydawanego przez tradycjonalistyczne Bractwo Świętego Piusa X.
W 2005 roku otrzymał wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.
W 2006 roku doradzał Antoniemu Macierewiczowi przy likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, później kierował pracami komisji likwidacyjnej WSI na mocy decyzji Radosława Sikorskiego. Od grudnia 2006 do lutego 2008 był członkiem rady nadzorczej państwowej firmy Operator Logistyczny Paliw Płynnych Sp. z o.o. (wcześniej: Naftobaza), należącej do Nafty Polskiej - spółki skarbu państwa.
Autor prawie stu publikacji naukowych, popularnonaukowych i źródłowych. Publikował m.in. na łamach "Arcanów", "Niepodległości" (Nowy Jork-Londyn-Warszawa), "Biuletynu IPN", "Pamięci i Sprawiedliwości" (Warszawa), "Dziejów Najnowszych" (Warszawa), "Orła Białego" (Londyn), "Wprost" i "Tygodnika Solidarność", „Rzeczpospolitej", „Christianitas" i „Gazety Wyborczej".
To była długa lektura, co wcale nie oznacza, że zła. Biografia generała Kuklińskiego wymaga znajomości szerszego kontekstu, dlatego musiałem sięgać do podręczników czy monografii na temat powojennej historii Polski i świata.
Zacznę od tego, że miałem spore wątpliwości związane z osoba autora. Sławomir Cenckiewicz nie jawi mi się jako uosobienie obiektywizmu historycznego, łączyłbym go raczej z nurtem... "historii zaangażowanej", żeby nie obrazić włączeniem go do grupy trzymającej "politykę historyczną". Miłym zaskoczeniem było to, że w warstwie faktograficznej i biograficznej Cenckiewicz utrzymuje żelazną dyscyplinę. Chłodno relacjonuje fakty, liczby i daty; nie wybiela i nie koloryzuje życia, poczynań i decyzji Kuklińskiego. Widać jednak, że kosztuje go to ogromnie dużo wysiłku. Rozbawieniem napawały mnie fragmenty, kiedy wreszcie mógł sobie ulżyć i napisać, co myśli na temat PRL. Wtedy tama puszcza i nagromadzona fala ocen wylewa się z kart książki.
Autor zaznacza we wstępie, że nie pisze biografii, by włączyć się w chór apologetów generała, rzecz jasna bardzo daleko mu do jego krytyków. Przedstawia historię człowieka, który znalazł się w określonym układzie politycznym, społecznym i sytuacyjny, Opisuje historię oficera, który łamie przysięgę, bo uważa, że w ten sposób ocali naród. Nie władzę, nie partię, nie LWP, ale zwykłych szarych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że w sztabach Układu Warszawskiego nawet nie wydano na nich wyroku, ale spisano ich na straty.
Kiedy siadałem do lektury "Atomowego szpiega" miałem do generała Kuklińskiego bardzo ambiwalentny stosunek. choć wyzbyłem się doktrynalnej oceny ("złamał przysięgę, wiec jest zdrajcą, powinien stanąć przed sądem wojskowym i dostać czapę"), to nie uważałem go za bohatera. Moja ocena się nie zmieniła, a tylko umocniła, co uważam za mocną stronę biografii. Gdyby Cenckiewicz śpiewał w chórze bezkrytycznych wielbicieli Kuklińskiego, zapewne stanąłbym okoniem. Tymczasem dzięki jego świetnemu warsztatowi i obiektywizmowi zgadzam się z obrazem przedstawionym przez książkę, rozumiem motywacje pułkownika/później generała i widzę w nim niejednoznaczną i tragiczną postać.
3.5/5. Chciałbym dać tej książce wyższą ocenę, ale dr hab. Cenckiewicz skutecznie mi to uniemożliwił. Daję pół gwiazdki więcej, gdyż uważam że warto upowszechniać historię pułkownika Kuklińskiego.
W wprowadzeniu, Cenckiewicz przedstawia książkę jako próbę dotarcia do prawdy o pułkowniku Kuklińskim, stwierdzając iż nie będzie to książka pisana "na kolanach" przed pułkownikiem. Przez znaczną część książki udaje mu się w sposób rzetelny i obiektywny przedstawiać życiorys pułkownika, nie unikając niechlubnych kart jak np. notoryczne zdradzanie żony i wieloletnie romanse z innymi kobietami. W połączeniu z silnym oparciem na źródłach, jest to największa zaleta tej pozycji. Trzeba także docenić lekkie pióro autora, gdyż książkę czyta się bardzo dobrze mimo często cytowania i odwoływania się do nudnych dokumentów wojskowych.
