Samej historii tu jest na kilka stron – jak i dlaczego załamała się niemiecka ofensywa we Wrześniu i co z tego Europa widziała. U Szczerka w Cham z kulą w głowie jest więcej i ciekawiej.
No ale zaczyna się kongres. Trochę od czapy, ale ok, nie takie rzeczy od czapy się wtedy wydarzały, że przpomnimy sobie rok 1955 w Warszawie. Tu jakby ten sam pomysł, tylko z dorosłymi, więc zamiast chodzenia z kołdrą w gruzy jest chodzenie z Witkacym do Wata. Niech będzie.
Z jednej strony robi się książka telefoniczna, z drugiej tak nafaszerowana szczegółami, odwołaniami do literatury i popkultury (z przedstawionej i z naszej linii czasu), że przestałem sobie zadawać pytanie po co to jest i zwyczajnie popłynąłem. Nie bez przyjemności.
Oczywiście przynajmniej w biogramach trzeba było Wiadome Osoby obrzygać, a inne wypudrować, no ale mecenas daje złoto… Poza tym wiadomo czym zalatuje Polski Fandom Fantastyki Późnego PRL.
Nadal – że ta książka jest praktycznie nieznana i trzeba ją sobie ukraść, postrzegam jako stratę.
Cholernie dziwna książka. Początkowo chciałem dać dwie gwiazdki. Jasne, Parowski zebrał ogromną ilość materiału, źródeł i napisał "Burzę". Napisał świetnym, barwnym językiem, naprawde dobrymi dialogami, ale co z tego, skoro to bardziej zapis rozmów, a fabuły jak na lekarstwo. Ten sam Parowski, który, o ile pamiętam, niezbyt ceni postmodernizm, bawi się intertekstami, które wyzierają niemal z każdej strony. By w pełni zrozumieć tę książkę, trzeba być nieźle oczytanym miłośnikiem historii, wyłapać nawiązania, cytaty... ba, czasem dialogi ułożone z cytatów. Tutaj Lechoń (bodajże) mówi Bułhakowem, Sym jest wciąż szpiegiem niemieckim, Witkacy maluje portret wracającego z Argentyny Gombrowicza, Willigut porywa Ossowieckiego, Sosabowski zdobywa swoimi spadochroniarzami Berlin, Erenburg kłoci się z Orwellem, Camusem, Słonimskim etc. etc.
Tylko po co? Czasem ma się wrażenie, że te kilkaset stron to popis erudycji Parowskiego, dość pusty, bezcelowy, ale... Z każdą przeczytana stroną powieść (o ile to powieść) wciąga, toteż choć zaczęło się tak sobie, skończyło się całkiem nieźle. Dałbym trójkę, ale nie mogę nie docenić języka dzieła. Naprawdę stoi na wysokim poziomie.
By było jasne to nie jest klasyczna historia alternatywna. Jeśli szukasz drugiej "Bomby Heisenberga" czy "Majora" sięgnij po "Mocarstwo" Wolskiego. Nota bene całkiem dobrze napisane czytadło.