Kolejny fenomenalny romans autorki Szpilek z Wall Street!
Erin Haines pracuje w firmie architektonicznej swojego ojca. Kobieta otrzymuje propozycję zaprojektowania drapacza chmur w samym sercu Chicago. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że inwestor postanawia powierzyć zadanie jeszcze jednemu architektowi.
Hudson Walters to trzydziestoośmiolatek, z którym Erin miała już do czynienia w przeszłości. Jeszcze podczas studiów odbyła u niego dwuletni staż, a ten okres mogłaby określić dwoma słowami: „totalna katastrofa”. Mężczyzna zachowywał się wobec niej opryskliwie. Zdarzyło się też, że nie podał jej ważnych informacji, przez co jej projekt wylądował w koszu.
Teraz ta dwójka będzie pracowała razem jak równy z równym, ale czy na pewno? Drobne uszczypliwości oraz utarczki słowne podsycają napięcie, które niespodziewanie pojawia się między Erin a Hudsonem. Co z tego wyniknie i kto tak naprawdę zasłużył na miano diabła?
Przez 25% książki była ona fajna, taka w sam raz na raz. Ale już po 50% trochę zaczęło się robić to schematyczne i nudne. Pod koniec uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie poznaliśmy żadnych pobocznych bohaterów, byli jedynie po to żeby ruszać akcje do przodu, nie można było wyczuć żadnych głębszych relacji. O tym, że jakaś laska jest najlepszą przyjaciółką głównej bohaterki dowiadujemy się bo tak mamy napisane, ale nie czuję tego po samych opisach i relacji. Rodzice Erin pojawiają się tylko po to żeby główni bohaterowie mogli się poznać, nawet pod koniec nie mamy pokazanego tego jak mówią o tym że są razem. Każda z tych relacji była jedynie dlatego, że autorka tak napisała, a nie bo można było to wyczuć w tym jak są oni napisani. Co do głównych bohaterów, bardzo płytko zostali opisani. Ich relacja przeszła w kilka minut z nienawidzenia siebie do pożądania bez jakichkolwiek sygnałów, że tak może być. Na plus długość książki, fajnie że nie była bez sensu przedłużana, a także to, że faktycznie fajnie było opisane to jak pracują nad projektem i w ogóle cała praca.
Mam trochę problem z ocenieniem tej książki, bo pod względem humoru jest świetna, rozbawiała mnę co chwilę i cała historia Erin i Hudsona jest naprawdę spoko zbudowana. Ale jeżeli chodzi o wątek tego, że są architektami, to jest taki bullshit, że mi się to w głowie nie mieści. I rozumiem, że pisarze nie mają pełnej wiedzy na inne tematy i na dodatek tu chodzi o projektowanie w innym kraju. Jednak za każdym razem krew mnie zalewała. Z jednej strony projektowanie było w tej książce niezwykle proste i jednocześnie najbardziej skomplikowane. Zastanawiało mnie jakie to obliczenia mogą im zajmować dwa tygodnie i do tej pory nie wiem xd Ale abstrahując już od bzdurnych wątków architektonicznych, to w pozostałych momentach bawiłam się świetnie.
Książki Igi Daniszewskiej mają w sobie coś takiego. Co sprawia, że każda historia spod jej pióra przypada mi do gustu. I jeszcze ani razu się nie zawiodłam. Tak też było i tym razem.
" I kto tu jest diabłem?" jest historią opowiadającą o Erin Haines i Hudsonie Waltersie. Jest to dwójka architektów, którzy muszą ze sobą współpracować. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że w przeszłości ta dwójka już się spotkała podczas stażu głównej bohaterki. I wspomnienia z tym związane nie należą do miłych. Nie są zachwyceni z tego powodu. Dziewczyna wie, że nie może zrezygnować z tego zlecenia. Jest to dla niej ogromna szansa by zaistnieć. I wie, że otworzy to jej wiele drzwi.
