Zaburzenia odżywiania we współczesnym świecie urastają do rangi swoistej epidemii. Bulimia, anoreksja czy kompulsywne objadanie się to najczęstsze z nich. Niestety osoby zaburzone na tle żywieniowym zazwyczaj ukrywają swój problem. Wstyd, niemoc, lęk przed odrzuceniem i częsty brak zrozumienia (zarówno ze strony najbliższych, jak i pracowników służby zdrowia) nie sprzyjają zdrowieniu, a w wielu przypadkach prowadzą do tragedii. Książka Kto zjada wilcze jagody? powstała przede wszystkim po to, by pokazać osobom walczącym z zaburzeniami odżywiania, że rozwiązanie ich problemu jest możliwe. Składają się na nią wypowiedzi bohaterów, którzy przedstawili swoją drogę do zdrowia i wolności. Ich słowa odkłamują narosłe wokół zjawiska mity (choćby dotyczące wieku i płci) i w bezkompromisowy sposób obnażają mechanizmy stojące u jego źródła. Adresatami tej książki nie są jedynie osoby zmagające się z bulimią czy kompulsywnym objadaniem się. Publikacja będzie także wsparciem dla ich bliskich, pomagając im wczuć się w sytuację owładniętego „wilczym głodem” człowieka. Może ona również stanowić istotny głos w dyskusji nad kwestią sposobu leczenia zaburzeń odżywiania w Polsce, wprowadzając ożywczy ferment w środowisku psychologów i dietetyków.
Przeczytałam ją dwa miesiące temu, ale wcześniej nie istniała na goodreads, więc teraz uzupełniam. Mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się sposób postrzegania bulimii jako uzależnienia (tak jak w wielu przypadkach w tej książce, daje to ludziom nadzieję i jest kamieniem milowym w procesie leczenia), natomiast kłóci się z powszechnie przyjętym obrazem jej jako choroby, który nie wziął się znikąd i jest raczej trudny do obalenia. Było interesująco. Są tu przytoczone wywiady z osobami zaburzonymi, ich historie. Ta książka raczej nie ma na celu doedukowania czytelników, nic nowego z niej nie wyniesiemy - chyba że jest to dla odbiorcy zupełnie obcy temat. To zapis doświadczeń osób dotkniętych tym zaburzeniem, mający siać pozytywny przekaz (powrót do normalności jest możliwy). A jednak, czegoś mi tu brakuje.