Setki lat temu zdradzona królowa rzuciła na Incarceris okrutną klątwę. By się przed nią ochronić, Elfy Słońca otoczyły swoją krainę magiczną barierą i choć udało im się uniknąć tragicznego losu, żaden mieszkaniec nie czuje się bezpieczny. Obszar spowity klątwą nieustannie się powiększa, a katastrofa wisi w powietrzu.
Ophelia Altensol, córka królewskiego doradcy, nigdy nie pasowała do obrazu idealnej rodziny wykreowanego przez jej rodziców. Przez lata było to jej największym zmartwieniem – aż do chwili, gdy niewinnie zapowiadający się wieczór zmienił wszystko. Z wyrodnej córki stała się wariatką, a seria tragicznych wydarzeń doprowadziła do przerażającego odkrycia.
Zdesperowana, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wyruszyć na poszukiwanie odpowiedzi. Udaje się na przeklęte ziemie, gdzie w mroku czai się śmierć oraz pewien tajemniczy elf o niejasnych motywach. Wkrótce Ophelia zdecyduje się połączyć z nim siły, by dotrzeć tam, gdzie być może znajduje się rozwiązanie zagadki.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Zawsze jestem ogromnie wyrozumiała do debiutów, ale tutaj absolutnie wszystko jest idealne i jestem pod ogromnym podziwem wobec autorki. POTRZEBUJE WIĘCEJ NA DZISIAJ 🛐
ta książka była tak bardzo dobra i w życiu bym nie pomyślała, że to debiut, ALE TAK! to jest debiutancka książka autorki i jeśli ona była tak dobra to już się boję tego, jak dobre będą jej kolejne książki 💗
DRUGI TOM JEST MI POTRZEBNY NA WCZORAJ BO TO ZAKOŃCZENIE? TAK SIĘ NIE ROBI
Początkowo trochę trudno było mi się wbić, akcja zbyt długo się rozkręcała, ale gdy już przekroczyłam barierę 200 stron, to nie mogłam się oderwać. Tak byłam zaangażowana w tę historię, że przy zakończeniu mało mi żyłka nie pękła z tych nerwów 😆
Uwielbiam wątek romantyczny. Jest jednocześnie subtelny, ale z drugiej strony jest tak świetnie poprowadzony, że non stop się o nim myśli, czeka wręcz na każdą interakcję pomiędzy bohaterami. Podoba mi się, że nie jest to taka słodka relacja. Czuć napięcie, targają nimi różne emocje, mają swoje małe i większe sekreciki. Z ciekawością obserwuje się ich potyczki słowne i w duchu liczy, że przerodzą się one w coś więcej. Jest to relacja typu slow burn, jednak nie jest też on aż tak slow.
Książka ta zmusza do snucia teorii, ponieważ nic tu nie jest podane na tacy, a na wyjaśnienia przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Autorka umieściła wiele intrygujących elementów (głosik w głowie 👀), które sprawiają, że MUSISZ czytać dalej, bo pragniesz poznać odpowiedzi.
Jak już wspomniałam pierwsza połowa książki zbytnio nie porywa, obracamy się w podobnej scenerii, mało jest emocjonujących wydarzeń. Jednak później akcja robi się tak dynamiczna i następują takie zwroty akcji, że pochłania się tę historię w mgnieniu oka. Jedne wydarzenia łatwo przewidzieć, inne mniej, ale w żadnym wypadku nie odebrało mi to frajdy z czytania.
Gdybym nie wiedziała, że to debiut to nigdy w życiu by mi ta myśl nie przyszła do głowy, ponieważ ta książka jest tak dobrze napisana 🤌🏻
„Krew zdrajcy” z pewnością spodoba się fanom „Okna skąpanego w mroku”. Mamy tutaj krwiożerczą mgłę, która doprowadza ludzi do obłędu i sprawia, że chcą oni ☠️ każdego na swojej drodze. Dodatkowo główna bohaterka słyszy pewien tajemniczy głosik w głowie 👀 A to tylko wierzchołek tego, co czeka na was w tej opowieści.
Mam nadzieję, że szybko dostaniemy drugi tom, bo nie mogę przeżyć tego zakończenia i muszę wiedzieć, co jest dalej! 😩 Mam głowę pełną teorii i z niecierpliwością czekam na ich zweryfikowanie 🔥
Cóż, nie ma czegoś takiego, czego widocznie nie zrobię dla elfów — nawet przeczytam książkę polskiego autora xd
Zacznę może od jednej z dwóch zalet tej historii, chciałabym rozpocząć i zakończyć tę recenzję czymś pozytywnym. Więc tak, pierwszy z plusów, to świat przedstawiony. Może nie był odkrywczy, ponieważ masa fantasy i romantasy opiera się na tych samych schematach (stąd też moje zdziwienie użycia tak doniosłego słowa jak “propaganda” w motywach, ponieważ… cóż, nie wiem, czy w ogóle znaczenie tego słowa jest znane, ponieważ rzekoma propaganda nie jest w ogóle pokazana w tej książce), ale jednak fascynuje do tego stopnia, że chce się czytać i poznawać dalej. Zwłaszcza, że mamy również Księżycowe Elfy oraz liczne nawiązania do Nocy.
Największą piętą achillesową “Krwi zdrajcy” jest główna bohaterka, która zdecydowanie cierpi na rozdwojenie jaźni, przez co ja również zaczęłam na to cierpieć. Nie zliczę, ile miałam momentów, kiedy gubiłam się w jej nagłych zmianach nastroju, logice i myślach, więc musiałam wracać, co kilka stron, żeby przypomnieć sobie, czego akurat dotyczy jej histeria. Bo właśnie, Ophelia ma same moje “ulubione” cechy charakteru, czyli jest histeryczką, jest infantylna, jest egoistyczna, jest dziecinnie uparta. I tak jak książka się zaczęła, byłam nawet zaciekawiona, ponieważ zapowiadało się, że główna bohaterka będzie inna. Lekko podszyta wiatrem, zahukana, ale jednocześnie mająca, nieco stłamszony, ale w miarę żelazny kręgosłup. Nic bardziej mylnego! Im dalej w las, tym gorzej z jej głową.