Ta historia jest przegenialna. Bawiłam się na niej bardzo dobrze. Od samego początku polubiłam głównych bohaterów. Byli różni. Byli bohaterami, którzy wiedzieli czego chcieli. Twardo stąpali po ziemi. I mówili wprost czego chcieli.
Ich wzajemne docinki, robienie sobie na złość było czymś co sprawiało, że miałam uśmiech na twarzy. I niejednokrotnie śmiałam się do samej siebie.
Iga przedstawiła relację głównych bohaterów w świetny sposób. Wszystko wydarzyło się naturalne. Ani razu nie odczułam podczas czytania, że coś dzieje się za szybko lub było zbyt sztuczne.
To jak ze strony na stronę ich relacja ulegała zmianie. Powoli się otwierali na siebie i powoli bycie w jednym pomieszczeniu nie było problematyczne.
Napięcie pomiędzy głównymi bohaterami i chemia były niesamowite. Wzajemnie ich coś do siebie ciągnęło. Na początku jednak walczyli z tym i próbowali się oszukiwać. Jednak w pewnym momencie to wszystko się kumuluje.
Nie brakuje też zwrotów akcji. Ta książka jest genialna. Przeczytałam ją w jeden dzień. Styl pisania autorki jest lekki i przyjemny. Uwielbiam tych bohaterów oraz cały zamysł na fabułę.
Ja polecam Wam sięgnąć po tą pozycję. Naprawdę warto.
Walorem najnowszej powieści Igi Daniszewskiej jest postać Erin Haines, jej pracoholizm, upór i złośliwość, nawet ataki paniki, sposób przeżywania traumy po katastrofie, w której uczestniczyła jako dziecko. Hudson Walters jest mniej przekonujący, a może po prostu trudniej mi było go polubić?
Przez dwa lata pracowała Erin na stażu studenckim w firmie architektonicznej Hudsona, który traktował ją gorzej niż podrzędną pomoc biurową, za co odpłacała mu się serią drobnych ale dość dokuczliwych poczynań. Teraz, po siedmiu latach, już jako dyplomowany architekt z niezłym dorobkiem, oddelegowana zostaje przez ojca, właściciela znanej chicagowskiej pracowni w której jest zatrudniona, do współpracy z Waltersem nad prestiżowym projektem. Zawodowo, o dziwo, dobrze się dogadują, ale stare pretensje dziewczyna skrzętnie w sobie pielęgnuje i daje im wyraz ze wzmożoną kreatywnością. Jednocześnie, jakżeby inaczej, szybko zaczyna działać chemia …
Już zajawka wydawnicza zawiera ostrzeżenie o „treściach nieodpowiednich dla osób poniżej szesnastego roku życia”. I rzeczywiście, na brak seksu narzekać nie można, jak to na erotyczny romans przystało. A że nie wszystkie praktyki, w jakich kochankowie się lubują, muszą się podobać - jak wiadomo, w tych sprawach nie ma sensu dyskutować o gustach! Trochę szkoda za to, że finał miłosno-życiowej rozgrywki miedzy Erin i Hudsonem - alias Lucyferem/Luckiem - został potraktowany, moim zdaniem, trochę po łebkach. Łącznie z zażegnaniem poważnego kryzysu, jaki omal nie doprowadził do zakończenia romansu, zanim doszło do happily ever after, i jaki obowiązkowo występuje we wszystkich powieściowych romansach.
Jednak nadal należy Iga Daniszewska do moich ulubionych autorek tego typu powieści, głównie z powodu okoliczności, w jakich osadza swoje historie miłosne.
Bardzo sympatyczna historia, dość szybka i świetnie przedstawiona, a najbardziej podobało mi się jak Erin cały czas dokuczała i na złość robiła Hudsonowi.
Przeczytać w jedno popołudnie, aby poprawić sobie dzień, znajdzie się nie tylko humor, ale i dość poważne treści, z których można wyciągnąć pewną naukę. Jest to oczywiście romans jak i lekka literatura, ale naprawdę ciekawie przedstawiona.
Jeśli szukacie czegoś co może Wam umilić czas, aby się odstresować to będzie idealna pozycja.
