Jump to ratings and reviews
Rate this book

In China essen sie den Mond Ein Jahr in Shanghai

Rate this book
Miriam i Tobias prowadzą spokojne życie w Niemczech. Mają piękny dom, ciekawą pracę, dobry samochód, a przede wszystkim nie mogą się nacieszyć najukochańszą córeczką Amelie.

Wiadomość o pracy w Szanghaju przychodzi znienacka. Jak to, przenieść się do Chin?

Przeprowadzka do Azji wydaje się być szalonym ale jakże oryginalnym pomysłem. Przeczytane książki i przewodniki dają im pewność, że nic nie jest takie straszne, jak się wydaje!

Na miejscu okazuje się, że tak naprawdę o Chinach nie wiedzieli nic!

Zapchane toalety, problemy z chińskimi „złotymi rączkami”, niedziałająca klimatyzacja, oszukujące opiekunki, szaleni taksówkarze, niezrozumiały język, – wszystko to spotyka Miriam i Tobiasa, którzy nie sądzili, że nowe miejsce przysporzy im tylu przygód!

Autorka, Miriam Collée, przez ponad rok pisała o swoim życiu w Chinach na blogu. Zebrane materiały posłużyły jej do napisania książki o życiu codziennym w Państwie Środka. Napisana dowcipnie z zacięciem dziennikarskim. Sama śmieje się, że w Chinach przetrwała dzięki poczuciu humoru, miłości i chińskiemu piwu.

Niesamowicie zabawna powieść, która przeniesie Was do dalekiej Azji, gdzie poznacie zabawne perypetie Miriam i Tobiasa.

240 pages, Perfect Paperback

First published January 1, 2009

Loading...
Loading...

