Zbiór reportaży o Bieszczadach w czasach PRL-u. Prawdziwe, w większości mało znane historie i anegdoty oparte na dokumentach i wywiadach ze świadkami tamtych czasów. Dygnitarze partyjni i łowcy węży, zmiany nazw wsi i zima stulecia, wiece przyjaźni i strajki, tajemnicze mogiły i ośrodki rządowe, pomnik Stalina w Ustrzykach i wysiedlenia mieszkańców Soliny. Polowania, górale i bieszczadzki „pan na włościach” w randze pułkownika. 21 barwnych opowieści splecionych losami nietuzinkowych postaci.
Świetny zbiór opowiadań z czasów PRL-u o tym jak wyglądało życie w Bieszczadach. Poszczególne rozdziały zostały przedstawione w formie wypowiedzi ludzi związanymi z tym terenem.
Co tam znajdziemy? Oj, naprawdę sporo. Dowiemy się , jak wyglądały czasy zaraz po zakończeniu wojny, relacje między polskimi a radzieckimi, a później ukraińskimi pogranicznikami, którzy brali w areszt konie i krowy, nielegalnie przekraczające granicę. Kto przyjeżdżał w góry, a czasem osiedlał się, po akcji "Wisła" i jak organizował sobie życie. Czasem byli to ludzie, którzy chcieli zniknąć z socjalistycznego systemu. Podejrzymy, jak wyglądały warsztaty kowbojskie, budowa Zalewu na Solinie, polowania na niedźwiedzie i wiele, wiele innych historii, np. o żubrze Pulpicie.
Najzabawniejszy dla mnie był rozdział, opisujący wybudowanie kościoła w ciągu jednej nocy. Choć brało w tym udział od 500 do 800 osób, w zeznaniach na milicji wszyscy zgodnie twierdzili, że nie mieli pojęcia, kto to zorganizował, a oni sami znaleźli się na miejscu budowy zupełnie przypadkowo.