Znowu przeniosłem się w Appalachy. Do lasu. Wniknąłem w sensualną, gęstą od emocji i zapachów książkę Barbary Kingsolver, pozwalając, by jej opowieść mnie uwiodła. To historia trojga bohaterów, zmagających się ze swoimi lękami – samotnością, stratą, nieufnością wobec bliskości. Wszystko to można zamknąć w słowach: "utrata i nowy początek”. A w tle – upalne lato, ostre promienie słońca i natura – dzika, pulsująca, nieustępliwa.
Deanna Wolfe, biolożka i naukowczyni, czuje się częścią lasu, który chroni. Obserwuje i bada kojoty, powracające drapieżniki na "jej" terenie. Gdy w samotność kobiety wkracza myśliwy Ed, Deanna wie, że to spotkanie zmieni wszystko. Nie chce, by zakłócił jej wewnętrzny spokój, ale nie potrafi o nim zapomnieć. Z każdym dniem, z każdym krokiem wzdłuż tej samej leśnej ścieżki, otwiera przed nim serce, choć tak bardzo pragnie pozostać niezdobyta.
Nieopodal, na farmie, Lusa Maluf Landowski – potomkini polskiego imigranta – próbuje odnaleźć się w wiejskiej codzienności. Nieprzyzwyczajona do życia na roli, nagle zostaje sama, postawiona twarzą w twarz z dramatyczną utratą. I właśnie wtedy zaczyna dostrzegać, że wokół niej są ludzie, którzy mogą stać się rodziną i ziemia, która domaga się czułości. Dostała szansę zapuścić korzenie. Może nawet stać się matką – nie z obowiązku, ale z miłości.
Kilka mil dalej, stary, uparty rolnik Garnett, prowadzi ideologiczną wojnę ze swoją sąsiadką o pestycydy. On marzy o odrodzeniu amerykańskiego kasztanowca – ona żyje teraźniejszością. Ten pozornie osobny wątek, pełen humoru i złośliwości, spaja wszystkie opowieści, dodając im jeszcze jedną warstwę sensu i kontrapunkt dla młodszych bohaterów.
"Lato marnotrawnych” to powieść obyczajowa w najlepszym, najbardziej literackim wydaniu. Sceny zbliżeń są napisane ze smakiem i intymnością, jakiej chciałoby się więcej w literaturze – bez taniego erotyzmu, za to z klasą i prawdą. To książka o czułości – do zwierząt, do przyrody, do drugiego człowieka. O tym, że czasem wystarczy zostawić serce na kamieniu i pozwolić, by ktoś się nim zajął.
Kingsolver z mistrzostwem snuje opowieść zawieszoną między dramatem a lirycznym spokojem. Doceniam tę niespieszność, bogactwo biologicznych szczegółów i emocjonalną głębię. To idealna lektura na lato – i chyba urzekła mnie nawet bardziej niż "Demon Copperhead”, wobec którego miałem raczej zbyt wygórowane oczekiwania.