Książę Guang, latami więziony i tresowany jak zwierzę, miał nienawidzić swoich rodziców i wszystkiego co żyje. Miał być śmiertelnie niebezpiecznym szaleńcem, którego za wszelką cenę trzeba pokonać i zabić. Najlepiej rękoma przybysza, którego po wykonaniu zadania będzie można bez żalu poświęcić. Spisek wydawał się doskonały. Jednego tylko spiskowcy nie przewidzieli - tego, że Olaf Rudnicki ma serce. I rozum. I umie używać obu.
Urodził się 14 kwietnia 1965 roku. Ukończył studia historyczne, po czym podjął pracę w szkole. W międzyczasie współpracował z kilkoma czasopismami, w których publikował artykuły historyczne, a także związane z pewnymi aspektami sztuk walki m.in. na temat walki nożem i okinawańskiego karate. Interesował się działaniami służb specjalnych. W roku 2001 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie historii, a w 2006 zadebiutował w "Nowej Fantastyce" tekstem "Pierwszy krok", rozwiniętym w wydaną z poczatkiem 2008 roku powieść pod tym samym tytułem. W NF ukazało się także kilka innych jego opowiadań i artykułów publicystycznych. W "Science Fiction & Horror" (wrzesień 2007) pojawiło się opowiadanie "Alchemik", będące fragmentem "Chorągwi Michała Archanioła", kolejnej powieści autora (obie wydane nakładem Fabryki Słów). Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.
Ocena wynikająca ze złości i frustacji. Nie wciągnęła. Cały świat bardzo słabo zbilansowany. Rudnicki, po krótkim czasie przebywania w świecie, pokonuje przeciwników którzy są opisywani jako potężni trenujący setki lat. Jego magia zwiększa się z każdą sekundą - pojawiają się kolejne imiona wrogów a my w sumie z góry wiemy, że Rudnicki (oczywiście przerażony i żegnający się z życiem) pokona ich bez większych problemów. Każda postać poboczna jest bardzo silna, zawsze daje mądre i celne uwagi, a mimo że już 3 tom to Rudnicki porusza się jak dziecko we mgle i na każdym krku uczy się czegoś nowego - jak na 3 tom to trochę już za dużo tego. No i oczywiście, czego by nie zrobił to przeżyje, zabije tysiące żołnierzy wroga i zdobędzie pozycję władcy czy dowódcy, o której parę chwil temu nawet nie wiedział że istnieje. Straszne to naiwne i dziecinne. Wrogów jest zawsze tysiące, zawsze padają setki zabitych, mimo że w ich szeregach są zawsze wszyscy "naj". Armie wroga, liczące zawsze setki tysięcy, mają w swoich szeregach świetnie wyszkolonych weteranów, którzy padają jak mrówki podczas zabawy pięcolatka. Wrogowie niczego się nie uczą i cały czas jedyna strategia to nacieranie masą mięsa. Zero refleksji, że po drugiej stronie stoi "overpowered" Rudnicki. W sumie większość przeciwników to takie słupy. Nie mamy jakiegoś wielkiego antagonisty, wszyscy w Białym Chanacie żyją tylko po to by zostać zabitym przed Olafa. Większość dialogów mam wrażenie jakby się powtarzała i była pisana wedle tego samego schematu. I taki kolejny minusik - w każdej lokalizacji gdzie jest Olaf, jakaś kobieta będzie mu się pchała do łóżka lub coś "zalotnie sugerowała". Wątek Samarina ciekawszy i bardziej mi się podoba. Więcej humoru, intryg. Szkoda że jest go tak mało w porównaniu z Olafem, więcej Saszki na pewno by podniosło ocenę. Mega regres. Materia Secunda nie dorasta do pięt Materia Prima. W Materia Prima byłem wciągnięty cały sobą, z Secunda czytałem... w sumie sam nie wiem po co. Cały ten świat zbudowany na odwołaniach do Dalekiego Wschodu - nie kupuje tego, w ogóle to mnie nie wciągnęło. W pierwszej trylogii postacie poboczne były dużo ciekawsze, siła wrogów Rudnickiego i Saszki lepiej zbilansowana co dawało, więcej emocji, sama akcja była lepiej zawiązana. Połknąłem wtedy 3 tomy jeden za drugim, ledwo pamiętając by oddychać w trakcie. W drugiej trylogii mamy cały czas schemat, gdzie Olaf gdzieś idzie, z wielkim wysiłkiem pokonuje armię wrogów (co trwa moment) po czym zdobywa stanowisko najwyższego z najwyższych, którego nie chce, ale z ciężkim sercem musi przyjąć. Rozpisałem się, ale to z żalu jaki regres zaliczyła cała ta seria. Totalnie nie przypadł mi do gustu kierunek w jakim poszła ta historia... Kocham Olafa i Saszkę, ale "Sługa Cesarstwa" jest najsłabsza z całej "Materia Secunda".
