Najnowszy tom przygód rezolutnej Zuzy Lewandowskiej!
Tym razem przed Zuzą wielkie wyzwania nie tylko w życiu zawodowym, ale także prywatnym. Sprawa tajemniczych zaginięć dzieci sekretarza partii przeplata się z wiadomością o stanie zdrowia Zuzy. Jak bowiem odmówić sobie palenia ekstra mocnych bez filtra i popijania stocka, gdy organizm atakuje nowotwór kości?
Raczycho powoduje w życiu Zuzy prawdziwe trzęsienie ziemi. Kobieta spieszy się, żeby zdążyć zamknąć najważniejsze sprawy. Rozwiązując zagadki kryminalne, jednocześnie zmaga się z postępującą chorobą i przygotowuje się na odejście, bo wie, że nie ma lekarstwa...
Jacek Ostrowski kolejny raz udowadnia, że tworząc postać Zuzy, doskonale wiedział, gdzie chce, by ta historia nas zaprowadziła.
Seria na którą zawsze czekam z utęsknieniem. Trochę z sentymentu, w 1982, kiedy toczy się "Raczycho" byłam nastolatką, ale absurdy PRLu wszystkich dotykały, a trochę z tęsknoty za cudną interpretacją Ewy Abart. Jak wielkie zagrożenie dla systemu widziano w prowincjonalnej adwokatce, że postanowiono się jej pozbyć. Jak na komuchów to dość finezyjnie. Fakt, Lewandowska paląca extramocne i pijąca od rana Stocka to zażarta antykomunistka, która walczy wykorzystując swoją inteligencję i głupotę partyjnych decydentów. Tymczasem musi rozwiązać zagadkę znikających kobiet, potomstwa pewnego towarzyszą oraz domorosłego "unabombera", który chce wysadzić sejm. Wszyscy starzy znajomi się meldują, podli oczywiście zostają podłymi. Zwierzyniec się trzyma, Borys dalej się łajdaczy, Zgaga wydaje antykomunistyczne okrzyki. Pojawia się nowa bohaterka, towarzyszka Pawłowicz. Jak każda książka z Zuzą i ta jest wspaniała. Zarówno jako kryminał, jak i czarna komedia.