Chaotyczne i trącące myszką zapiski o scenach z życia Wałęsy (strajki, sierpień, stan wojenny i ejtisy), które nawet jak na rok 2005 wydają się dość... zachowawcze. Sprowadza się to właściwie to niezbyt odkrywczej historycznie diagnozy, że był to człowiek niekompetentny, nierozgarnięty, zapatrzony w samego siebie (zresztą dalej jest), a jak powiedziała pewna mądra osoba, życie samo zweryfikowała i zmemetyzowało Wałęsę, czyniąc z niego karykaturę samego siebie.
Swoją drogą dość męczące jest to, jak Demirski używa didaskaliów, podpisów, jak usuwa interpunkcję i stara się nadać dialogom swobodę i potoczystość, ale jednocześnie podkreślając, jak ciężko się przez niektóre fragmenty przechodzi. Sporo tu niewykorzystanego potencjału i za mało udziwnienia Wałęsy, za gładkie to i zbyt grzeczne.
może w 2005 roku reinterpretacja postaci Wałęsy, strącanie z poważnego piedestału i popkulturyzacja wydarzeń z początku lat 80. w Polsce miały jakikolwiek potencjał twórczy, ale to nie jest dziś spojrzenie w żaden sposób rewolucjonizujące i nic dzisiaj nowego nie mówi, bo wystarczy wejść na fanpage Pana prezydenta, aby samemu wytworzyć sobie lepszy dramat w głowie. na dodatek czwarty akt jest po prostu potwornie żenujący xD tak, może to jakaś sztuka przewidująca późniejszą internetową papkę i remiks, ale to chyba zdecydowanie zbyt daleko posunięta teza.