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
4 (4%)
4 stars
23 (25%)
3 stars
26 (29%)
2 stars
23 (25%)
1 star
13 (14%)
Displaying 1 - 8 of 8 reviews
Profile Image for Ala~.
81 reviews14 followers
January 27, 2021
Och to było irytujące.
Mam wrażenie że całe Chiny zostały przedstawione w jak najgorszym świetle, jako kraj brudny, głośny i z zupełnie innymi standardami.
Możliwe że część z tych rzeczy to prawda, jednak spodziewałam się książki która przybliży mi chińską kulturę, zaskoczy ciekawostkami.
A dostałam jedynie opisy psującego się domu i sfrustrowanej okropnością Chin Niemki. Bohaterka wraz ze swoją rodziną miała nieprzyjemne podejście do Chińczyków, cały czas szukali w sklepach niemieckich produktów, co po pewnym czasie stało się dziwne. Czy celem tej książki było pokazanie wyższości niemieckich produktów nad chińskimi?
Dodatkowo bardzo rzucały mi się w oczy błędy tłumaczenia np. ROK DWUTYSIĘCZNY JEDENASTY
23 reviews
January 24, 2016
Aż pomyślałam, że wrócę tu i skrobnę parę słów, skoro była to NAJGORSZA książka jaką przeczytałam w 2015. Świetna ta historia jest pisana z perspektywy nowobogackiej idiotki, która postanowiła wyjechać do Chin, bo jej mąż dostał tam pracę. Ona pracy nie dostała, więc zamiast znaleźć sobie jakieś sensowne zajęcie postanowiła zostać pisarką.
Znajdziemy więc tutaj zapis jej NIEUSTANNEGO MARUDZENIA. Autorka ma problemy w stylu "wszystkie Chinki są głupie, nie mogę znaleźć niani dla mojego dziecka :/" czy też "nie ma tutaj ekologicznych warzyw :/" albo "Chińczycy śmierdzą :/" albo "moja gosposia źle sprząta :/". Po co, na miłość, PO CO przeprowadzać się do kraju, gdzie wszystko cię irytuje, ludzie są głupi, jedzenie niedobre i generalnie po prostu NIE chcesz tam żyć?
Jej marudzenie jest przerywane zastanawiającym pokazem buchalterii. Nie wiem, czemu autorka uznała, że czytelnik musi znać cenę wszystkich rzeczy, które kupiła. Wooooow, gratulacje, mąż daje ci naprawdę dużo hajsu! To ma wywołać moją zazdrość? Mam podziwiać? Jedyne o czym myślę to, że ktoś to wydał i napchał jeszcze kabzę tej "autorce".
I przy tym drobiazgowym wyliczaniu ceny każdego produktu, dopiero po sześciu miesiącach, kiedy to jej sąsiedzi postanowili za jakąś przysługę odwdzięczyć się żywą kurą, doszła do wniosku, że CHYBA SĄ BIEDNI. Chapeau bas, Sherlocku! Wcześniej jakoś nie zauważyła, że żyją w milion osób na takim samym metrażu, co ona z dzieckiem i mężem. Być może dlatego "dziwnie" się patrzyli na nią wcześniej, ale co ja tam mogę wiedzieć o Chinach.
Reasumując, książka jest pisana nie dość, że przez idiotkę, to jeszcze kompletnie pozbawioną zmysłu obserwacji. Dobry człowiek do przedstawienia kraju, o którym czytelnik może niewiele wiedzieć.
Postękiwania autorki i jej popisy z rachunkowości uśpiłyby mnie w minutę, gdyby nie to że książka jest tak usiana rasistowskimi uwagami, że mój niesmak nie pozwalał mi usnąć. Autorka na serio stwierdza, że być może "złamie tutaj zasady politycznej poprawności", ale "wszyscy Chińczycy mają głupie twarze". Serio, to nie jest łamanie "zasad politycznej poprawności", ale zwykły rasizm i, w mojej opinii, kompletne wieśniactwo. Zwłaszcza, że autorka traktuje wszystkich Chińczyków jakby byli upośledzeni umysłowo. Zresztą jej rodzina jest nie lepsza. Jej mąż postanowił, że nie będzie się uczył chińskiego, bo tony są "pedalskie" (nawet nie będę komentować). Jej córka natomiast bawi się z koleżanką i ponieważ nie wie, jak tamta ma na imię to nazywa ją "Grubą", co z spotyka się z pełną rozbawienia aprobatą mamusi.
Także bardzo polecam, przezabawna lektura na lato i można sobie przeczytać jak wygląda życie z punktu widzenia białego kolonialisty!
Profile Image for Jakub.
154 reviews
March 10, 2018
Książka opowiada o tym jak małżeństwo z Hamburga przeprowadza się do Szanghaju. Pełna zabawnych historii obfitujących w nieporozumienia wynikające ze zderzenia kultur, okraszona wynurzeniami nowobogackiej snobki. Gdyby nie irytująca narracja i ciągłe wyliczenia cen produktów (które zamieniły książkę w swego rodzaju cennik?), dałbym więcej gwiazdek.
Profile Image for Alina.
26 reviews3 followers
May 25, 2015
Książka nawet zabawna, ale błędy w polskim wydaniu strasznie irytujące. Nie polecam zwłaszcza osobom, które wiedzą cokolwiek o liczebnikach porządkowych. ;)
Profile Image for Ver.
704 reviews9 followers
November 2, 2021
The story of a neurotic German woman who goes to live in China with her family. She almost has a breakdown before she adapts to a new life style. Of course, she was told that taking an older house to move in is not a good idea but she knew better (she thought). Then she lists all the problems she has and puts a price tag on everything. I guess this is what neurotic people do. It was a bit annoying but towards the ending we actually learn more about the Chinese life style so therefore three stars, not two as I intended at the beginning.
Profile Image for Rozkminy Hadyny.
292 reviews38 followers
Read
December 13, 2022
Fuszerka na fuszerce i fuszerką pogania. Na zewnątrz ludzie w piżamach, pokrzykujący na siebie w dziwnym języku pełnym śpiewno-piskliwych akcentów. Luksusowy dom to rozpadająca się dziura, sąsiedzi wyrzucają śmieci i odpadki przez okno, nikt nie używa dezodorantów, w parkach emeryci-swaci jak przekupki zachwalają swoje dorosłe dzieci, na ulicach niekontrolowany, szalony chaos. Nie ma co jeść, wszystkie warzywa i owoce naszpikowane chemią, nie ma jak spać, łóżka szalenie twarde i niewygodne, nie ma jak wyjść do ogródka, bo zainstalowana jest w nim monstrualny konstrukt klimatyzacyjny, wiejący Saharą. O cokolwiek niestandardowego się prosi, Chińczycy nie myślą elastycznie, odpowiadają uparcie: computer says no. W dodatku wszystko drogie, brudne, obskurne i chaotyczne. Czyżby to była jakaś inna planeta?

