Przepis na szczęście w grudniu: śnieg, bałwan, choinka, prezenty... A może garść pierników i szczypta miłości?
Hania, młoda i ambitna redaktorka w modowym piśmie "Pearl" skupia się na rozwoju kariery. Miłość? Partner? Małżeństwo? To zdecydowanie nie dla niej. Zwłaszcza że ostatni związek przypłaciła morzem wylanych łez.
Ale wszystko do czasu. Szalony pomysł, by zamienić się obowiązkami z koleżanką z redakcji, doprowadza do niespodziewanego spotkania. Hania poznaje Wiktora, przystojnego i pewnego siebie szefa dużej firmy marketingowej. Ich relacja bardzo szybko staje się więcej niż służbowa. Temperament dziewczyny i jej talent do pakowania się w kłopoty nie ułatwiają sprawy. Zwłaszcza gdy na scenę wkraczają: dawny partner dziewczyny oraz jego żona, redaktorka naczelna magazynu "Pearl".
Czy Hani uda się napisać ten najważniejszy tekst w życiu? Czy stworzy swój... przepis na szczęście?
Pisarka i prawniczka. Jest romantyczką i niepoprawną optymistką, a jednocześnie twardo stąpa po ziemi – pracując w kancelarii adwokackiej, spełnia się zawodowo, ale to pisanie jest jej największą motywacją i pasją, stanowi nieodłączny element jej życia. Jako kobieta wie, czego oczekuje od siebie samej i sukcesywnie dąży do postawionych celów.
Tworzy powieści obyczajowe z bogatą paletą emocji – inspirowane życiem, jednym przypadkowo zasłyszanym zdaniem czy zaobserwowaną gdzieś na ulicy sytuacją. W swoich książkach opisuje historie, które mogą przytrafić się każdemu z nas; przede wszystkim jednak, najważniejsze dla Natalii jest, by swoją twórczością dać czytelniczkom chwile wytchnienia. Charakterystyczny styl i umiejętność kreowania bohaterów, którzy od początku wzbudzają sympatię, pozwalają czytelniczkom zanurzyć się w ciepłej, otulającej historii z miłością w tle.
Uwielbia podróże i góry, które karmią jej twórczą naturę. Często podąża ścieżkami swoich bohaterów, odwiedzając miejsca akcji z własnych książek. Ciepła, rodzinna, czasami nieśmiała, ponad wszystko ceni sobie relacje z innymi ludźmi. Miłośniczka tańca i włoskiej kuchni. Uwielbia piec i gotować, a przepisami chętnie dzieli się z czytelniczkami.
[1.5 ⭐️] w czasie świąt uwielbiam sięgać po lekkie, niezobowiazujące książki, nawiązujące właśnie do tego okresu. nigdy nie mam wobec nich wysokich oczekiwań pod względem fabuły, bo takie historie to dla mnie zazwyczaj jedynie czysta rozrywka. jednak mam wrażenie, że "Garść pierników, szczypta miłości" to powieść aż nadto schematyczna i oderwana od rzeczywistości. miałam nadzieję na pełną ciepła i magicznego klimatu historię, a niestety otrzymałam coś mało realistycznego i nie do końca świątecznego. w trakcie czytania można było odnieść wrażenie, że fabuła zmierza w niewiadomym kierunku, a w zakończeniu brakowało mi rozwiązania niektórych wątków.
„Garść pierników i szczypta miłości” to kolejna przepięknie wznowiona świąteczna powieść przez wydawnictwo Czwarta Strona. Powieść Natalii Sońskiej była moją pierwszą przeczytaną świąteczną historią w tym roku, przez którą na dobre przepadłam już w oczekiwaniach na grudzień.
Jest to historia Hani, młodej i ambitnej redaktorki modowego pisma, która skupia się na rozwoju kariery. Chociaż w „Pearl” nie nie za bardzo jej to wychodzi, jednak problem siedzi na wyższym stanowisku, a nie dotyczy wcale doświadczenia i umiejętności kobiety. Jeżeli chodzi o miłość oraz związki dla Hani to nie jest jeszcze ten czas. Zwłaszcza, że ostatnie rozstanie przepłaciła morzem wylanych łez.