Bardzo podobał mi się pewien prawdziwy fakt wciągnięty w tę historię i to jak miał odniesienie do całej historii i bohaterów. Naprawdę książka do przeczytania.
„O co tyle krzyku, ludzie? – pytam – Czasem zmiany mogą wyjść na dobre!”.
Komedia, hate-love i age gap w jednym. Iga Daniszewska napisała książkę, która powinna być polecana każdemu na poprawę humoru, a na dodatek powinno się ją traktować jako przykład, że nigdy nie powinniśmy się poddawać pomimo rzucanych kłód pod nogi i sypanego piasku w oczy 😉 "Gdy rzuciłam mu wypowiedzenie na biurko, odezwałam się tylko jednym zdaniem: – Jeszcze o mnie usłyszysz, baranie". Wyobrażacie sobie spotkać na swojej nowej drodze zawodowej byłego znienawidzonego szefa? A na dodatek, dowiedzieć się, że projekt życia, który będziecie mogli zrealizować, aby wznieść się na wyżyny własnej kariery zawodowej, będziecie musieli wykonywać we współpracy właśnie z tym samym dupkiem, który przed laty całym sobą starał się w Was zniszczyć miłość do projektowania? Właśnie w takiej sytuacji znalazła się Erin. Radość z jej pierwszego indywidualnego projektu prysła jak bańka mydlana, gdy tylko usłyszała, że będzie musiała współtworzyć go z Hudsonem, mężczyzną, którego szczerze nienawidzi. Prędzej piekło zamarznie niż oni zaczną współpracować 💥 "Nie wspominając nawet o tym, że jej sarkastyczna i złośliwa strona znacznie się zaostrzyła. Zupełnie tak, jakby chciała mi pokazać, że tamta noc wcale na nią nie wpłynęła. A wpłynęła, bo nie zrobiłem dosłownie nic złego, a wszystkie moje ołówki zostały połamane, a długopisy w jakiś magiczny sposób zniknęły". Domyślacie się na pewno, że między bohaterami aż wrzało 🔥 Od początku widząc wzajemne nastawienie tej dwójki do współpracy wiedziałyśmy, że "to nie może się udać". Ona jest niezwykle ambitną kobietą, Panią architekt, rwącą się do pracy. Przyjdzie czas, że będzie musiała przejąć firmę po ojcu, więc chce rozszerzać swoje portfolio. Jej głowa jest pełna pomysłów, nie poddała się nawet, gdy od Hudsona – na którego pieszczotliwie mówiła „Władca piekieł”, usłyszała, że nigdy się nie będzie nadawać się do tej branży. Ale musimy powiedzieć, że ambicje idą w jej przypadku równo w parze ze złośliwością 🙈 To przebiegła lisica, podstępna i naprawdę kreatywna w swoich pomysłach, jakie wpadają jej do głowy, bez skrupułów utrudniając życie Hudsonowi. Jej psikusy szczerze nas rozbawiały, ale również wprawiały w podziw dla Hudsona, który codziennie bez zająknięcia potrafił znosić jej dowcipy 😁 Śledząc ich relacje, powiedzenie "kto się czubi, ten się lubi" jest jak najbardziej adekwatne do sytuacji. A na dodatek możemy powiedzieć, o tym jak silnie przyciągają się przeciwieństwa 😈 Hudson jest na ogół spokojnym mężczyzną, stracił jedynie cierpliwość do swojej byłej żony. Dla Erin ma osobne pokłady spokoju, które czasem udaje się dziewczynie zbyt mocno wykorzystywać 😁 Różnica wieku między bohaterami jest jeszcze silniej odczuwalna, gdy dowiadujemy się, że Hudson posiada nastoletniego syna. Miedzy Władcą piekieł, a Erin nie ma przepaści ale zdecydowanie są z różnych światów co sprawia, że iskry jakie się między nimi wytwarzają mogą doprowadzić albo do