„Sługa cesarstwa” to ostatni tom drugiego już cyklu o Olafie Rudnickim. Zakończenie naprawdę świetnej i intrygującej przygody, pomimo, że Olaf sam w sobie miał zdecydowanie za dużo szczęścia i farta w swoim życiu. Jednak czy to źle? Nie bo czytając te książki, czułam się naprawdę komfortowo! Polubiłam bohaterów, świat stworzony przez autora i te wszelakie niebezpieczeństwa, które stały na drodze bohaterów.
Przeczytałam ją praktycznie jednym tchem, gdzieś tam pomiędzy rozdziałami podsłuchiwałam w audiobooku (Polecam! Lektor świetny!) I wciąż mi mało. Adam Przechrzta ma świetny styl, umie zaciekawić czytelnika i zatrzymać go ze sobą na dłużej.
Myśle, że jeżeli zrobicie choć jedno podejście do książek autora to przepadniecie i sięgniecie po kolejne. Uzależniają i zaspokoją Waszą potrzebę przeczytania dobrej fantastyki.
Nie chce za dużo zdradzać, ze względu na to, że jest to trzeci tom i to bezpośrednio powiązany z poprzednimi, ale koniecznie dajcie szansę Olafowi!
Fajna seria, dobre zakończenie, ale możnaby wymyślić lepsze zakończenie bitew, niż to że mdleje i budzi się cały i zdrowy po zwycięstwie. Mimo wszystko wciągająca seria, polecam
Na wieść o kolejnym spotkaniu z Rudnickim i Samarinem w trzeciej odsłonie cyklu Materia secunda pod tytułem Sługa cesarstwa, prawie podskoczyłam z radości. Z drugiej strony zdałam sobie jednak sprawę, że to już koniec trylogii i gdzieś z tyłu głowy pojawiło mi się pytanie. Czy Adam Przechrzta uraczy nas kolejnym spotkaniem z wyżej wymienionymi panami w Materia tertia? ;)
Książę Guang. Pycha kroczy przed upadkiem. Książę Guang, latami więziony i tresowany jak zwierzę, miał nienawidzić swoich rodziców i wszystkiego co żyje. Miał być śmiertelnie niebezpiecznym szaleńcem, którego za wszelką cenę trzeba pokonać i zabić. Najlepiej rękoma przybysza, którego po wykonaniu zadania będzie można bez żalu poświęcić. Spisek wydawał się doskonały. Jednego tylko spiskowcy nie przewidzieli – tego, że Olaf Rudnicki ma serce. I rozum. I umie używać obu.
Olaf Rudnicki level nieśmiertelny. ;) Po dwóch poprzednich odcinkach chyba w sumie nie mam nic nowego do dodania, jeżeli chodzi o moją wspólną „zabawę” z Rudnickim i Samarinem. ;)
Na placu zabaw u pana alchemika, który „rozrabia” wciąż w innym wymiarze, wiele się dzieje. Dynamiczne walki, pałacowe intrygi i inne zakulisowe smaczki, doprawione świetnie wykreowanym światem i dużą dawką magii, wciąż robią świetną robotę i dają niezwykłego „powera” całej historii.
Jedyni, co może coraz bardziej uwierać, to wzrost poziomu nieśmiertelności Olafa. Ten nie dość, że z każdej sytuacji wychodzi niemal (podkreślam niemal) bez zadrapania, to jeszcze okazuje się być geniuszem nad geniuszami. Prześciga niejednokrotnie swoimi nowo nabytymi/odkrytymi umiejętnościami mistrzów, którzy przez lata szlifowali swoje skille, które ten w cudowny sposób opanowuje w przysłowiowe pięć minut.
Co się tyczy zaś Samarina, to w tym odcinku nie odgrywał on znaczącej roli. Owszem coś tam „pokręci się” przy cesarzu, pobawi przy enklawie, ale poza tym, że nie wnosi żadnego powiewu świeżości do tego odcinka.