Nie, to tylko Szanghaj.

Młoda Niemka Miriam wraz ze swoim mężem i zaledwie kilkuletnią córeczką stwierdzają pewnego pięknego dnia, że czas na przygody. Cni im się błyszcząca czystością, świetnie wyposażona kuchnia, wygodne łóżko, w pełni działająca łazienka z rzędami ulubionych kosmetyków, przestronne, estetyczne wnętrza sporej willi z ogrodem w rodzinnym Hamburgu. Może więc Azja? Akurat Tobi ma okazję na dwuletni kontrakt w Szanghaju. Dlaczegóż by nie?

Przez rok przygód rozpieszczonej Europejki bez pracy, ale za to z pieniędzmi, idzie się lekko jak przez masło. Jest zabawnie, jest intrygująco, jest ciekawie. Wraz z bohaterką przeżywamy frustracje, załamania, zachwyty; obserwujemy nadawanie listu, które kończy się tragedią, problemy z nieogarniętymi ekipami remontowymi, wynajmowanie ayi, czyli chińskiej "cioteczki", która opiekuje się domem, poszukiwania sensownego pożywienia, próby nawiązania przyjaźni z innymi emigrantami, urządzanie urodzin dla córki. Wijemy się wraz z Miriam ze wstydu, gdy okazuje się, że znów popełniła jakieś faux pas, wytrzeszczamy oczy, dowiadując się kolejnych ciekawostek o życiu i obyczajach w Kraju Środka. Różnice kulturowe to fascynujący temat.

Osobiście jestem ogromnie łasa na takie opowieści, od dawna wyszukuję sobie książki Bruczkowskiego czy Bator, opisujących swoje japońskie przygody. O Chinach jeszcze nie czytałam, słyszałam też niewiele, choć przelotnie poznałam kilku Chińczyków. Opowiadali mi o Złotym Tygodniu i o tym, jakie to szczęście jechać na "wakacje", to znaczy na studia do Europy, bo nigdy dotąd nie widzieli tyle zieleni, nie mieli tylu praw i tyle wolnego czasu. Jednak taka książka-okienko na Chiny z punktu widzenia imigranta to szalenie ciekawe doświadczenie, które pozwoliło mi się upewnić w jednym: do Chin nie chciałabym się wybrać na dłużej...

Niestety jednak, choć lektura była ożywcza i umożliwiła mi wycieczkę na drugi kontynent, mimo że nigdzie nie wyjeżdżałam, pozostając pracującym, miastowym korpoludkiem, to miała sporo wad. Przede wszystkim rzucały się w oczy natrętne, dziwaczne wtręty po angielsku, które były natychmiast tłumaczone parafrazą na polski. Przy poniższym przykładzie jednak złapałam się na głowę, zastanawiając, kto nawalił: pisarka, tłumaczka, redakcja?

Sorry, your ayi can’t work for you any more. As she didn’t inform you, you might deduct one week salary. „Przepraszamy, twoja ciocia nie może już dla ciebie pracować. Jeśli cię o tym nie poinformowała, możesz potrącić jej miesięczne wynagrodzenie”.

Dość zasmucające jest też to, że autorka, starając się być zabawna, rzadko bywała poprawna politycznie, a jeszcze rzadziej tolerancyjna, empatyczna i rozumiejąca. Co innego pisać o czyjejś kulturze z humorem i polotem, a co innego wyśmiewać się z czyichś zwyczajów i otwarcie uważać swoją własną kulturę za lepszą. Europejczycy z trudem pozbywają się swojej protekcjonalnej, kolonijnej perspektywy i często uważają, że tylko porządki takie, jak w rodzinnym kraju, są cywilizowane i oczywiste. Dlatego główną osią wszystkich żartów jest to, że "nawet tego tutaj nie mają", a to, co mają, jest zaiste barbarzyńskie i głupie.