wypalenia albo wielkiego wybuchu 😈💥😁 Lucyfer zaskoczył nas w książce dwukrotnie, swoją nagłą pewnością siebie ale również też mniej pozytywnie, pokazując oblicze jakie dostrzegała przed laty tylko Erin. Władca piekieł lubił zagwiazdorzyć, ale na szczęście nie uszło mu to na sucho 😎😁 "– Uważasz, że mój projekt jest okej? – zapytała z niedowierzaniem. – Jest w porządku – oświadczyłem. – Mógłbym się pod nim podpisać i nie zwymiotować. – Dupek – syknęła, ale tym razem jej zmarszczone brwi były całkiem zabawnym kontrastem do różowych warg, które wyginały się w lekkim uśmiechu". O tej dwójce i ich przygodzie można by było by opowiadać godzinami ale nie chcemy zdradzać Wam szczegółów. Od nas powinniście wiedzieć, że przy książce nie sposób się nudzić, a z pewnością po przeczytaniu będziecie zachwyceni i polecicie ją również swoim znajomym ❤️ My bawiłyśmy się świetnie, nie mogąc oderwać się od lektury. Ten miks motywów sprawił, że powstała mieszanka wybuchowa pt. "Musisz to przeczytać", co pozwala nam na okrzyknięcie książki naszym #mustread i #musthave ❤️😁
Ta książka mnie po prostu położyła na łopatki. Uśmiałam się przy niej przeokrutnie i zdecydowanie zakochałam się w stylu pisania Igi Daniszewskiej. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i to jest bardziej niż pewne, że nadrobię jej poprzednie książki (mam przy tym nadzieje, że będą równie zabawne i gorące jak historia Erin i Hudsona oczywiście). Już sama okładka mnie do siebie przyciągnęła. Trochę zwlekałam z jej przeczytaniem, ale niestety życie bywa okrutne i nie chce dać mi więcej czasu, ale jak już zaczęłam ją czytać, tak strasznie ciężko było mi się od niej oderwać. Jak nie miałam możliwości czytania, to zakładałam słuchawki i słuchałam jej w audio podczas każdej podróży do pracy i z pracy (szkoda, że ta trasa zajmuje mi tylko 15 minut drogi - ale tylko w przypadku krótkiego słuchania szkoda 😜 teraz jak już jestem po lekturze droga zdecydowanie jest za długa😅).
Erin Haines to niezwykle ambitna architekta, która pracuje w firmie swojego ojca. Robiła ciekawe projekty, ale żaden z nich nie był na tyle fenomenalny, żeby dziewczyna stała się sławna. Ale w pewnym momencie los postanowił się do niej uśmiechnąć i Erin otrzymała propozycję zaprojektowania drapacza chmur w samym sercu Chicago. To była propozycja jej marzeń, która pozwoliłby jej się wybić i stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych architektek w kraju. Tylko, że jak się okazuje, inwestor zlecający to zadanie, chce aby oprócz Erin, był też drugi architekt, z którym ona ma stworzyć zespół i maja razem współpracować. Na domiar złego, jej wspólnikiem ma być znienawidzony przez nią mężczyzna. A mianowicie Hudson Walters, jej zmora z lat studiów, kiedy to wykonywała u niego staż, a on traktował ja jak najgorsze zło, a każdy jej projekt lądował w koszu, bo według niego brakowało mu elementów, o których ten nie uraczył nawet wcześniej wspomnieć. Czy tym dwojga uda się zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości i zgodnie razem współpracować? A może oboje zamiast podejść do tematu profesjonalnie, bardziej skupią się na swoich uszczypliwościach i niesnaskach?