Za to jego miejsce „przejmuje” fajnie wykreowana nowa postać — książę Guang. Ten nie tylko popisuje się swoimi skillami, ale także ma charakterek i humor, który rozwija się z każdą kolejną stroną książki.
Dlatego mimo trybu nieśmiertelności głównego bohatera, wciąż mam radochę, czytając o kolejnych poczynaniach fajnie wykreowanych bohaterów. Zaś magia, azjatyckie klimaty i wszelkiej maści intrygi są doskonałym dodatkiem, do fajnie przemyślanej historii.
Gorąco polecam całą serię z Samarinem i Rudnickim, wszystkim miłośnikom lekkiej i magicznej fantastyki.
Adam Przechrzta wie jak zasmucić fanów Rudnickiego… „Sługa cesarstwa” jest ostatnim tomem trylogii Materia Secunda, ciężko się z tym pogodzić, bo seria ta dowodzi, że polscy autorzy fantasy mają bardzo dużo do powiedzenia, a ich książki niczym nie różnią się od zagranicznych. Cała trylogia jest bardzo wciągająca, akcja goni akcję, bohaterowie są konkretni, wyraziści.
Alchemik Olaf Rudnicki ma za zadanie poskromić syna cesarskiej pary – Księcia Guang. Jest to nie lada wyzwanie, ale po dłuższym poznaniu jego zdanie na temat księcia zmienia się. Książęca historia złamałaby niejedno serce. Równolegle poznajemy również historię Aleksandra Samarina, jego małżonki i córek Olafa. Książka przepełniona jest intrygami, scenami walk, czarnym humorem i ciekawostkami historycznymi. Jesteśmy światkami również ogromnej przemiany jaka zachodzi w Rudnickim, staje się legendarną postacią Wielkiej Chan, a kiedyś jego umiejętności i energia chi była na bardzo niskim poziomie.
Trzeba zaznaczyć, że nie polecałabym tej serii osobom, które nie miały wcześniej do czynienia z fantasy. Jest ona skierowana zdecydowanie do osób, które są obyte z tym gatunkiem.
Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze niejedną okazję, żeby przeczytać książki Adama Przechrzty osadzone w tym uniwersum.
Dość słabe zakończenie całkiem udanej serii. Deus ex machina goni Deus ex machina, wątki kończone jak brzytwą uciął. Część „chińska” książki, w której toczy się akcja dużo słabsza od tej „rosyjskiej”.
Najsłabsze jest chyba to, że ktoś z obcego świata, zupełnie wbrew wielowiekowym zwyczajom, nagle bez niczego łamie wszytskie konwenanse i zostaje 2. osobą w państwie. Jest to trochę brak szacunku dla czytelnika
"Sługa cesarstwa" to finałowy tom cyklu Materia Secunda Adama Przechrzty. Autor stworzył niezwykłego bohatera oraz uniwersum, które ciągle można ożywiać na nowo. W pierwszej trylogii - Materia Prima przedstawił alternatywną wersję Europy z XX wieku - wersję nakreśloną nie tylko według zasady "a co by było gdyby dodać magicznej alchemii", ale także ukazującej inny przebieg wydarzeń znanych z historii. Zaś w Materia Secunda zaproponował alternatywny, równoległy świat, który do dobrze znanych elementów dodał azjatycką "magię" (taoistyczną energię) i nowe intrygi. Tym samym każda z trylogii jest niezwykle ożywcza, posiadająca elementy wspólne (alchemika Olafa Rudnickiego czy przeklętych), jak i zupełnie nowe. Jeśli dodamy do tego sporo akcji, intryg, humoru i charyzmy głównego bohatera, otrzymamy mieszankę idealną - bo z potencjałem na kolejne odsłony, na co bardzo liczę, bo najsmutniejszym elementem tej książki jest słowo "koniec" na 528 stronie, kiedy chciałoby się czytać więcej!
"Sługa cesarstwa" to powieść, która spełniła wszystkie moje oczekiwania względem finałowego tomu. Już od pierwszych stron jesteśmy porwani przez akcję, wszystkie wątki zostają rozwiązane, a zakończenie pozostawia uczucie satysfakcji - a jednocześnie jest uchyloną furtką na dalsze przygody Olafa Rudnickiego i jego starej oraz nowej rodziny. To cykl, w którym nie dostrzegam żadnych większych wad: dopracowany świat, pełen intryg i jakże ożywczej dla fantastyki inspiracji kulturami Dalekiego Wschodu (ileż można czytać o światach inspirowanych europejskim średniowieczem!), świetnie wykreowane postacie, a także relacje między nimi i zwyczajnie wciągająca fabuła. To wszystko stanowi gwarant dobrej zabawy oraz tego, że seria ta zostanie z nami na dłużej - wyróżniając się na tle innych powieści fantastycznych.