Niestety, przez całą książkę przewijają się drobne komentarze z których wyłaniają się poglądy autora. O ile można zrozumieć, że trzeba skonfrontować się z zarzutami gen. Puchały wobec Kuklińskiego, to Cenckiewicz co kilkanaście stron przypomina czytelnikowi jak nierzetelną i kłamliwą postacią jest Puchała. Im bliżej 1989 roku, tym więcej w książce polityki i osobistych poglądów autora. Nie jest już tutaj istotne czy Cenckiewicz myli się w kwestii oceny elit PRL i "Solidarności", ale stawia to pod wątpliwość obiektywność autora i w ten sposób szkodzi wizerunkowi samego Kuklińskiego. Jeśli autor w taki sposób ocenia PRL i III RP, to czy można wierzyć w obiektywność tej biografii Kuklińskiego? Jeśli czytelnik nie podziela poglądów które Cenckiewicz tak bezpośrednio prezentuje w tej książce jako jedyne słuszne, to czy uda się przekonać go do docenienia Kuklińskiego?
Najgorsze są pod tym względem ostatnie strony książki. Tutaj już Cenckiewicz przytacza wypowiedzi pułkownika z 1997 roku, opatrując je komentarzem pisanym właśnie na kolanach: na każdej stronie podkreślana jest skromność Kuklińskiego, mądrość jego refleksji i słuszność jego racji. Nie dość że jest to nierzetelne z strony historyka obiecującego autorowi obiektywny opis sytuacji, to także autor ewidentnie zakłada iż czytelnik nie jest w stanie samodzielnie dokonać oceny wypowiedzi głównego bohatera i trzeba mu wszystko wyłożyć na tacy. Jednak przede wszystkim jest to zupełnie niepotrzebne gdyż wypowiedzi Kuklińskiego bronią się same i nie potrzebują do tego komentarzy Cenckiewicza. Ostatnie kilka stron to znowu seria komentarzy Cenckiewicza o LWP i PRL które nie mają nic wspólnego z historią pułkownika, a są jedynie dość prostolinijnym wyłożeniem poglądów autora. Przysłowiową wisienką na torcie jest nawet umieszczenie nieśmiertelnego mitu nocy teczek, gdyż Cenckiewicz utrwala narrację o obaleniu rząd Olszewskiego z powodu lustracji.
W ostatnich rozdziałach Cenckiewicz atakuje także prof. Modzelewskiego, krytykując go za wypowiedzi z początków lat 90-tych i określając mianem "historyka-polityka". Jest to o tyle zabawne, że Modzelewski był politykiem otwarcie, a niestety tego samego określenia trzeba by użyć także wobec Cenckiewicza. Gdyby obciąć ostatni rozdział o ~50%, to książka znacząco zyskałaby na wartości. Więcej Kuklińskiego a mniej Cenckiewicza.
Książkę zaczynałem czytać kilka razy, po wielokroć do dalszej lektury zniechęcały mnie głupoty, które wypisuje autor na podstawie danych z teczki akt personalnych płk Kuklińskiego. Cytując urywki z początku kariery oficera "...ponad rok dowodził najpierw plutonem strzelców w 49. Pułku Piechoty, a póżniej 9. Pułkiem Piechoty...". Nie wiem czy autor zdaje sobie sprawę z różnic między plutonem, a pułkiem. Zaledwie trzy lata później "...przenieśli się z Piły do Kołobrzegu, fdy Ryszard awansował na pomocnika dowódcy, a póżniej na dowódcę 3. Brygady Przeciwdesantowej Obrony Wybrzeża w Kołobrzegu." Mowa tu o oficerze w stopniu porucznika, no nie klei to się, żeby porucznik dowodził brygadą. Wiele uwag też mam do interpretacji opinii służbowych różnych oficerów, bo zauważyć należy, że publikacja nie skupia się wyłącznie na Kuklińskim. Tak się składa, że miałem możliwość zapoznania się z tysiącami opinii służbowych żołnierzy, wiele z nich powstało w PRLu, większość z nich wyglądała jakby były pisane przez kalkę według jednego szablonu. Podobnie było w przypadku wniosków o medale resortowe, które powstawały na zasadzie "kopiuj-wklej", pamiętam, że pierwszym ministrem ON, który postanowił z tym walczyć był Radosław Sikorski w 2005 roku. Odszedłem od oceny książki, ale trudno jest mi odnieść się do laurki, którą Cenckiewicz postanowił napisać dla Kuklińskiego. Może dlatego, że ja w przeciwieństwie do autora składałem przysięgę wojskową i rozumię związane z tym obciążenie, które na siebie wziąłem. Według autora Kukliński może być usprawiedliwiony, bo on złamał przysięgę PRL.
To nie jest nudna książka historyczna. Świetnie mi się ją czytało, moiże również dlatego, że i tematyka ciekawa. Śmiało polecam. Całość, jakoś tak "po ludzku" napisana.