Wydarzenia nabierają nieoczekiwanego zwrotu akcji gdy Hania postanawia zamienić się obowiązkami ze swoją przyjaciółką i poznaje Wiktora, szefa dużej firmy marketingowej. Ich relacja bardzo szybko nabiera tempa, jednak nie obejdzie się bez komplikacji w postaci… Fotografa, byłego partnera i jego żony, redaktorki naczelnej „Pearl”.
To była świetna historia, która jednocześnie sprawiała, że momentami miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy i krzyczeć na główną bohaterkę. Tak zdecydowanie podczas lektury poniosło mnie bardzo dużo emocji. Ale to było zdecydowanie na plus! Na pewno na bardzo długi czas jej nie zapomnę.
Hania. Hania jest przesympatyczną kobietą, która z ogromną pasją i miłością podchodzi do swojej pracy. Jednak ma tendencję do pakowania się w kłopoty oraz lekko żenujące sytuacje i jest jakby to powiedzieć… troszkę naiwna. Zwłaszcza, jeżeli w grę wchodzi jej były partner, z którym rzekomo utrzymuje relacje przyjacielską.
Ugh nic mnie tak nie wkurzało w tej powieści jak ten zaborczy facet, który nie mógł zdzierżyć, że jego była w końcu staje na nogi! To jeden z tych bohaterów, którego obecność zawsze musi wszystko komplikować, a ja robiłam się aż czerwona z wściekłości za każdym razem gdy tylko się pojawiał. Komplikował, wkurzał. Sporo komplikował. I sporo wkurzał.
Przejdźmy jeszcze do Wiktora i relacji, która nawiązała się między nim, a Hanią. Relacji, która bardzo szybko nabierała tempa, jednak nie aż tak szybko żeby powiedzieć, że jest AŻ za szybko. Z zapartym tchem śledziłam wydarzenia pomiędzy bohaterami, a emocje nie raz sięgały zenitu, bo Natalia Sońska rzucała swoim bohaterom co rusz kolejne kłody pod nogi nie bardzo dając im się nacieszyć tymi pierwszymi etapami nowych znajomości. Myśle, że spokojnie mogę napisać, że relacja Hani i Wiktora, była intensywna oraz bardzo burzliwa.
W „Garść pierników szczypta miłości” znajdziecie raczej więcej przedświątecznego czasu. Więcej tego pędu i szału, który ogarnia ludzi przed Bożym Narodzeniem, niż samych świąt, ale mnie ten klimat pomimo wszystko bardzo nastroił na zbliżający się wielkimi krokami zimowy czas.
To powieść pełna komplikacji, ze szczyptą humoru i zabawnych sytuacji. Przepiękna opowieść o miłości, trudnościach z zaufaniem i skomplikowanych rodzinnych relacjach. Nie ominął Was chwile poruszenia i te chwytające za serce. Dodatkowo autorka pokazuje bardzo toksyczne relacje na stopie zawodowej i bardzo toksyczną przyjaźń z zaborczym byłym partnerem.
Jeśli macie przeczytać po tych świętach jeszcze jedną świąteczną powieść, to niech to będzie "Garść pierników, szczypta miłości" 🖤 ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Hania, Kinga, Wiktor, Marek i przesłodki Mikołaj, a także wiele innych osób zabierają nas w grudniowe szaleństwo pełne niespodziewanych wydarzeń i niepozornych decyzji, które zmieniają wszystko. ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Książka, która z początku wydała mi się dość zadziorna, dwuznaczna, przerodziła się w coś tak ciepłego, co otula mocniej niż najcieplejszy koc. Szczerzyłam się do czytnika, pod koniec miałam ciarki adrenaliny, nie mogłam się od niej oderwać i ciągle chciałam ją czytać. Tego uczucia brakowało mi od miesięcy! ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Cieszę się, że wybrałam ją na końcówkę 2022 roku, dała mi nadzieję, że może w 2023 moje czytanie nieco odżyje ✨
3.5 ⭐️ Lekka i słodka idealna na zimowe długie wieczory. Szczerze nie spodziewałam się, że ta historia spodoba mi się aż tak bardzo. Wiadomo jest to świąteczny romans więc wszystko w tej książce dzieje się nienaturalnie szybko. Ale o dziwo nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. No dobra oprócz ostatnich 20 stron. Mam wrażenie że autorka chciała uniknąć przesadzonego słodkiego zakończenia ale chyba wyszło gorzej przynajmniej dla mnie.