Cykl Materia Secunda zdobył moje serce czerpiąc inspiracje z taoizmu, konfucjanizmu i historii starożytnych Chin, by zbudować alternatywny świat Nefilim i cesarstwo Wielkiego Han. Pozwoliło to na ciekawe rozwinięcie wątków związanych z magią - wewnętrzną energią, którą można odpowiednimi praktykami zwiększać, ale także wyczerpywać, a także z intrygami politycznymi. Kultury azjatyckie do perfekcji opanowały grę pozorów, posiadanie "twarzy publicznej" i ukrywanie prawdziwych uczuć i intencji. W tym jakże różnym świecie musi odnaleźć się alchemik Olaf Rudnicki, a my razem z nim - co nie pozwala na nudę! Przenoszenie się co jakiś czas do opowieści z "naszego" świata stanowi ciekawy kontrapunkt i w myśl taoistycznej harmonii nie wyklucza się, ale stanowi dopełnienie wątków świata alternatywnego.
Drugim filarem powieści są bohaterowie - niezmiennie świetnie wykreowani, a także dynamika relacji między nimi. W tym tomie dowiadujemy się więcej chociażby o księciu Gunagu, którego wątek jest naprawdę interesujący: niebezpieczny następca tronu, którego Rudnicki musi w jakiś sposób "ujarzmić" - a wpierw przedrzeć się przez pajęczą sieć pogłosek o księciu, by odkryć kim jest naprawdę. W rozwój kreacji głównego bohatera wkradły się inspiracje kinem wuxia, co dla mnie jest ogromnym plusem: są to opowieści o szlachetnych wojownikach, którzy przekraczają granice ludzkich możliwości, a swoje umiejętności wykorzystują by pomagać innym. Można się doczepić, że Rudnicki zbyt szybko staje się mistrzem, a "pancerz fabularny" chroni go w każdym starciu - jednak liczne zwroty akcji pozwalają nadal czerpać ogromną przyjemność, nawet jeśli z góry wiemy, że bohaterowi musi się jakoś udać.
Oceniając całość, cykl Materia Secunda to świetna lektura, która z tomu na tom stawała się coraz lepsza. Śmiało można czytać ten cykl bez znajomości Materia Prima, na co pozwala osadzenie akcji w nowej rzeczywistości, którą poznajemy razem z bohaterem. Autorowi nie brakuje kreatywności i jego powieści wyróżniają się na tle "typowej" fantastyki, mając w sobie to coś. Całość jest napisana lekko, z myślą by dostarczyć rozrywki - ale za to jakiej rozrywki! Od początku do końca czyta się z ogromną przyjemnością, a inteligentny humor i świetne dialogi równoważą sceny walki pełne przemocy. Cykl, który można czytać dla samego charyzmatycznego Rudnickiego, który potrafi zdobyć sympatie innych bohaterów oraz inteligentnie wykorzystać oferowane mu przez siat, w którym się znalazł możliwości, by osiągnąć swój najważniejszy cel: ochronić rodzinę. Z drugiej strony cykl można czytać także dla samej fascynującej kreacji świata, który i w trzecim tomie potrafi Rudnickiego zaskoczyć. Polecam każdemu miłośnikowi fantastyki!
Ciężko mi jednoznacznie ocenić Sługę cesarstwa. Poniżej postaram się odpowiedzieć dlaczego.