Najlepsze było jednak to, że chyba autorka zdawała sobie sprawę z tego, że z główną bohaterką nie jest w porządku (biorąc pod uwagę to, co mówili o niej lub do niej inni bohaterowie), ale zdaje się, że nie umiała ona połączyć w całość tego, co napisała. Ophelia zdecydowanie cierpi na nadmiar cech, które nie tyle trudno połączyć, ale też są niestrawne dla czytelnika, a przynajmniej dla mnie.
Oczywiście, jak to bywa w tego typu powieściach, główna bohaterka musi mieć lotny umysł, ale niestety Ophelia nie przejawiała ani grama spostrzegawczości, inteligencji, ani nawet cienia ciekawości. Jasne, zadawała pytania (moim zdaniem jednocześnie niewłaściwie i tym bardziej w nieodpowiednim czasie, ale za to jak już on nastał, to nagle pustka w głowie i temat porzucony), przejawiała również dziwną chęć dźgania — skąd my to znamy, prawda? Jednak moim ulubionym fragmentem, który idealnie podsumowuje jej postać to, cytując: “Dlaczego ktoś postanowił tak bardzo mnie skrzywdzić, odbierając mi aż tyle ważnych informacji?”. No cóż, tak jak wspominałam, tej postaci nie cechuje ciekawość świata. Ucieka ona ze swojego rodzinnego miasta/kraju i tak naprawdę niewiele ją obchodzi, co się wokół niej dzieje, chociaż czasem ma nagły zryw geniuszu (nie muszę chyba dodawać, że całkowicie z 🍑, a później sama sobie zaprzecza). Najlepsze, jak w połowie książki uświadamia sobie, jak bardzo ograniczona jest jej wiedza, chociaż przynajmniej od 100 stron dostawała wszystkim po twarzy.
Jednak moim ulubionym fragmentem jest, kiedy Ophelia obrażona klapie na tyłek, żeby oznajmić, że nigdzie nie idzie, warczy na Dagana, żeby kilka stron później udawać wielką, pomysłowa wojowniczkę (chociaż dostała rozkaz “uciekaj” to schowała się za drzewem), żeby stronę czy dwie później grać wielce wyrozumiałą, a następnie udawać famme fatale, chociaż przeczy temu jej wychowanie.
Ophelia z jednej strony wychowywana jest na cnotliwą damę, ponieważ żyje w mocno patriarchalnym społeczeństwie i de facto niewiele umie, nie jest wojowniczką, chociaż chciałaby umieć się bronić. Przez pół książki czytamy o tym, jak właściwie jest bezbronna i chciałaby to zmienić, a przez drugie pół mamy do czynienia z raczej pusto słowymi opisami jej waleczności i prób udowodnienia, że jest ona ważna i odważna i w ogóle jest drugą Xeną… (czasem nawet pół strony wcześniej możemy przeczytać, jak się boi i nie umie walczyć, żeby zaraz wskakiwała na plecy różnym maszkarom)
Jeśli chodzi o wątek romantyczny i relację między bohaterami, bo w końcu ma to być podobno romantasy, to więcej pożądania i namiętności możemy znaleźć w horrorach lub thrillerach… Absolutnie sucha, niepoważna, skonstruowana na kolanie romantyczna relacja. Dosłownie wyglądało to tak, że bohaterowie nie darzą się żadnymi ciepłymi uczuciami, a nagle znowu się spotykają i wychucha wielkie “pożądanie”, które tak naprawdę jest jeszcze bardziej papierowe niż te postaci. Absolutnie żadnej chemii, namiętności, nawet iskry. W pewnym momencie stwierdziłam, że jeśli okaże się, że jej suknię uszyła czyjaś matka i leżała zakurzona przez x lat, to polecę w kosmos siłą swoich przewracających się oczu.
Oczywiście, mamy tutaj próbę enemies to lover, ponieważ jest to uwielbiany i chętnie czytany motyw w romansach i romantasy, ale jak wspomniałam jest mocno nieudolnie stworzony, bez chemii, bez nawet próby przejścia między nienawiścią/niechęcią a miłością. Właściwie można powiedzieć, że “enemies” też nie ma, ponieważ Dagan jest raczej neutralnie nastawiony, tylko Ophelia strzela fochy, traktuje wszystkich z góry i właściwie kieruje się swoim organicznymi poglądami.
Książkę cechuje też brak subtelnośći i wyważenia. Ophelia ucieka, ale ma szansę przyjrzeć się wszystkiemu dookoła. Ważne rzeczy są niemal pomijane, prawdziwa akcja zajmuje max 2 strony, ale już proces leczenia 6. Ciekawe wydarzenia, które zakładam, że powoli odkrywają nam prawdziwą naturę głównej bohaterki, zajmują max jeden akapit, ale jej fochy i narzekania całe strony.
Mamy oczywiście tajemniczy głos w głowie, który wydaje się żywcem wyjęty z “Okna skąpanego w mroku”, ale jest to kolejny w ogóle niedopracowany aspekt książki. Nie ma on absolutnie żadnego sensu, ponieważ Ophelia i tak nie słucha tego, co to coś w jej głowie gada, a często jej mówi, żeby uciekała, ale kiedy sama zadaje mu pytania, to nie odpowiada, Czyli ogólnie jest bezużyteczny, a sama główna bohaterka kilka razy stwierdza, że i tak nigdy go nie słucha, co jednocześnie przeczy temu, że próbuje go pytać o rady (a jak je otrzymuje, to zgadnijcie co? Nie słucha!).
Wszystko to, co cenię w książkach: relacje, silni i zabawni bohaterowie, dobrze wykorzystane schematy — tutaj dosłownie to wszystko leży.
Czasem miałam wrażenie, że autorka używa standardowych fraz z innych książek romantasy, ale już nie umie na nie sensownie odpowiedzieć. Np. koleś pociesza Ophelię, mówi jednak, że pewnie nie obchodzi ją jego zdanie i ogólnie wydźwięk jego wypowiedzi jest bardzo smutny i wypada zaprzeczyć, a ona uśmiecha się wdzięcznością. To wiecie, wygląda jak rozmowa z kimś, kto nie dosłychy, ale powtórzysz mu coś z 3 razy i w końcu ten ktoś się uśmiecha i kiwa głową, ale nadal nie rozumie.