Jestem zauroczoną całą tą historią! No dosłownie ją uwielbiam. Bawiłam się przy niej naprawdę niesamowicie. Co chwilę parskałam śmiechem na sytuacje, które miały miejsce miedzy dwójką głównych bohaterów. Bardzo podobała mi się postać Erin, jej uszczypliwości i "metody" robienia na złość Hudsonowi. I do tego jej odzywki, od których bolał mnie brzuch ze śmiechu. Ale Hudson był nie lepszy. Autorce doskonale udało się ukazać różnice wiekową w samym ich zachowaniu i choć momentami Hudson zachowywał się jak napalony szczeniak, tak pomimo wszystko jego postać była wyważona i bardzo dobrze wykreowana. Cała ich relacja, te uszczypliwości, powolne budowanie zaufania było zrobione tak jak być powinno. Do tego te pikantne sceny, które powodowały przyspieszone bicie serca. Ahh...normalnie jest zachwycona tą historią! Niesamowicie uprzyjemniła mi czas i wprowadziła koloryt do szarej rzeczywistości. Tych bohaterów nie sposób nie pokochać! Są wykreowani fenomenalnie! Styl pisania autorki jest tak lekki i przyjemny, że przy tej książce nie sposób się nudzić. Całą historie poznajemy z perspektywy obu bohaterów, także doskonale widzimy różnice w tym co myślą, a tym co robią. A powiem Wam, że nieraz wyprawiają takie rzeczy, że gorąco się robi przy samym czytaniu. Napięcie między nimi jest wyczuwalne przy każdej ich rozmowie, a jak już przyjdzie co do czego, to emocje czytelnika są nagrzane do odpowiedniej temperatury. Nieraz miałam wypieki na twarzy, oj nieraz 😅 Diabelsko dobra książka! Jeśli jeszcze nie czytaliście to koniecznie nadróbcie! A jak jesteście już po lekturze, to podzielcie się Waszymi wrażeniami!
"– Jeśli ja jestem diabłem, to w takim razie, kim jesteś ty?"😇
Moja relacja z komediami jest taka słodko-gorzka, kiedy widzę jakąś zapowiedź, to jednak często mam obawy. Kilka razy się zraziłam, bo moim zdaniem, bardzo łatwo jest przesadzić i zamiast komedii, z książki wychodzi jakąś krindżowa karykatura. Dlatego tak bardzo ulżyło mi, kiedy zaczęłam "I kto tu jest diabłem?" i okazało się, że w tym przypadku moje obawy totalnie się nie sprawdziły! Z drugiej strony mogłam się tego spodziewać, bo uwielbiam książki autorki i ewidentnie mamy podobne poczucie humoru. 😁 A o czym jest cała historia?
Erin to młoda architektka, pracująca w firmie ojca, który w końcu zlecił jej duży projekt. Tak duży, że inwestor postanowił rozdzielić go na dwie firmy i Erin będzie zmuszona do współpracy ze swoim byłym szefem. Hudson kilka lat wcześniej zmienił jej życie w piekło, ale tym razem dziewczyna się nie da. A właściwie, może ich role się odwrócą?😉 Poza zupełnie niewinnymi i tymi bardziej uporczywymi żarcikami, między tą dwójką nawiąże się jakaś nić porozumienia oraz... pożądania, któremu nie sposób będzie się oprzeć. 😊 Czy jednak to wystarczy, aby zakopać topór wojenny, zapomnieć o przeszłości i razem zmierzyć się z prawdziwymi przeszkodami?🤔
"Gdzieś tam w środku wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł, ale gdy dłonie Hudsona zaczęły sunąć po moim ciele, zdrowy rozsądek pomachał mi ręką i wyszedł, trzaskając drzwiami. Skurwiel nie obiecał nawet, że kiedyś wróci."
Ostrzegam, ta książka tak wciąga, że nie da się jej nie przeczytać na raz. 😁 Idealna, lekka, zabawna lektura z wartką akcją, naprawdę dobrym humorem, ale też kilkoma plot twistami, kilkoma bardziej wzruszającymi momentami i całkiem życiowymi problemami. Ciekawa fabuła, lubię wątki o architekturze, a tu w dodatku wszystko osadzone było w pięknym Chicago, do którego Iga umiejętnie nas przeniosła, choć wcale nie było tu nudnych opisów!😊 Uwielbiam bohaterki tworzone przez autorkę i Erin też zdecydowanie polubiłam! Charakter, żywiołowość, energia połączone z ambicją, pracowitością i wrażliwością to cechy, którym nawet taki (z pozoru) sztywny, nudny i poważny Hudson nie mógłby oprzeć.😁 Najbardziej spodobały mi się rozdziały właśnie z jego punktu widzenia, cudownie było zobaczyć Erin jego oczami. Zobaczcie sami!😊
"– Ktoś ci już mówił, że masz nie po kolei w głowie? – zapytałem, delektując się zapachem tej kobiety. – Po kim jesteś taką jędzą? Twoi rodzice wydają się bardzo sympatyczni. Erin rozchyliła usta i krótko mnie pocałowała, a następnie uśmiechnęła się moim ulubionym złośliwym uśmiechem i odpowiedziała: – Produkt z defektem. Jak większość środkowych dzieci."
Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej książki! Myślę, że byłaby idealna, bo ma w sobie wszystko, co dobra komedia romantyczna powinna mieć: humor, charakternych bohaterów, kilka plot twistów, dziwnych ex-partnerów (😁), a to wszystko w jakiejś fajnej scenerii, np. wśród chicagowskich kaczek (czy tam gęsi).😁 Bardzo polecam na poprawę humoru, na oderwanie się od rzeczywistości czy jakichś ciężkich gatunków. Nie polecam podczas lub przed lotem samolotem.😉 8/10🩵
"I kto tu jest diabłem?" to trzecia książka Igi Daniszewskiej, którą miałam okazję przeczytać. Twórczość autorki poznałam dopiero w zeszłym roku, ale zdecydowanie przypadła mi ona do gustu. Czy jej najnowsza książka również trafiła do grona lektur, które zaliczam do udanych? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Główną bohaterką historii jest Erin Haines. Dwudziestosiedmioletnia pani architekt, która pracuje w firmie swojego ojca i wreszcie ma szanse otrzymać projekt, którym zajmie się samodzielnie. Ku jej zdziwieniu, otrzymała jednak propozycję zaprojektowania drapacza chmur w samym sercu Chicago we współpracy z architektem z innego biura. Dla Erin jest to bez wątpienia szansa na wzniesienie swojej kariery na wyżyny, szkoda tylko, że jej współpracownikiem ma zostać jedenaście lat starszy Hudson Walters — mężczyzna, którego kobieta szczerze nie cierpi. Czy Erin da radę z nim pracować?
Jedno jest pewne. Kiedy ta dwójka znajdzie się w jednym pomieszczeniu, może wydarzyć się dosłownie wszystko. Czy Erin i Hudson odłożą na bok zatargi z przeszłości i stworzą wyjątkowe architektoniczne dzieło? Czy wszelkie uszczypliwości oraz utarczki słowne, przerodzą się w grę wstępną? Kto z tej dwójki okaże się prawdziwym diabłem? Po odpowiedzi na te pytania odsyłam Was do lektury.
Muszę przyznać, że podczas czytania tej publikacji bawiłam się dobrze. Bardzo podobały mi się wszelkie złośliwości, którymi Erin i Hudson dogryzali sobie podczas wspólnej pracy, ale w mojej ocenie było ich zdecydowanie za mało. W książce znalazłam kilka momentów, które aż prosiły się o to, by któryś z bohaterów wywinął coś drugiemu, więc trochę żałuję, że autorka bardziej nie rozwinęła tego wątku.
Iga Daniszewska przyzwyczaiła mnie do tego, że ma lekkie pióro, a jej książki to miejscami istny emocjonalny rollercoaster i w tej materii "I kto tu jest diabłem?" zupełnie nie odbiega od innych dzieł jej autorstwa, które miałam okazję czytać.
Bardzo podobała mi się również kreacja bohaterów. Erin i Hudson to dwie indywidualności, które mają zupełnie inne priorytety, ale razem tworzą niesamowity team, który idealnie się uzupełnia. Lubię postacie, które nie są zbytnio wyidealizowane i bardziej przypominają zwykłych ludzi, których można spotkać na ulicy każdego dnia. Dlatego cieszę się, że zarówno panna Haines, jak i pan Walters, czasem postępowali zbyt pochopnie, popełniali błędy i przede wszystkim uczyli się na nich i wyciągali wnioski ze swojego postępowania, by stać się nie tylko lepszymi ludźmi, ale również partnerami.