Kiedy przypada okres Bożego Narodzenia lubię sięgnąć po książkę klimatyczną i niezobowiązującą, taka jest właśnie opowieść Natalii Sońskiej. Miła opowiastka o miłości, ciekawych ludziach i atmosferze świątecznej. Wygląda na to, że jest to moja ostatnia książka przeczytana w 2018 roku i na pewno pozytywnie nastroiła mnie pozytywnie do świąt i Nowego Roku
Poznajemy tu historię Hanki Bielskiej, która pracuje w redakcji pisma modowego "Pearl". Nie pisze swoich artykułów, o czym marzy, ale robi tylko korekty innych dziennikarzy. Ma lekko na pieńku z szefową Martą, a wszystko to, ponieważ w przeszłości Hania spotykała się z jej mężem Markiem, który jest także drugim przełożonym Hanki. Mimo, że Marek jest jej szefem i łączy ich wspólna przeszłość, nadal pozostają w dobrych przyjacielskich stostunkach, czego Marta nie może, lub nie chce, zaakceptować. Pewnego dnia Hania postanawia w sekrecie zamienić się obowiązkami z koleżanką z biura, Kingą, kiedy po rozmowie z szefową na temat korekty jednego z wywiadów, ta nie jest zadowolona, Hania przyjmuje propozycję koleżanki. Ma tydzień na napisanie artykułu świątecznego do nowego wydania. W taki sposób poznaje Wiktora Olszewskiego, właściciela dużej firmy reklamowej. Przyjaźń pomiędzy tym dwojgiem rozwija się, mimo, że Hanka nie liczy na więcej. Raz już przeżyła zawód miłosny i powiedziała sobie, że już więcej się nie zakocha. Ale czy tak się stanie? Czy nowo poznany facet zawróci jej w głowie? Czy może mamy tu typowy przykład na to, że "stara miłość nie rdzewieje" i między Hanką i Markiem znów zaiskrzy? Bardzo wciągneła mnie ta historia. Przeczytałam ją w jeden wieczór. Język jakim jest napisana jest prosty i lekki. Czyta się niesamowicie szybko. Chciałam ją skończyć a zarazem liczyłam na to, że będę czytać w nieskończoność. Książka jest idealna na jesienno-zimowy okres, kiedy potrzebujemy przyjemnej odskoczni od rzeczywistości jaką jest deszcz, śnieg i mróz. Ciepłe kakao lub ulubiona herbata, paczka ciastek i ta cudowna opowieść przenoszą nas w inne miejsce. Bije z tej opowieści niesamowite ciepło. Osobiście uwielbiam takie historie, gdzie pojawia motyw Kopciuszka. Jestem straszną romantyczką i czytając tego typu książki, oczami wyobraźni mam wrażenie jakbym brała w tym wszystkim udział. Szczerze polecam tę słodką opowieść, która sprawiła, że się śmiałam jak szalona, ale także uroniłam łezkę lub dwie. Wzruszająca historia, która poruszy każde serce, zwłaszcza osób kochających tego typu klimaty. Z chęcią sięgnę po kolejną pozycję autorki, która już czeka na półce.
Wady: - główna bohaterka w ogóle nie myśli, co robi. Zachowuje się jak dziecko, nikomu nie daje dojść do słowa, wymyśla jakieś teorie i nie pozwala nikomu na ich wyjaśnienie. Ocenia wszystko po pozorach, pierwsze wrażenie decyduje o jej ocenie sytuacji, po czym sama się obraża, kiedy ktoś tak samo traktuje ją. W pracy zachowuje się bardzo nieprofesjonalnie, zarzuca innym mieszanie spraw zawodowych z prywatnymi, a tak naprawdę to sama robi dokładnie to samo, poza tym wywleka te sprawy w obecności innych pracowników, a potem chodzi obrażona. - generalnie bohaterowie nie do polubienia. Bardzo zapatrzeni w siebie, próbujący wmówić każdemu, że to oni mają rację, bez jakiejkolwiek refleksji. - bohaterowie co chwilę się kłócą. Nie ma normalnych rozmów z argumentami, słuchaniem drugiej strony. - główna bohaterka i jej przyjaciółka na każdy problem otwierają wino, wódkę albo co tam mają. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach, gdy alkoholizm jest takim problemem, to jest bardzo nie na miejscu. Poza tym, gdy wypiła całe wino wieczorem, bo się zdenerwowała, to rano chciała jechać samochodem. - dzieci. Są, gdy są potrzebne fabule, gdyby przeszkadzały, to po prostu się o nich nie mówi, może są z nianią? Może leżą gdzieś głodne i smutne, same? Nie wiadomo. - słabo czuć klimat świąteczny. - słodko-pierdzące zakończenie. Poza tym książka napisana znośnym językiem, szybko się czyta.