Czasami miałam również wrażenie, że autorka zapomniała, że czytelnik to czytelnik, a bohater to bohater i pewnych rzeczy postać z książki nie jest w stanie przewidzieć lub połączyć to tak, jak odbiorca, który ma czas przeanalizować obie strony narracji, no i pewnie sam przeczytał już kilka podobnych książek, więc wie, jakie są schematy. Czasem po prostu Dagan lub Ophelia wpadali na coś niby przypadkiem, bo tak podpowiada im logika, chociaż po prawdzie właśnie tej logiki brakowało — przecież nie można tak od czapy wziąć sobie skądś wniosków albo faktów, jeśli się czegoś wcześniej nie wiedziało lub nie myślało o tym.
Obiecałam jednak na koniec kolejną zaletę, a był nią język, czyli coś, co zawsze razi mnie najbardziej (zaraz obok kiepskich bohaterów) w polskich książkach. Słownictwo było bardzo literackie jak na debiut i naprawdę nie mogę nic zarzucić konstrukcji zdań. Nie było nawet prób stylizacji na jakieś młodzieżowe dialogi czy niepotrzebnie stosowany szyk przestawny. To muszę oddać, że dzięki językowi i stylowi, czytało się ją naprawdę przyjemnie (mimo wielu rynsztokowych słów kierowanych przeze mnie w kierunku Ophelii) i dzięki temu wady nie były tak po prostu zwalające z nóg, ponieważ można było skupić się również na świecie przedstawionym.
Nie spisuję jej całkowicie na straty, ponieważ przy dopracowaniu chociażby charakteru postaci, ta seria ma jeszcze szansę być znacznie lepszą.
Gdyby "Nasze Puste Przysięgi" i "Okno Skąpane W Mroku" miały dziecko, byłaby to "Krew Zdrajcy": mgła, kult solarny i lunarny, konflikt elfów, dziewczyna niepasująca do rodziny, szukająca porwanej siostry i tajemniczy głos w jej głowie.
To jednak bardziej inspiracja niż zrzynka. Dla kogoś, kto lubi obie książki będzie to zaletą, móc przeczytać coś w podobnym klimacie, ale jeśli ktoś szuka oryginalności to tutaj jej nie znajdzie - to pozycja z cyklu "najbardziej lubimy znane melodie".
Bohaterowie byli w porządku i choć raczej nie zapadną mi pamięć, to mnie nie irytowali. Wątek romantyczny rozwijał się w swoim tempie na tle pełnej przygód podróży oraz wokół intryg i przepowiedni na królewskim dworze, więc nie ma się do czego przyczepić.
Końcówka była przy tym wszystkim najmocniejsza. Brałam pod uwagę, że może się to tak potoczyć, ale i tak brawa dla autorki, że obrała najciekawszą ścieżkę dla tej historii (na pewno sprawdzę, co będzie dalej). Ja jednak pozostawiłabym czytelnika w jeszcze większej niewiedzy i ostatnie rozdziały przeniosła do II tomu.
W całości irytowało mnie trochę nadużywanie "iż" zamiast "że" oraz "mej" zamiast "mojej", niemniej styl autorki był bardzo przyjemny, pasował do fabuły i gratulacje za udany debiut.
„Krew Zdrajcy” to absolutnie fenomenalna historia, która wciąga swoim mrocznym i gęstym niczym Mgła, klimatem.
Świetnie rozgrana fabuła, wspaniały styl autorki (na, uwierzcie mi, światowym poziomie), zwalające z nóg zwroty akcji i oczywiście niesamowity wątek romantyczny.
Szaleństwo wtłacza się do umysłu czytelnika wraz z pierwszymi stronami tej niesamowitej powieści. I w pewnym momencie, już nie wiesz, co jest prawdą, a co kłamstwem.
To absolutnie fantastyczne romantasy, które sprawi, że po zakończeniu tej historii, będziecie musieli ją rozchodzić! Przysięgam!
Technicznie dobra książka, uwielbiam światotwórstwo tutaj, początek i koniec to mocne plusy, ale bohaterowie… FMC przez swoją naiwność i randomowe boosty umiejętności walki jest irytująca, Dagan nijaki a reszta tylko pojawia się w tle okazjonalnie i tyle. Myślę że warto siegnąć jak lubicie elfy, na mnie ta książka nie zadziałała, ale wiem ze znajdzie swoja publikę
To był naprawdę dobry debiut. Ciekawy świat, ekspozycja i pomysł. Tego oczekuje od książki- mnóstwa emocji, zagadek i ciekawego świata. A do tego fabuła, która wszystko łączy. Z chęcią będę czekać na kolejny tom!
Muszę przyznać, że bardzo chciałam przeczytać tę książkę. Już sam opis brzmiał świetnie, a motywy w niej poruszone naprawdę mnie zaciekawiły. I wiecie co? To było dobre. Tak dobre, że śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z lepszych debiutów, jakie czytałam!
Ophelia od najmłodszych lat żyje w królestwie otoczonym magicznym murem, który chroni mieszkańców przed klątwą – mgłą, zmieniającą ludzi na zawsze. Pewnego wieczoru wybiera się z ukochaną siostrą na nocną imprezę w pobliżu muru. Jednak wraca z niej sama i… właściwie nie pamięta, co się wydarzyło. I jest jeden problem, jej siostra zniknęła. Co gorsza, nikt z rodziny nie pamięta, że w ogóle istniała. Wszyscy są przekonani, że Ophelia straciła zmysły przez działanie mgły. Ale ona wie swoje – nie zamierza pozwolić żeby jej siostrze coś się stało. Wyrusza na poszukiwania poza murami królestwa. Przed nią nie tylko długa, niebezpieczna podróż, ale także walka z mroczną mgłą. Na szczęście nie jest sama – towarzyszy jej tajemniczy elf. Czy uda im się odnaleźć siostrę?
