Od Szamotuł do Wietnamu – cztery strony świata z Michałem Rusinkiem
Książka ta jest walizką, pełną nieprzewodnikowych opowieści i anegdot zainspirowanych podróżowaniem. Walizki mają to do siebie, że czasami nie dolatują w to samo miejsce, co ich właściciele czy właścicielki, a czasem nawet przypadkiem trafiają do cudzych rąk.
Czytając zebrane w tej książce felietony mogą Państwo sobie wyobrazić, że przez pomyłkę odebraliście na lotnisku moją walizkę i zamiast swoich rzeczy osobistych — przeglądacie teraz moje opowieści podróżne. Proszę się nie krępować. Mam nadzieję, że Państwa one rozbawią i umilą czas czekania na Waszą walizkę.
Michał Rusinek, jak sam o sobie pisze, wykłada (literaturoznawstwo na UJ), przekłada (książki) i układa (wierszyki, piosenki i felietony). Podróżuje, obserwuje i opisuje.
Michał Rusinek urodził się w 1972 roku w Krakowie i nadal tam mieszka – z rodziną. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, teraz prowadzi Jej fundację. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie prowadzi wykłady z teorii literatury i retoryki. Bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się pisywać książki dla dzieci i dorosłych oraz układać wierszyki czy teksty piosenek. Pisuje felietony o książkach i języku.
Zbiór lekkich felietonów. Jak to z takimi zbiorami bywa - jedne okazują się ciekawsze od innych i jest bardzo nierówno. Jednak jest to bardzo przyjemna, zabawna lektura. Pióro autor ma lekkie o czym wiem z innych jego książek a tu dodatkowo forma i tematyka dobrze z tym współgrają. Świetnie się nadaje na lekturę wakacyjną, plażową i czytaną w podróży.
Okropnie zenujaco konfabuluje, przedstawiajac wszystkie sucharowe anegdotki jako historie z wlasnego, osobistego zycia. Ksiazeczka lekka w tresci i formie (litery wielkie jak w ksiazeczkach dla dzieci, podobnie jak glebia przekazu).
Po lekturze „Nadbagażu” mogę z czystym sumieniem powiedzieć: właśnie tego szukałam. Michał Rusinek stworzył książkę, która udowadnia, że lekkość formy może iść w parze z intelektualną głębią i autentyczną przyjemnością z czytania. Po rozczarowaniu, jakie przyniósł mi „Mroczny Eros”, „Nadbagaż” był jak łyk świeżego powietrza – niepretensjonalny, pełen dystansu, a przy tym zaskakująco trafny w obserwacjach.
Autor ,z właściwym sobie humorem i błyskotliwością, snuje opowieści z podróży, życia i języka – i robi to tak, że ani przez chwilę nie miałam poczucia zbędnego gadulstwa. Przeciwnie: każda anegdota, każdy felieton to mały błysk – czasem śmieszny, czasem wzruszający, często pouczający. Podobało mi się to, że książka nie próbuje być na siłę aktualna – porusza tematy uniwersalne, ponadczasowe, co tylko dodaje jej uroku i sprawia, że będzie się do niej wracać z przyjemnością. Albo czytać podczas urlopu – najlepiej leżąc na leżaku nad basenem.
Świetnie się bawiłam podczas lektury – i choć „Nadbagaż” czyta się szybko, to wrażenia zostają z czytelnikiem na dłużej. Jedyne, czego naprawdę żałuję, to brak audiobooka. Mam wrażenie – graniczące z pewnością – że Michał Rusinek, ze swoim charakterystycznym poczuciem humoru i rytmem języka, mógłby w wersji audio zabłysnąć jeszcze pełniejszym blaskiem.