Upalne lato roku 1963. Baza samochodowa na południowo-zachodnich krańcach Polski. Małe "poniemieckie" miasteczko w cieniu wznoszącego się na wzgórzu zamku Kynast. "Przypominający Alaina Delona i być może na niego upozowany", przezywany przez szoferów "hrabią", 20-letni Janek Ruczaj spotyka po latach swoją niegdysiejszą nauczycielkę i młodzieńczą miłość, niepokojącą, piękna Julię Neider. Wkrótce okazuje się, ze Julia pojawiła się tylko po to, by zniknąć. I to zniknąć przy pomocy Janka. Za tę pomoc zapłacą oboje gorzka cenę. Janek zafascynowany jest Hemingwayem (tę fascynację podzielał tez niegdyś Rylski) i przychodzi mu żyć w iście hemingwayowskim otoczeniu twardych mężczyzn. Staje się jednak uczestnikiem obcej mu gry, która go niszczy. Chce czy nie chce, musi wydać wojnę absurdowi istnienia. Opowieść rozpięta jest między rokiem 1948 a współczesnością. Opowieść, jak zawsze u Rylskiego, smakowita, pełna wirtuozerii języka i ukrytych sensów. Historia miłości. Historia powojennej Polski. Historia tęsknoty za tym, co nie może się ziścić.
Dwie części i 58 rozdziałów przeprowadzają czytelnika przez życie głównego bohatera - Janka Ruczaja. Ta powieść to dla mnie nostalgiczna pieśń za minionym czasem, kiedy młodemu człowiekowi wydawało się, że może niemal wszystko. A potem wikłał się coraz bardziej, krzepł w okrucieństwie, upodlił się, aż wreszcie zaczął mieć wszystkiego dość. Wycinek historii Polski w tle i w dodatku ten obrzydliwy, z czasów głębokiej komuny, choć potem zdaje się być w gruncie rzeczy tylko gorzej. Napisana piękną, niewspółczesną polszczyzną, z momentami wysokiego literackiego kunsztu - prawie poetyckimi.
Dla mnie to książka przedziwna. Przeżycia młodzieńca opisane w stylu hłaskowo-hemingwayowskim, dla mnie niestrawnym. Ale później młodzieniec zmienia się w mocno dojrzałego mężczyznę, który powoli przestaje być niezniszczalny, super męski i mega sprawny. I to już było ciekawe-jak się ten model bohatera rodem z powieści awanturniczo-przygodowej w duchu Hemingwaya będzie starzał. Nie bez pewnego uroku. Dla mnie książka na pewno poza czytelniczą "comfort zone".
Rylski o Rylskim? Dobra książka, choć nierówna. Świetna część pierwsza - "z bazy", potem różnie; współcześnie - rozczarowująco. Ale warsztat wciąż imponujący, mało kto tak dzisiaj pisze po polsku. Tym bardziej, że pisze wszystkimi zmysłami. Zamierająca umiejętność.