Pierwsze 200 stron tej książki kompletnie mnie mnie nie wciągnęło i obawiałam się, że nie polubię się z tą książką. Ale potem… rozkręciło się tak, że byłam gotowa zarwać nockę, żeby dowiedzieć się, co dalej!
Świat wykreowany przez autorkę jest opisany tak szczegółowo, że łatwo można go sobie wyobrazić. Czasem miałam ochotę pominąć długie opisy miejsc, żeby szybciej przejść do akcji, ale nie da się ukryć – ten świat naprawdę wciąga! Może fabuła nie jest jakoś szalenie zaskakująca, a wiele rzeczy można przewidzieć już na początku, ale mimo to książkę czyta się z ogromną przyjemnością.
Dagan od początku budził we mnie podejrzenia. Serio, cały czas miałam w głowie alert, że coś tu jest nie tak. Był dla Opheli tak cudowny, że aż trudno było mi uwierzyć, że robi to z czystej dobroci serca 🤷🏻♀️ Czy miałam rację? No cóż… to już musicie sprawdzić sami! Ich relacja totalnie mnie kupiła i błagam, chcę więcej!!!!!
Chcecie przeczytać dobre romantasy z elfami i krwiożerczą mgłą? No to koniecznie sięgnijcie po tę książkę!
"Krew Zdrajcy" to kolejna książka polskiej autorki, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie musimy szukać daleko, aby znaleźć prawdziwe literackie perełki. Aż ciężko uwierzyć, że historia Ophelii jest debiutem, bo treść kompletnie na to nie wskazuje.
Mamy tu świetnie wykreowany świat oraz bohaterów, którzy bardzo szybko zapadają w pamięć i do których bardzo łatwo się przywiązać, tajemniczą klątwę, a także Głos, który nie daje o sobie zapomnieć. Pojawia się również kult solarny i lunarny, do którego na początku podchodziłam dość sceptycznie, ale zupełnie niepotrzebnie, bo wystarczyło zaledwie kilka rozdziałów żeby ten koncept mnie zachwycił. Co więcej, jest dworsko, klimatycznie, czuć niepokój i mroczną atmosferę, która potrafi obezwładnić. Myślę, że właśnie to sprawiło, że czytałam rozdział za rozdziałem, a moja ciekawość wzrastała z każdą przeczytaną stroną.
"Krew Zdrajcy" zaliczam do grupy książek, które zaczynają się bardzo długim wstępem, aby następnie złapać czytelnika w swoje sidła i nie wypuścić aż do końca. Tak było w moim przypadku. Pierwsze 200-250 stron szło mi dość opornie, bo chociaż byłam zaintrygowana książką, to nie czułam do niej wielkiego przyciągania, natomiast mniej więcej w połowie całkowicie przepadłam dla Ophelii i Dagana. Czytałam w każdej wolnej chwili i nie potrafiłam przestać myśleć o tym, co będzie dalej. Moje zaintrygowanie szybko przerodziło się w obsesję.
Uwielbiam w tej książce wszelkie zwroty akcji i tajemnice (jedną rzecz przewidziałam, ale nie zepsuło mi to przyjemności z czytania) oraz fakt, że druga połowa "Krwi Zdrajcy" jest naprawdę dynamiczna. Uwielbiam również wątek romantyczny i określiłabym go raczej jako slow burn, ale nie z tych bardzo mocnych. Ta chemia, wzajemne przyciąganie... Błagam o więcej! Jestem niesamowicie ciekawa w jakim kierunku pójdzie relacja bohaterów w drugim tomie i jednocześnie bardzo się boję, że moje serce tego nie wytrzyma.
Czuć, że książka została naprawdę dobrze przemyślana i seria (nie jestem pewna ile tomów jest zaplanowanych, ale liczę przynajmniej na kilka🤭) Spętani Klątwami ma ogromne szanse na zostanie jedną z moich ulubionych. Ogromnie polecam jeśli szukacie angażującego romantasy, które wielokrotnie Was zaskoczy i wywoła mnóstwo emocji (czasem skrajnych). Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji, bo ekhm... to zakończenie? Excuse me? Co ja mam teraz ze sobą zrobić?
PS Nowy książkowy mąż alert😩
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem Nowe Strony]
-------------
to zakończenie mnie zagięło... mam nadzieję, że długo na drugi tom nie będę musiała czekać😩 ogólnie to pierwsze 250 stron nie zrobiło na mnie wrażenia, chociaż czytało się je przyjemnie, a potem to już była miłość❤️🔥 Dagan🫠
🗡️„Nie pamiętam, ile miałam lat, gdy cichy głosik odezwał się w mojej głowie po raz pierwszy.” 🗡️
𝐎𝐩𝐡𝐞𝐥𝐢𝐚 𝐀𝐥𝐭𝐞𝐧𝐬𝐨𝐥 to jedna z córek doradcy Słonecznego Królestwa. Od urodziwego rodzeństwa różni ją praktycznie wszystko. Odcień skóry, kolor włosów i kształt uszu, przez co czuje się jak wyrzutek. Gdy pewnego wieczora wymyka się za namową siostry do graniczącej z chroniącym ich miasto Murem dzielnicy nie spodziewa się, że ta podróż zmieni jej życie na zawsze…
𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚: Jestem zachwycona! Ta historia to istne arcydzieło!
Nie czytam zbyt wiele fantastyki i naprawdę rzadko po nią sięgam. Zawsze kojarzy mi się z zawiłą, naprawdę trudną do nadążenia i zrozumienia fabułą. Jeśli macie podobne odczucia, to właśnie Krew Zdrajcy jest idealnym wyborem, żeby się w końcu odczarować.
To jak Monika stworzyła świat, wykreowała bohaterów i poprowadziła fabułę nie mieści się w głowie. Dawno żadna książka nie pochłonęła mnie od pierwszych stron, aż tak jak ta. Mroczna, wciągająca, pełna akcji i w 100% przemyślana.