Dodatkowo sama Miriam wydaje się nadmiernie przyzwyczajona i rozpieszczona zdobyczami techniki, bogactwem i rzeczywistością niemiecką. Z jednej strony chciała się od niej oderwać, a z drugiej nigdy nie przestała tęsknić za zachodnimi sklepami, sprzętami, mieszkaniami. Jest sfrustrowana prawie każdym elementem obcego otoczenia. Jej rozterki niepracującej żony na utrzymaniu męża są z kolei frustrujące dla czytelnika. Co ta kobieta robi całymi dniami? Pilnuje gosposi, jeździ na zakupy, odbiera córkę z przedszkola. Wszystko robią za nią. Ekipy elektryków i złotych rączek próbują dostosować rozpadającą się prowizorkę, którą wynajęła z mężem, do standardów niemieckich, ayi gotuje, sprząta i niańczy, przedszkole zajmuje się córką... Miriam naprawdę nie narzeka na nadmiar obowiązków, a mimo to ciągle narzeka. Ilości euro, które wydaje na każdym kroku, przyprawiają o ból głowy, a jednak Miriam chwali się, że nie żyje tak, jak reszta zachodnich żon w Chinach, nie wybrała szeregowca na bezpiecznym osiedlu, nie siedzi ciągle w spa, nie popada w zakupoholizm, nie nabawia się depresji i lęków o zdradę męża...

Według mnie to przykre, że Miriam na żadnym kroku nie spostrzega, jak duże ma szczęście i że patrzy na wszystko z ograniczonego punktu widzenia bogatszej sfery społeczeństwa, w dodatku mocno wykluczonego z rzeczywistości, bez znajomości języka, z wąskim gronem znajomych. Zupełnie inaczej wyglądałyby jej zapiski blogowe, gdyby musiała się gnieździć w jednym małym zawszonym pokoiku, bez prywatnego kierowcy i pieniędzy na sprowadzanie sprzętów z Niemiec. Może jestem zbyt zgorzkniała, ale jednak wolałabym chyba perspektywę kogoś, kto musi sobie sam radzić, sam przez wszystko przebijać, a nie jęki pani domu pod kloszem, pretensjonalnymi przeplatane chińskimi przysłowiami.

Do lektury zachęca zamieszczane na okładce: "Przezabawna historia Europejki w Szanghaju". Nie chcę być taką Europejką, jak Miriam.
Profile Image for Katarzyna.
226 reviews10 followers
Read
January 2, 2024
Bardzo słaba książka. Myślałam, że do niej wrócę, ale to nigdy się nie stanie.
Profile Image for Magda.
78 reviews7 followers
August 16, 2016
Świetna książka! Jeżeli ktoś lubi czytać cenniki. Każdy moment, w którym pojawiały się jakieś zakupy opatrzony jest dokładną informacją dotyczącą ceny w dwóch walutach: juanach i euro. Główna bohaterka sprawia wrażenie rozhisteryzowanej, rozwydrzonej cizi, która na każdym kroku dziwi się, że Chiny to nie Niemcy. W książce brak ciepła czy odrobiny humoru. Przez 300 stron nie wywołała ona we mnie żadnych emocji. Fabuła jest chaotyczna, postaci drugoplanowe są skrajnie drugoplanowe - ledwie wspomniane w książce.

Zupełnie inną kwestią jest opracowanie językowe. Bądź jego brak. Pomijam już kwestię, że słowo "week" [tydzień] zostało przetłumaczone jako miesiąc (s. 120). Być może jest to błąd autorki, fragment ten należałoby sprawdzić w wydaniu oryginalnym. W wydaniu polskim jest jednak ogrom błędów, prawdopodobnie wynikających z pośpiechu i niedopatrzenia. Królują wśród nich literówki. Rozumiem, każdy jest człowiekiem, jednak przygotowując książkę do publikacji należałoby zwrócić uwagę na takie drobiazgi, gdyż skutecznie odbierają one przyjemność z czytania książki. Szczególnie w tym natężeniu.

Podsumowując, pozycja, która mogłaby być hitem i temat, który ma wielki potencjał został sprowadzony na poziom podrzędnego czytadła.
Displaying 1 - 8 of 8 reviews