Zacznę od tego, że jestem fanem twórczości Adama Przechrzty. Zwłaszcza cyklu o Razumowskim. To taki nasz polski Jack Reacher i za każdym razem bardzo lubiłem śledzić jego poczynania. To, co trochę zaczęło mi przeszkadzać w tym cyklu to pojawienie się dalekowschodnich, mistycznych klimatów i zmiany Razumowskiego ze „zwykłego” żołnierza, w kogoś z prawie super mocami. Dlatego też, nie polubiłem się kompletnie ze światem wykreowanym w trylogii Materia Secunda. Cieszy mnie, że autor zmienia rejony swojej twórczości i może napisać coś świeżego. Zwyczajnie ten cały kreowany na dalekowschodni setting fantasy mnie nie zainteresował. Jako fan gatunku fantasy i dobrze wykreowanych światów przedstawionych, uważam że ten Adama Przechrzty jest za bardzo chaotyczny. Przez to, że nasz Olaf Rudnicki musi być totalnym badassem i praktycznie z zera, staje się od razu niemal niepokonany, mam wrażenie że autor nagminnie nagina prawa tego świata pod niego. Już w drugim tomie przestałem się przejmować, co w tym świecie wolno, czego nie. Ile lat zajmuje komuś osiągnięcie poziomu mistrzowskiego w danej dziedzinie magii lub walki bronią białą. Olaf zawsze okazywał się wybrańcem, z wyjątkowym talentem. To, co innym zajmowało dziesiątki lat, nasz alchemik praktycznie opanowywał z miejsca. Jestem świadom, że to świat fantasy, ale on też ma swoje wewnętrzne prawa. Rudnickiego te prawa nie obowiązywały. A plot armor nosił już tak silny, że absolutnie nie czułem w żadnym momencie finału trylogii Materia Secunda jakiejkolwiek stawki. Bo ochronna fabularna zbroja nie tylko obejmowała Rudnickiego, ale też każde przedsięwzięcie, w które był zaangażowany. Nasz alchemik nie mógł więc przegrać walki, bitwy a już na pewno nie finałowej potyczki. I za to autor ma duży minus. W Materia Secunda wolałem przygody Samarina, bo miały w sobie jeszcze ducha Razumowskiego i powieści przygodowo-sensacyjno-historycznej. Niestety dla mnie, w Słudze Cesarstwa jest go bardzo mało i jego historia kończy się potężnym deux ex machina. Możecie się domyślić w jakiej osobie.
Ktoś mógłby zapytać, to po co chłopie się męczyłeś, skoro tak ci się nie podobało. Otóż, mimo wymienionych przeze mnie wad to po pierwsze nadal Adam Przechrzta. Po drugie, to co ja uznałem za wadę, komuś może się zwyczajnie podobać. Sługa cesarstwa to dobrze napisana powieść. Autor nie schodzi poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił czytelnika. Mocną stroną powieści jest właśnie akcja. Wystarczy zawiesić niewiarę, przywyknąć do niezniszczalności Olafa i dać się ponieść historii. Dodatkowo autor jak zawsze przemyca mało znane historyczne ciekawostki, które objaśnia szerzej na końcu książki. Sługę cesarstwa, jak i całą Materia Secunda, czyta się dobrze. To idealna, lekka lektura na zbliżające się wakacje. Lektura, która nie pozwoli się nudzić i która nie obraża inteligencji czytelnika. Wystarczy, tak jak wspomniałem wyżej, nie analizować za dużo, tylko ponieść się wirowi akcji.
Podsumowując, doceniam że Sługa cesarstwa to solidna powieść, miksująca fantasy w dalekowschodnim settingu z bardziej historyczno-przygodowym wydaniu. Mnie jednak nie do końca odpowiada wykreowany przez autora świat oraz naginanie jego zasad pod głównego bohatera. Zdecydowanie marzy mi się Adam Przechrzta w bardziej przyziemnym wydaniu. Z chęcią przeczytałbym ponownie powieść przypominającą pierwsze książki w cyklu o Razumowskim. Mniej elementów fantastyki, więcej przygody i sensacji.