Ophelia jest pewna, że ktoś porwał jej ukochaną siostrę Eleanor. Niestety, nikt z rodziny nie pamięta, aby taka osoba kiedykolwiek żyła w murach Słonecznego Zamku. Wszyscy próbują wmówić jej, że oszalała, ale Ophelia wie, że to nieprawda. Jedyną szansą na dowiedzenie się prawdy, jest wyprawa za otaczający Królestwo Mur i zmierzenie się z czyhającymi za nim niebezpieczeństwami.
Ophelia jest świetną bohaterką. Nie da się jej nie lubić. Odważna, waleczna i pełna empatii. Przezwycięża strach, wyrusza w samotną wędrówkę przez nieznane tereny, dopóki na jej drodze nie staje on. Zakapturzony elf, którego już kiedyś poznała.
Dagan…mój ukochany Dagan. Jak ja go uwielbiam! Jego tym bardziej nie da się nie lubić. To jaką opieką i uwagą obdarzył Ophelię podczas podróży było cudowne. Tajemniczy, odważny i totalnie skradnie wasze serca.
Cały ten wątek wymuszonej bliskości podczas podróży był tak ekscytujący, że naprawdę się tego nie spodziewałam. Między bohaterami rośnie napięcie, jest jakieś magiczne przyciągnie i na wszystkie momenty jakiegokolwiek dotyku piszczałam jak dziecko. Przez całą drogę dbają nawzajem o swoje zdrowie i życie, a nienawiść zaczyna stopniowo zanikać.
Świetna kreacja światów, stworów, pobocznych postaci, wierzeń i legend. Wszystko jest tutaj na miejscu. Nawet te nieszczęsne plot twisty na koniec przez które moja szczęka wylądowała na podłodze. Jeden z najlepszych debiutów jakie miałam okazję przeczytać i nie mogę się doczekać kontynuacji.
3.5⭐️ Ta książka to debiut romantasy. I o ile część fantasy była całkiem zgrabnie poprowadzona i miała wiele elementów, które przykuwały uwagę, o tyle wątek romantyczy w ogóle mnie do siebie nie przekonał.
Książka swoim klimatem jest porównywana do “Okna skąpanego mrokiem”. Powiedziałbym nawet, że podobieństwo jest całkiem spore. Już od pierwszego rozdziału wiadomo, że Ophelia dzieli swój umysł z Głosem, który jednak nigdy nie odpowiada na żadne jej pytania i odzywa się tylko wtedy, gdy uzna to za stosowne. Opehlia dorastała w krainie otoczonej magiczną barierą, która chroni przed klątwą rzuconą setki lat temu przez zdradzoną królową. Wyjście za barierę jest karane śmie*cią. A na niepokornych czyha Mgła, ale nie jest to jedyne zagrożenie, przed którym strzeże Mur. Kto zatem czytał Tajemnice Króla Sheperda, ten na pewno już widzi analogię pomiędzy obiema historiami.
Ta książka to głównie opowieść drogi i ta część podobała mi się najbardziej. Powód, dla którego Opehlia postanawia porzucić względne bezpieczeństwo i stanąć naprzeciw nieznanemu oraz konsekwencje podjętej przez nią decyzji, pobudzały moją ciekawość. Jestem fanem eksplorowania świata, wychodzenia poza jego granice i poznawanie go jednocześnie z bohaterami. I tutaj ten motyw zajmuje bardzo dużo miejsca. Jedyne czego mi w nim zabrakło to równomiernego zaangażowania, zarówno w trakcie dynamicznych akcji, jak i momentach przestoju.
Największe rozczarowanie dotyczy jednak wątku romantycznego. Nie uważam, by w tym przypadku motyw od wrogów do kochanków miał solidne podstawy, zarówno na etapie wzajemnej niechęci, jak i w momencie rowoju głębszego uczucia. Nie rozumiem kreowania bardzo schematycznej relacji, w której on potrafi zagadać do niej wyłącznie z podtekstem e*otycznym – i nie, gatunek romantasy tego nie tłumaczy – a ona najpierw burzy się na jego odzywki, a później leci do niego jak ćma do światła.
Wraz z rozwojem fabuły pojawiają się także inne przewidywalne sposoby na zagęszczenie i “skomplikowanie” akcji. Ale na szczęście nie tyczy się to zakończenia, które w mojej ocenie jest bardzo dobre. I chciałoby się, aby cała książka się tak wyróżniała, a nie tylko jej fragmenty.
„Krew zdrajcy” to była tak dobra książka, aż ciężko uwierzyć, że to debiut autorki. Już sam opis niesamowicie mnie zaintrygował, a treść zdecydowanie spełniła wszystkie wymagania.
Ophelia zawsze różniła się od swojej rodziny, jej wygląd nie przypominał wyglądu elfów, a w głowie towarzyszył jej Głos, którego powinna słuchać. Pewnego dnia w trakcie powrotu z miasteczka przy Murze chroniącym krainę od Mgły, siostra Ophelii została uprowadzona, a sama bohaterka obudziła się w swoim łóżku, jak gdyby nic się nie stało, mimo że także została zaatakowana. To okazało się być dopiero początkiem, bo gdy powiedziała rodzinie o zniknięciu siostry, ci zachowywali się jakby Elenor nigdy nie istniała. Ophelia, uznana przez wszystkich za wariatkę, postanowiła odnaleźć siostrę i samotnie wyruszyła w niezwykle niebezpieczną, samotną podróż. Jednak kiedy tylko przekroczyła Mur, a Mgła zaatakowała, pojawił się on - tajemniczy elf, wojownik i mężczyzna, któremu zdecydowanie nie powinna ufać. Skrywający wiele sekretów elf pomógł Ophelii i stał się jej towarzyszem w dalszej podróży. Nie powinno połączyć ich żadne uczucie, jednak nie zawsze da się nad tym panować. Ale co, jeśli sekrety zaczną wychodzić na jaw? Co, gdy wszystko w co się wierzyło okaże się kłamstwem? Co, gdy zostanie się okrutnie zdradzonym?
„Krew zdrajcy” wciągnęła mnie niemal od pierwszych stron i mimo dosyć spokojnego początku, historia była niesamowicie ciekawa. Niesamowity klimat i świat, zaskakująca fabuła, świetni bohaterowie - po prostu coś genialnego.