Jeżeli lubicie książki, w których nie brakuje zabawnych momentów i charakternych bohaterów myślę, że będzie to idealna lektura dla Was!
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki, Iga jest jedną z tych pisarek, po których książki sięgam w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Dlatego też nie mogłam sobie odmowić przeczytania książki "I kto tu jest diabłem?", która zainteresowała mnie swoim opisem i urzekła świetną graficzną okładką. Znajdziemy tutaj motyw enemies to lovers oraz age gap, które ja osobiście bardzo lubię! Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Ja pochłonęłam ją w jedno popołudnie i nie odłożyłam póki nie przeczytałam ostatniego zdania. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali bardzo dobrze wykreowani, to postaci bardzo autentyczne, dodatkowo nie są idealne, mają swoje wady i zalety, popełniają błędy i postępują pod wpływem emocji, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w wielu kwestiach podzielając podobne bolączki i dylematy moralne. Historia została przedstawiona z perspektywy Erin i Hudsona, co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą, z czym się zmagają, mogłam dowiedzieć się jakie wydarzenia z przeszłości odcisnęły piętno na ich obecnym życiu, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Oboje od pierwszych chwil zaskarbili sobie moja sympatię, oboje są mocno charakterni co doprowadzało do wielu zabawnych sytuacji i utarczek słownych, które wielokrotnie sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Ich relacja została naprawdę po mistrzowsku zaprezentowana, na każdym kroku dało się wyczuć wyraźną chemię między bohaterami co bardzo mi się podobało! Jedno mogę Wam zagwarantować czytając tą książkę na pewno nie będziecie się nudzić! Iga w interesujący sposób pokazała także pracę w firmie architektonicznej i co to się z nią wiąże. W książce idealnie równoważą się momenty pełne humoru i typowych potyczek słownych, z tymi zdecydowanie bardziej poważnymi. Autorka w swojej powieści porusza wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych kwestii, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas, co sprawiło, że ta historia wydała mi się jeszcze bardziej prawdziwa. Świetnie spędziłam czas z tą książkę i jej bohaterami. Nie mogę się już doczekać kolejnej powieści spod pióra autorki! Polecam!
Cześć, dzisiaj zapraszam Was do świata pełnego pasji, rywalizacji i niewypowiedzianych uczuć, przedstawionego w książce "I kto tu jest diabłem?"
Główna bohaterka Erin jest postacią, z którą wiele osób może się utożsamiać - ambitna, zdeterminowana, pracująca w firmie architektonicznej swojego ojca. Jej życie zawodowe przybiera nieoczekiwany obrót, kiedy otrzymuje propozycję zaprojektowania drapacza chmur. Wydaje się, że to szansa jej życia, jednak pojawia się przeszkoda w postaci współpracownika Hudson.
Hudson, trzydziestoosmioletni architekt, nie jest dla Erin obcą postacią. Ich wspólna przeszłość gdzie Erin odbywała staż pod jego okiem, była pełna napięć i nieporozumień. Iga umiejętnie oddaje dynamikę ich relacji, od niewinnych uszczypliwości do bardziej złożonych emocjonalnych konfliktów.
Ta książka to mistrzostwo w kreowaniu emocji, każda strona przynosi nowe zwroty akcji i głębokie uczucia. Historia skupia się na złożonej, ale niewiarygodnie porywającej dynamice między głównymi bohaterami. Ich wspólna praca nad projektem staje się metaforą ich złożonej relacji, pełnej napięcia i rywalizacji.
To, co wyróżnia tę powieść na tle innych romansów, to niezwykle inteligentny i błyskotliwy humor. Autorka zręcznie łączy lekkość romansu z głębią emocjonalną, tworząc niezapomniane wrażenia dla czytelnika. Dialogi między Erin a Hudsonem są iskrzące i pełne dowcipu.