Seria tak słaba, że ciężko od czegoś zacząć, a ostatni tom przebija pozostałe. Dawno nie czytałam książki, która miałaby tak płaskich, jednowymiarowych bohaterów, a fabułę tak płytką, że zdaje się zlepkiem pomysłów na to co mogłoby się znaleźć w prawdziwej książce. Rozwój postaci nie występuje - po prostu z każdą stroną ich umiejętności są coraz większe. Kolejna armia (tysiące tysięcy żołnierzy... bez kozery można było dać milion!), której NIKT nie pokona i "przyjdzie im zginąć", tylko, że nie - wrogowie są rozbijani bez większego problemu. Rudnicki głównie wzdycha i klnie pod nosem, kiedy inni patrzą na niego z uwielbieniem. Oczywiście w przerwach między ratowaniem świata ratuje kobiety i sieroty... Dialogi? Momentami wydawałoby się, że wzięte żywcem z filmów dla dorosłych... Wiele scen było po prostu żenujących. Mam wysoką tolerancję dla słabych książek (rzekłabym, że nawet sporo ich czytam), ale ta seria wybitnie mnie zdenerwowała swym zmarnowanym potencjałem. W tym samym czasie kończyłam czytać ostatni tom Viriona (Legion) i może tym bardziej porównanie wypada na niekorzyść alchemika... *spoiler* Rzucona dwadzieścia lat temu legenda o pokonaniu legionu Moy dała się rozwinąć w niesamowicie wciągającą historię, która przede wszystkim nie była głupia i naiwna. Takie książki jak opowieść o Rudnickiem (wciąż utrzymuję, że to nie jest powieść - po prostu zebrane pomysły na fabułę, momentami nawet nie szyte grubymi nićmi) można było zaakceptować 30 lat temu. Nie każdy musi tworzyć świat i historię na miarę Sandersona, ale są pewne granice.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Bardzo lubię styl Adama Przechrzty, uwielbiam obydwa cykle o Opłacie Rudnickim, dlatego nie mogłem doczekać się lektury powieści kończącej "Materia secunda". Od samego początku wiedziałem, że się nie zawiodę, a czas poświęcony na czytanie tej książki będzie czasem spędzonym przyjemnie. Czy po skończeniu tej pozycji mogę powiedzieć, że się myliłem? Oczywiście, że nie!
Fabuła, jak to bywa w książkach Przechrzty, od samego początku bywa wciągająca i naszpikowana akcją oraz emocjami. Zdecydowanie jest to książka dla osób, które lubią dużo opisów krwawych starć. Oprócz tego są jednak intrygi, carska Rosja w pełnej krasie i Okoniowa, która nie da sobie w kaszę dmuchać.
Bohaterowie, Olaf Rudnicki i hrabia Samarin jak zwykle trzymają poziom i nie wiem czy da się ich nie lubić i im nie kibicować. Pojawiło się również trochę nowych, równie ciekawych postaci, które wcale nie są tłem dla wydarzeń.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to końcówka, w której mam wrażenie, że autor poszedł na skróty i bardzo enigmatycznie opisał jedną ze scen.
"Sługa cesarstwa" to powieść naprawdę bardzo dobra i cieszę się, że mam ją na swojej półce. Teraz tylko dorwać ponownie Adama Przechrztę, żeby podpisał również i tę część. Więcej recenzji znajdziecie na moim Instagramie @chomiczkowe.recenzje, gdzie serdecznie zapraszam.
Pierwsza trylogia książek (Materia Prima) o Olafie Rudnickim była dla mnie czymś wyjątkowym. Zachwyciłem się tym światem od pierwszej strony i oczekiwanie na premiery kolejnych części dłużyło się niemiłosiernie. Przy premierze drugiej trylogii (Materia Secunda) już tak zachwycony nie byłem . Dalej była to bardzo dobra lektura jednak do wybitności jej sporo brakowało. Jak więc wypada zakończenie tej serii?
Olaf Rudnicki w końcu zaskarbia sobie przychylność cesarza i zostaje tytułowym sługą cesarstwa. Jak łatwo można się domyśleć to zaufanie nie jest wieczne i nieograniczone co zresztą nasz główny protagonista wielokrotnie podkreśla w rozmowach z innymi ludźmi martwiąc się o to czy przypadkiem jego głowa nie skończy nabita na jakiś pal a misja z jaką wyprawił go cesarz nie zakończy się zaraz po jej rozpoczęciu.
Całość okraszona jest wieloma intrygami, spiskami i nawiązaniami do wydarzeń z historii cesarstwa. Olbrzymią rolę pełni tutaj wątek militarny ponieważ Olaf chcąc nie chcąc zostaje również dowódcą wielkiej armii. Dzieje się dużo a trup ściele gęsto. Dla fanów autora jest to pozycja obowiązkowa. Jeżeli jednak jeszcze nie mieliście okazji poznać Olafa Rudnickiego to koniecznie musicie to uczynić. Pamiętajcie jednak, żeby zacząć od pierwszej trylogii (Adept, Namiestnik, Cień). Polecam, na pewno się nie zawiedziecie.
W sumie ocena całej drugiej trylogii. Czytało się fajnie. Ale główny bohater ma syndrom. W sensie on nie potrafi zrobić nic źle, bo od razu jest ratowany przez wszystkich i jednak jest super kozakiem i może mówić do cesarza po imieniu bo nawet nie jest wyjaśnione jak z nikogo stał się trzecią osobą w państwie. Pierwsza trylogia była lepsza. PS: justice for Natalia, ona nie musiała umierać
This entire review has been hidden because of spoilers.
