1) Schematyczne (wszystkie są o tych samych ludziach robiących to samo.)
2) Drobnomieszczańskie
3) Wszyscy strasznie pierdolą (A, co najśmieszniejsze, M.P.J. w wywiadach była przekonana że pisze wartkie, snappy dialogi)
4) Kobiety zakochujące się w najgorszych ludziach na świecie (dlaczego?). Opresyjny heteroseksualizm schodzi z niebios na bohaterki i odbiera im rozum.
Z drugiej strony - duży plus za optymizm (gatunek wymarły w twórczości).
I ta infantylność, świadoma i twórcza. Jest to jakaś antycypacja estetyki świadomego krindżu.
Mogłoby to być campowe, gdyby nie było takie drobnomieszczańsko komediowe w stylu
"Oho ho waćpan jest niedykteryjny jak konica w pastwisku au farce con passant!"
"Mrówki" i "Baba-dziwo" mają chyba najwięcej jakiegoś potencjału, ale też podcinają je pierdolo-dialogi i tandetna romcomowość (przy całym szacunku dla romcomów). Straszna szkoda że zgubiły się teksty napisane z Witkacym, ale no, nie możemy mieć ładnych rzeczy.
Camp to jedyne co może uratować te teksty. Ale potrzeba jakiegoś dużego ładunku intencji czytelniczej żeby tak to odebrać.
Inny pomysł interpretacyjny:
1) Kokaina
2) Jazz
Ale czy to jest coś co może utrzymać cały tekst?