Ophelia była trochę zagubiona, nie zawsze pewna swoich działań, ale zawsze w nich wytrwała. Wiedziała, że musi uratować siostrę i robiła wszystko, co w jej mocy, by dotrzeć do miejsca, w którym tamta mogła się znajdować. Choć z początku niezbyt się wyróżniała, to w trakcie całej książki zbierała plusiki i obecnie uważam ją za naprawdę dobrą kobiecą bohaterkę w fantastyce. Dagan natomiast to oficjalnie mój drugi książkowy mąż. Absolutnie mnie jego postać zachwyciła, a gdy tylko coś mówił, miałam od razu ochotę to zaznaczyć. Dobrze utrzymywał swoje sekrety, jednocześnie dbając o dobro dziewczyny, co do której miał pewne zamiary. Kiedy zaczęło między nimi pojawiać się coś więcej niż zainteresowanie, przepadłam całkowicie dla tego bohatera.
Monika stworzyła coś wspaniałego. Relacja Ophelii i Dagana była porywająca i jak już się rozkręciła, to po prostu nie byłam w stanie tej książki odłożyć. Tak długo wyczekiwałam ich pierwszego pocałunku, a kiedy on nastąpił, niemal zaczęłam piszczeć. Uwielbiam relację tej dwójki i potrzebuję ich więcej natychmiast!
Warto też wspomnieć o stylu pisania autorki. Nie był przesadnie „młodzieżowy”, nie było wpychanych na siłę „tiktokowych zwrotów” i momentów. Język idealnie oddawał klimat całej książki, opisy nie były nużące, a właśnie ciekawe, przez co łatwo było wyobrazić sobie wszystko, co widziała bohaterka. Przy tym nadal dostaliśmy masę scen, przez które piszczałam, tupałam nogami i się rozpływałam, więc na super wątek romantyczny też możecie liczyć.
Czytając „Krew Zdrajcy” czułam się jakbym oglądała genialny film fantasy. Zakończenie było szokujące, szczękę zbierałam z podłogi i potrzebuję drugiego tomu na już. Podsumowując, genialna książka, świetny debiut, ogromna polecajka!
Lubię sięgać po fantastyczne debiuty i myślę, że ten był całkiem okej. Nie zachwycił mnie, ale i też nie odrzucił. Po recenzjach i motywach, które widziałam przy promocji tej książki myślałam, że bardziej mi podejdzie, ale nie żałuję że po nią sięgnęłam.
Książka jest napisana prostym językiem przez co całkiem szybko się po niej płynęło. Miałam czasem problemy z opisami, bo niektóre były całkowicie zbędne, przykładowo: pełny opis pokoju, gdzie akcja dzieje się w nim raz czy dwa. Sam początek bardzo mnie zainteresował z tą sytuacją z siostrą i to, że tempo było dość dynamiczne, jednak odkąd Ophelia spotkała Dagana, gdzieś to tempo zgubiło się i momentalnie naszym centrum zainteresowania stali się oni. W moim odczuciu trochę szkoda, bo myślę, że ich relacja wiele by zyskała jakby później pojawiły się te znaki, że się sobą interesują.
Przez większość czasu akcja dzieje się na terenach klątwy i na plus zasługuje wprowadzenie własnych potworów i innych istot. Reszta świata przedstawionego również mi się podobało i całkiem zręcznie wprowadzano nowe informacje o nim. Raczej żadna postać szczególnie mnie nie zachwyciła, a raczej irytowała, szczególnie Ophelia, która w pewnym momencie już chyba nie pamiętała po co poszła za ten mur. (Ogólnie podejmowanie decyzji nie jest mocną stroną tej książki). Jednak zakończenie może ciekawie rozwinąć charaktery postaci w kolejnej części.
Przez całą książkę miałam takie odczucie, że „gdzieś to już czytałam” i dawało taki vibe typowych romantasy, ale z tej kategorii „całkiem okej”. Jednak pokładam dużą nadzieje, że kolejny tom będzie o wiele lepszy, bo uważam że ta historia ma fajny potencjał, a autorka z tomu na tom będzie tylko polepszać swój warsztat, bo czuje że nie pokazała jeszcze wszystkiego🫶
Rzuciłam tę książkę po przeczytaniu 20%, bo początek zupełnie mi nie siadł. Ale żeby nie trafiła do mojego czytelniczego czyśca zwanym DNF — wróciłam do niej po dwóch miesiącach.
❗️Uwaga: było warto!
Przede wszystkim gratulacje dla autorki za tak świetny debiut ✨ Fabuła jest bardzo oryginalna — to kolejny przykład na to, że polskie podwórko też potrafi dowieźć w fantastyce
Więc dlaczego nie 5 ⭐️?
🌸 Luki w fabule, które wydają się być tylko po to, by popchnąć akcję do przodu.
🌸 W relacji głównych bohaterów czegoś zabrakło. Może kilku rozdziałów z jego perspektywy? Dzięki nim łatwiej byłoby mi uwierzyć, że naprawdę się zakochał, a nie że to dalej część jego misternego planu.
🌸 Ophelio, przykro mi, ale momentami byłaś trochę irytująca.
W każdym razie — czekam na tom drugi! ❤️
PS. Pożoga to zdecydowanie ulubione słowo autorki 😌
3,5⭐️ Ta historia ma potencjał, ale dużej ilości rzeczy nie rozumiałam. Tylko nie wiem czy to przez to że słuchałam tego w audio i się rozpraszałam czy po prostu nie były jeszcze wyjaśnione, bo dzieje się tutaj dużo, jest dużo tajemnic i zawiłości. Nie zachwyciło mnie jakoś bardzo, ale podobało mi się i jestem ciekawa co będzie dalej.
⭐️4,5 AA I KNEW IT!! no dobra wydarzyło się po drodze jeszcze parę rzeczy, które totalnie mnie zszokowały i ich nie przewidziałam ale to nie ważne🙈
o matko chcę czytać sama takie debiuty!! bardzo dobrze wykreowany świat, solidny system magiczny, mroczne lasy i tajemnicza mgła a Ci bohaterowie… ekhem… tak Dagan patrzę na ciebie👀
rewelacyjna książka i będę wyczekiwała kolejnego tomu!!