Chyba najlepsza część. A na pewno najbardziej dynamiczna. Zastanawia mnie tylko kilka rozpoczętych wątków, które urywają się jakby zniknęły dopiero w edycji. No, chyba że są zostawione na czwarty tom cyklu?
Jak zwykle było solidnie, chociaż walki zaczęły odpływać w rejony skali której nie da się sobie wyobrazić. Ta seria już długo nie wytrzyma ciągłego przyrostu mocy. Wystawiam 4 z sentymentu do pierwszej trylogii oraz w nadziei na lepszą przyszłość.
Bardzo lubię postać Rudnickiego, jednak w tej ostatniej części to zaczęło być już strasznie nudne, że stał się taki potężny i każdy problem jest rozwiązany w 5 minut
Za co tak bardzo cenię serię Materia Secunda? Za to, że daje mi poczucie oderwania się i przeniesienia do dwóch alternatywnych rzeczywistości w jednym świecie. Za to, że pozwala mi spędzić czas w rewelacyjnym towarzystwie doskonałych bohaterów - Rudnickiego i Samarina. Za to, że w mojej wyobraźni rozgrywają się wielkie bitwy z domieszką magii. Ta seria ma wszystko czego szukam w fantastyce, tak po prostu! Dziękuję @fabrykaslow i @polacyniegesi za możliwość recenzji i dokończenia swojej przygody z Materia Secunda. Pełna recenzja na www.polacyniegesi.com
Musiało mi to zająć prawie pół roku, ale wreszcie doszłam do wniosku, co mi z tą książką (i wgl z całą trylogią Materia Secunda) nie pasowało.
W przeciwieństwie do wielu opinii wstawionych tutaj, nie mam problemu z chińskimi inspiracjami, które postanowił wykorzystać Przechrzta (research nie był aż tak zły, jak się tego spodziewałam po polskim autorze, ale cóż, jako osoba zawodowo zajmująca się Chinami, zawsze się do czegoś przyczepię).
Mam natomiast problem z tym, co autor zrobił tutaj z Rudnickim. W porównaniu z trylogią Materia Prima wydał mi się jakiś… wyzuty z ludzkich uczuć? Wpisujący się w kryteria typowego Garry’ego Stu (męskiej wersji Mary Sue)? Bardziej zachowujący się jak postać z gry RPG niż pełnokrwisty bohater? Im dalej, tym bardziej donosiłam takie wrażenie.
Bo serio, to historia o typie, który trafia do równoległego świata, który jest niesamowicie odległy językowo i kulturowo od jego rzeczywistości, a nie dość, że błyskawicznie uczy się lokalnych zwyczajów i języka (co ja, jako osoba ucząca się języka chińskiego, odebrałam jako niesamowicie nierealistyczne i naciągane, nawet jak na realia świata fantasy). Nie mówiąc o sztukach walki, w których od razu staje się wojownikiem porównywalnym z największymi mistrzami zamieszkiwanego przez siebie świata. Aha, i czy wspominałam, że bardzo szybko poznaje Piękną Tajemniczą Azjatkę™️, z którą na koniec tej trylogii się żeni, z łatwością wcześniej zapomniawszy o zamordowanej na początku tej historii żonie? XD Jakby, pomijając już kwestię rasistowskich fantazji białych mężczyzn o Azjatkach, jak ja mam uwierzyć w to, że Rudnicki bardzo kochał swoją pierwszą żonę, skoro wspomina ją na dłużej chyba tylko raz (mówię o wspomnieniach ze sceny na balu), a potem macha na jej śmierć ręką, jakby była niemalże tylko zdechłą muchą? Przepraszam bardzo, ale Rudnicki chyba już bardziej przejął się śmiercią Ryby (tj.: kiedy myślał, że Ryba nie żyje) 🙈
Ja nie wiem, Fabryka Słów chyba powinna dawać Przechrzcie dłuższe terminy, bo nie mogę oprzeć się na koniec dnia wrażeniu, że Materia Secunda byłaby o niebo lepsza, gdyby autor miał więcej czasu rozbudować tę historię jakoś i nie wiem, jakoś nadał więcej człowieczeństwa Rudnickiemu.
This entire review has been hidden because of spoilers.