Witajcie w technoświecie. W świecie, w którym przez 24 godziny na dobę nieświadomie pracujemy dla wielkich firm technologicznych, przekazując im bezcenne dane. W którym sztuczna inteligencja zastępuje ludzką pracę, infosfera zatruta jest masą kłamstw i bzdur, a technologie, które powinny nam służyć, wymykają się nam spod kontroli, zaczynają nami rządzić.
Stop. A może nie jest tak źle? Ubóstwo na świecie maleje, poszerzają się obszary demokracji, firmy technologiczne oferują nam masę wspaniałych narzędzi, których potrzebujemy do rozwiązywania codziennych problemów…
Ta rozmowa to starcie technosceptyka, profesora Andrzeja Zybertowicza, socjologa, nauczyciela akademickiego, doradcy społecznego prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy – z (umiarkowanym) technoentuzjastą, socjologiem Jaremą Piekutowskim.
Jak zatruta infosfera szkodzi państwu (polskiemu i nie tylko)? Jak Putin prowadzi przeciwko Zachodowi walkę informacyjną? Jak wyzwolić się z panowania technologii i cybernetycznych władców? Czy potrzebne jest nam Wielkie Spowolnienie? O tym wszystkim opowiada profesor Zybertowicz w wywiadzie-rzece.
Ciekawe. Zybertowicz bywa bardzo irytujący, szczególnie kiedy domaga się w dyskusji wyników badań i dowodów hipotez przeciwnika, podczas gdy sam stawia tezy co najmniej wątpliwie podparte aparatem naukowym (często otwarcie przyznaje "tu przytoczę dowód anegdotyczny", choć nigdy nie akceptuje takiego u rozmówcy). Niemniej książka naprawdę ciekawa a niektóre radykalne pomysły (metody hamowania postępu "cyber") czynią ją tylko jeszcze barwniejszą i bardziej inspirującą intelektualnie.
Nie polecam. Słabe i to nie tylko dlatego, że jest to wywiad z pisowskim pseudo profesorem, który w 1980 roku próbował reanimować PZPR nieboszczkę, a teraz sypie z rękawa encyklikami Wojtyły, czy Ratzingera, jednocześnie doradzając Andrzejowi Dupie. On po prostu bredzi. Myśl przewodnia: zainfekowana przez BigTechy infosfera jest przyczyną wszystkich nieszczęść. I tak tłumaczy wszystkie problemy świata od kokluszu przez COVID po wojnę w Ukrainie. O ile zgadzam się, że BigTechy to wyzwanie i zagrożenie, ale proponowanie spowolnienia postępu cyfrowego to pomysł szaleńca. Bredzi twierdząc, że postęp cyfrowy nie podniósł wydajności! A remedium na całe zło jest wspomnienie spowolnienie i chrześcijańska religia! Szkoda czasu. Szczęście, że jest doradcą prezydenta, któremu zostało 130 dni do końca kadencji.
Ciekawe czy podczas naszej rozmowy w pociągu uznał mnie Pan za technoentuzjastę?
Zgadzam się z tezą o sposobie działania i wykorzystywania społeczeństw przez BigTechy ale nie zgadzam się z tezą, że Technoentuzjaści ufają bezkrytycznie technologii.
Smart cities nie są zorientowane na człowieka ale na technologię i optymalizację. Istnieje ryzyko, że będą pozbawiały człowieka wyboru, naginały go do swoich celów.
Na pewno mi zaimponował cytowaniem m.in. Hayeka czy Poppera.
Opinie na temat tego, że nie rozumiemy tego jak działają otaczające nas urządzenia oraz zagrożeń jakie z tym się wiążą są zbieżne z tymi prezentowanymi przez prof. Andrzeja Dragana.
Brakuje mi całkowite pominięcie demoralizującej roli dochodu podstawowego.
Częste używanie przymiotnika "cholernie" niezbyt mi pasuje do profesora i nie niesie zbyt wiele treści.
Zgadzam się też z twierdzeniem, że z jednej strony eliminowanie dowodów anegdotycznych a z drugiej posługiwanie się nimi samemu mi nie odpowiada mi u badacza. To trochę tak jakby chciał na siłę podpierać swoje twierdzenia bo nie chce mu się znaleźć bardziej rzetelnych argumentów.
Mimo wszystko prof. trochę na siłę starał się bronić PiS.
W pełni zgadzam się za to z obserwacją wulgaryzacji komunikacji społecznej i z diagnozą jej przyczyny.
Socjalistyczna propaganda bardzo mi nie przypadła do gustu. "W ramach transferów społecznych rozdalismy 140 mld zł by ludzie sami mogli się sobą zaopiekować". To taka libertarianizacja socjalizmu.
Profesor ładnie pokazał brak normalnego dyskursu społecznego czy politycznego, również na przykładzie debat w parlamencie europejskim. Zgadzam się również z diagnozą przyczyny - bańkami informacyjnymi, w których tkwią poszczególne opcje oraz podsycaniem skrajnych i nieprawdziwych informacji przez BigTechy.
Po lekturze tej książki moje obawy wzrosły i zrobiło się smutno. Może nie jest tak źle ale na pewno dobrze nie jest.
W "Cyber kontra real" zaprezentowano masę pożytecznych i błyskotliwych obserwacji, związanych z wpływem mediów społecznościowych i ogólnie rozwoju technicznego na relacje międzyludzkie. Największą zaś jej zaletą jest bardzo wielostronne podejście prof. Zybertowicza, który swoje opinie jest w stanie podeprzeć przykładami z bardzo wielu dziedzin, poczynając od monografii naukowych a kończąc na kulturze popularnej. Autorowi można oczywiście zarzucić, że nie docenia niewątpliwych korzyści płynących z rozwoju technologicznego, ale chyba celem książki było przede wszystkim przedstawienie związanych z nim zagrożeń, więc średnio można się o to czepiać. Jedyne, z czym można mieć problem to wynikająca z konwencji wywiadu-rzeki "wszystkoistyczność" tej pozycji, która niektórych może nieco odrzucić.