Wow. Ciężko mi jest cokolwiek z siebie wydusić po skończeniu tej niesamowitej historii (to raczej ona skończyła ze mną haha). Jestem absolutnie zachwycona i aktualnie oniemiała tym jak autorka poprowadziła całą fabułę „Kr*i zdrajcy”. Próbowałam wyobrazić sobie do czego zaprowadzą nas wszystkie zwroty akcji, jednak takiego zakończenia totalnie się nie spodziewałam… ale zacznijmy może od początku.
Bardzo spodobała mi się, kreacja bohaterów!! Ophelia, z której perspektywy przeżywamy całą przygodę, która stawiała przed nią pełne mroku ścieżki, jest niesamowicie silną ale również zagubioną postacią co jest całkowicie normalne zważywszy na zaistniałą sytuację. Uwielbiam to, że autorka stworzyła ją z taką autentycznością. Razem z naszą główną bohaterką przeżywamy wszystkie przeciwności losu, czujmy jej strach, zwątpienie, ból ale również wzbierającą w niej siłę.
Zostałam też oczarowana wątkiem romantycznym, rozwijającym się w dosyć spokojnym tępie co bardzo mi się spodobało. Można było wyczuć jakby namacalne napięcie między naszymi bohaterami. Uwielbiam kąśliwy charakterek Dagana, który z początku doprowadzał Ophelia do szału. Jednak potem ten otworzył się przed nią a ona z nieukrywanym zadowoleniem mogła to zrobić również przed nim.
Niemalże rozpłynęłam się kiedy Dagan powiedział jej: „-Twoje piegi - szepnął, niemal muskając swoimi wargami moją skóre. - One... - urwał, a w ostatnim słowie wybrzmiała niepewność. - Co takiego? - Zwróciłam się do niego przodem, niemal tonąc w intensywności jego spojrzenia. - Wyglądają jak gwiazdy na nocnym niebie.”
Jeżeli jesteście fanami piosenek Davida Kushery i Aurory to „Kr€w zdrajcy” będzie dla was idealna. Klimat tej książki jest właśnie połączeniem twórczości tych dwóch artystów. Mam tutaj na myśli ten przeszywający mrok, silne połączenie z naturą, magię, „dziwaczność” i miłość. Monika bardzo dobrze wiedziała co robi dodając ich piosenki na playlistę do swojej powieści🤭. „Darkerside” Davida powinno być soundtrackiem tej książki!!
Ciężko jest mi oddać to jak bardzo spodobała mi się , która stworzyła Monika. Jestem zachwycona każdym skrawkiem tej historii i tak bardzoo nie mogę sie doczekać 2 tomu, który mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej bo NAPRAWDĘ potrzebuję go na wczoraj haha
Niesamowicie dotknęły mnie również słowa Dagana, które wypowiedział do Opheli a więc Wam je tutaj na koniec zostawię bo warto o nich pamiętać.
„Można bać się wielu rzeczy, ale to nie czyni nas tchórzami. Liczy się to, co robimy z tym strachem.”
Ophelia po powrocie z nocnej eskapady, na której była wraz z siostrą zdaje się popadać w szaleństwo. Zbliżyła się do Muru, za którym czyha na każdego Mgła i teraz zdaje się, że ona jako jedyna pamięta o istnieniu siostry. Nie pozostaje jej nic innego jak podróż w nieznane, aby odnaleźć siostrę, bo jeśli zostanie w królestwie może zostać skazana za opętanie. Niedługo po przekroczeniu Muru napotyka tajemniczego elfa, z którym wręcz musi współpracować, aby przeżyć tę wyprawę. Nie jest to łatwa droga, bo raz muszą nawet stawić bezpośrednio czoła Mgle. Z początku ich nienawiść przeradza się w inne uczucie, ale poznanie prawdy będzie prawdziwą próbą ich uczucia.
Z początku nie miałam żadnych oczekiwań co do tej książki. Później, jak się dowiedziałam, że ma mieć vibe „Okna skąpanego w mroku” i „Dworów” to miałam mieszane uczucia, bo Okno nie przypadło mi do gustu, za to Dwory uwielbiam. Ale jakie było moje zaskoczenie jak zaczęłam czytać! To jest tak genialne romantasy i aż ciężko mi uwierzyć, że jest to debiut polskiej autorki. Pokłony dla ciebie Monika. Opisy świata może i są długie, ale przez to, że to jest zupełnie nowy świat i nowy system magiczny to się broni, i to solidnie. W moim przypadku pomogły one w lepszej wizualizacji scen w głowie. Czytałam dany fragment i oczami wyobraźni widziałam tę scenę. Kult lunarny. To co tu się zadziało to jest mastermind. Z domyśleniem się wszystkiego byłam trzy kroki przed Ophelią, ale mnie osobiście to bardzo cieszyło, bo lubię, kiedy udaje mi się przewidzieć o co chodzi z daną rzeczą w książce. Dagan. Co tu dużo mówić. Morda mi się cieszyła na widok jego imienia na papierze, jakbym miała za każdym razem dostać co najmniej dziesięć milionów za to. Mój nowy książkowy mąż. Czego on by nie zrobił to bym się nad tym rozpłynęła. Rozczuliła mnie bardzo jego relacja z przyjaciółmi. Byli wręcz rodziną, i to było cudowne. Plot twist, który zapodała nam autorka na samym końcu sprawił, że miałam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Dalej nie dociera do mnie to, co się stało i potrzebuję drugiego tomu na już!!! Monika mogłaby napisać książkę kucharską albo instrukcje obsługi wiadra, a ja i tak bym przeczytała to z ogromną pasją i zaangażowaniem. Cudowny styl pisania na wysokim poziomie. Gratuluję tak świetnego debiutu i czekam na więcej książek❤️
Jeśli chodzi o fantastykę autorstwa polskich autorów i autorek, to w większości przypadków omijam ją szerokim łukiem. Jednak w przypadku „Krwi zdrajcy”, ciekawość zwyciężyła nad uprzedzeniami. Zwłaszcza, że widziałam opinie pozytywne. Z początku, nie wiedziałam co myśleć o tym tytule. Początek był dość ciężki i czułam dość dużą inspirację dworami, ale nastąpił taki moment, że moje wątpliwości zostały rozwiane i powiem szczerze - bawiłam się świetnie. No i na szczęście, początkowa inspiracja inną serią zniknęła. Naprawdę szkoda mi było ko��czyć tę historię. Myślę, że jak na debiut autorki, to jest on dobry. No i czekam na kolejny tom 👀
3,75⭐ Cóż za fajny debiut! Ciekawy świat, z piękną eteryczną architekturą. W historii jest dużo opisów, które akurat lubię, ale w pierwszej połowie było ich odrobinkę za dużo jak dla mnie. Później było ich już mniej i przez historię się płynęło 🖤 Jest magia, tajemniczy głos w głowie, mgła - jeżeli podobała ci się dylogia "Tajemnice króla Sheperda" to "Krew Zdrajcy" raczej też cię zaciekawi 😊 Nie wiem czy to było zamierzone, czy przypadkowe, czy może mój mózg sobie to wymyślił, ale momentami czułam podobieństwo do Dworów S.J. Maas. Czekam na drugi tom i jeszcze raz gratulacje dla autorki! ❤️
4,5/5 AHAA TO KONIEC?! I to taki?! Boże no ja potrzebuje wiedzieć co dalej 😭 robienie takiego zakończenia i urywanie powinno być karalne. Ale ogólnie to kurde super to było! Mega się wciągnęłam i super bawiłam. Wyczekuje kolejnego tomu i mam nadzieję, że nie trzeba będzie jakoś bardzo długo czekać.