Fabuła książki jest nieprzewidywalna i pełna niespodzianek. "I kto tu jest diabłem?" to nie tylko historia o budowaniu drapacza chmur. To także opowieść o budowaniu relacji, której fundamentem są przeszłe urazy i niechęć. Erin i Hudson przechodzą od uszczypliwości do nieoczekiwanego zrozumienia i bliskości. Ta książka to prawdziwy rollercoaster emocji!
To książka, która porusza, bawi i sprawia, że trudno się od niej oderwać. Autorka z niesamowitą precyzją oddaje złożoność ludzkich emocji i relacji, tworząc historię, która długo pozostaje w pamięci.
Podsumowując, książka ta to absolutny must-read dla fanów romansów. To opowieść o walce, ambicji, miłości i odkrywaniu siebie. Z całą pewnością zasługuje na miejsce na półce każdego miłośnika literatury. Jest to jedna z tych rzadkich książek, która z każdym przeczytanym zdaniem sprawia, że zakochujesz się w niej coraz bardziej.
Tę książkę miałam okazję przeczytać dzięki rozdaniu, które udało mi się wygrać. Niestety, nie potrafię sobie przypomnieć, u kogo dokładnie to było, za co bardzo przepraszam – ale z całego serca dziękuję, bo lektura okazała się naprawdę świetnym doświadczeniem. Historia Erin Haines od początku wzbudza ciekawość. Bohaterka pracuje w firmie architektonicznej swojego ojca i dostaje propozycję życia – zaprojektowanie drapacza chmur w samym centrum Chicago. Już samo to stanowi ogromne wyzwanie, ale na drodze staje jej ktoś, kogo najmniej spodziewała się ponownie spotkać. Hudson Walters, znany jej jeszcze z czasów studenckiego stażu, kiedy robił wszystko by zniechęcić ją do zawodu, teraz ma być jej równorzędnym partnerem w pracy. Od pierwszego spotkania między tą dwójką czuć napięcie. Docinki, słowne przepychanki i pełne ironii komentarze sprawiają, że nie sposób się nudzić. Ich rywalizacja w biurze przeplata się z rosnącą chemią, której żadne z nich nie potrafi zignorować. Autorka świetnie oddała dynamikę relacji, a także emocje towarzyszące bohaterom – od złości i frustracji po niepewne przyciąganie, które krok po kroku zaczyna dominować. To opowieść o ambicjach, o tym, jak trudno jest wymazać dawne urazy, ale także o drugich szansach, które czasami przychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. Historia lekka, zabawna, ale i pełna emocji – taka, którą czyta się z uśmiechem i ciekawością, co przyniesie następny rozdział. Polecam - świetna na poprawę nastroju ;-)
Cytaty: „- Nie masz ochoty wbić mi szpili? – zainteresował się. – Piekło zamarzło. – Czyli zmarzła ci dupa, kiedy byłeś w domu? – odcięłam się.”
„... na mojej ręce wylądowała duża, ciepła męska dłoń. Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie, choć gdzieś tam w głowie pojawiła się myśl, że jeśli Hudson będzie się nadal zachowywał w taki sposób, to może się okazać, że zacznę mieć poważny problem.”
Bałam się, że to będzie istna tragedia, ale się myliłam. Bardzo fajna fabuła, wszystko trzyma się kupy i ma ciąg przyczynowo-skutkowy. Bohaterowie mają sens i są przemyślani. Najważniejsze jest to, że nie 15 scen erotycznych pod rząd... Wszystko jest napisane ze smakiem. Btw. Okładka jest genialna, bardzo przypadła mi do gustu, przez co ocena ma o jedną gwiazdkę więcej ⭐️
3,5 Całkiem sympatyczny romans. Nie jest to nic odkrywczego. Idzie po schematach, przez co bywa czasem nudno. Jednak nie jest zła i czasem można się pośmiać, co jest dla mnie dużym plusem, bo większość romansów jest napuszonych i patetycznych. Jako audiobook do sprzątania jest w porządku.