Em, nie było to złe, ale te ochy i achy nad ta książka mnie zaskakują.
Ogółem prócz końcówki to tam się nic nie dzieje. Główna bohaterka prze pół ksiazki jojczy ze nie umie walczyć, żeby trzy strony dalej pokonać kogoś kogo wielki i silny elf nie umiał i potem 3 strony dalej zaś nie umie walczyć XD
Czy przeczytam drugi tom? Moooze, końcówka trochę ratowała, jak będzie audio to pewnie przesłucham
4,25 ⭐️ Fabuła tej książki może zakrawać o arcydzieło, cała intryga jest bardzo dobrze zbudowana. Dostajemy dwóch głównych bohaterów, którzy nie są „super istotami” potrafiącymi zrobić dosłownie wszystko bez przygotowania, nie oni są w tym wszystkim tacy przyjemnie normalni (wiadomo, że nie ale … 🫣). Jedynie mam wrażenie jakby w ich relacji pojawiły się luki, jakbym pominęła momentami rozdział. Nienawidzą się, mają inne priorytety i BUM nagle coś się zmienia bez wyraźnego powodu?
"Krew zdrajcy" to debiut literacki opowiadający historię Ophelii. Dziewczyna od urodzenia czuła się odrzucona przez rodzinę, ale tylko jedna osoba zwracała na nią uwagę - jej ukochana siostra. Dlatego, gdy ta zostaje porwana, a wszyscy wokół zdają się zapomnieć o jej istnieniu, postanawia ją odnaleźć. Udaje się w podróż za bezpieczny Mur, gdzie krąży śmiercionośna i pradawna klątwa, która spowiła ziemię elfów i ludzi.
Przyznam, że moje odczucia po lekturze tej historii nadal są mieszane, ale... Jest w niej coś ekscytującego, ciekawego i z pewnością oryginalnego (zwłaszcza biorąc pod uwagę końcową sekwencję). Autorka zaskakuje równocześnie swoim lekkim piórem i wciągającymi opisami, które trzymają uwagę czytelnika i rodzą w jego umyśle pytania - każdy nowy rozdział ukazuje brutalny świat Incarceris, a także jego tajemnice. Przyznam, że właśnie ta otoczka wokół klątwy, konfliktu między elfami i ludźmi, a także zakłamanymi wersjami przeszłości są najlepszą częścią opowieści. Cała intryga, a także jej kulminacja w końcowych rozdziałach, nadają książce dobrego smaku i sprawiają, że pragnie się sięgnąć po drugi tom.
Rozumiejąc intrygę, a także zamysł autorki na zakończenie historii... Mogę pojmować pewne zachowania bohaterów, ale nie będę oszukiwać, że miałam z nimi na początku problem. Zwłaszcza jeżeli czyta się tę książkę po raz pierwszy, to główna bohaterka może być nawet nieco irytująca. Chociaż trzeba przyznać, że jej oddanie w uratowanie siostry jest godne pochwały. Ale mówiąc o Ophelii, to mimo wszystko nadal nie potrafię określić jej relacji z Daganem. Czuć było w niej iskry nienawiści, zrozumienia, przyjaźni, a jednocześnie wzajemnej irytacji... Ale nie potrafiłam odnaleźć w tym miłości. Być może potrzebuję dalszego ciągu historii, ale mam wrażenie, że pominęłam gdzieś moment, gdy ich relacja stała się czymś więcej niż tylko rozejmem. Co zaś się tyczy samego mężczyzny - ciekawa jestem jego przyszłości i mam nadzieję, że kolejne tomy przyniosą o wiele więcej rozdziałów z jego perspektywy. Zwłaszcza, że jest o wiele bardziej interesującą postacią niż sama Ophelia.
I choć moje mieszane uczucia, co do lektury, rodzą się z powodu prowadzonej relacji między dwójką głównych bohaterów i zawiłości charakteru dziewczyny... To całościowo książka naprawdę mi się podobała. Zwłaszcza intryga polityczna i spisek, który ciągnie się od pierwszych stron, aby pod koniec historii zaskoczyć czytelnika i ukazać brutalną stronę świata Incarceris. Liczę, że kolejne tomy będą o wiele lepsze i równie zaskakujące co pierwszy, bo "Krew Zdrajcy" skrywa w sobie naprawdę niezwykły potencjał.