Świąteczna propozycja, która nie jest tak do końca świąteczna, ale za to ze świetną i ciekawą historią. A piszę o "Garść pierników, szczypta miłości" i jak sugeruje tytuł, główna bohaterka będzie musiała otworzyć się na nowe wyzwania i wyjść ze swojej strefy komfortu.
Do bezpiecznej rutyny łatwo się przyzwyczaić, a jeśli ten stan jest nam narzucany od dawna i w dodatku przez zaufaną osobę może stać się pewnym więzieniem. I to się przydarzyło naszej bohaterce, którą będziemy obserwować i kibicować w pokonywaniu przeszkód. Autorka świetnie opisała pewien rodzaj uzależnienia, toksycznej miłości podyktowanej troską. W sposób subtelny, ciepły i wyważony pokazała przemianę i dorastanie do pewnych decyzji. Historia napisana jest prostym językiem, bardzo przystępnie, ale tak prawdziwie i realnie. Nie ma tu sztuczności. Może nie ma tu za wiele świątecznej atmosfery, ale jej elementy są idealnym dopełnieniem tej historii.
To przyjemna opowieść o dwójce ludzi, których połączy zbieg okoliczności. Dobrze napisana, może trochę schematyczna, ale idealna na zimowy wieczór.
"Garść pierników, szczypta miłości" przekonała mnie do siebie przepiękną okładką i bardzo intrygującym opisem, więc spodziewałam się po tej książce dużo dobrego. Historia Hani była taka ludzka, każdemu z nas może się przytrafić wszystko to co dzieje się w tej książce i za to naprawdę mocno doceniam tę książkę. Wybuchowość Hani była chwilami dla mnie całkowicie niezrozumiała i starałam się nadążyć za jej wybuchami i opiniami. Trójka mężczyzn która tutaj się pojawia sprawia, że człowiek może chwilami się zagubić, ale każdy z nich ma w sobie coś co wybudza do nich sympatię nawet jeśli chwilami zachowywali się jak dzieci. Jedyne czego nie jestem w stanie pojąć to zachowanie Marka w stosunku do Hani. Wiktor, którego Hania poznaje podczas pisania artykułu przykuwa uwagę od samego początku i ciężko jest o nim nie myśleć. Hania ma w swoim życiu niezwykłe szczęście bo ma przy sobie Kingę czyli przyjaciółkę, która za każdym pojawieniem się tylko dostaje kolejne plusy. Książkę czytało się przyjemnie i była zdecydowanie idealna na czas przed świętami.
Jakie to było przeciągnięte, jasny gwint. Wymęczyłam tę książkę z trudem. Mogła się śmiało skończyć po 200 stronach. Autorka chciała wcisnąć zbyt wiele na raz. Wypadki, amnezje, przemoc domowa, walnięty eks, prześladowania w pracy, praca w redakcji, a na to wszystko święta, których było tu niewiele. Dla mnie ta książka w ogóle nie miała świątecznego klimatu, a właściwe to nie miała żadnego klimatu. Główna bohaterka była wariatką, której nie dało się znieść. Była porywcza, nie potrafiła się zachować z klasą i w ogóle jak osoba dorosła, zmieniła zdanie jak rękawiczki, była niekonsekwentna i nie miała żadnej chemii z głównym bohaterem. Zaręczyny po trzech tygodniach (w czasie, których połowa czasu została zmarnowana na kłótnie)? Nie sorry, nie kupuję tego bez względu na uzasadnienia. Nie zapamiętam dobrze tej książki i cieszę się, że mam ją za sobą.
Debiut autorki zasługuje na pochwałę. Lekka historia, szybko się czyta, dobra na odstresowanie, wciąga. Opowieść wcale nie idzie jak po sznurku, problemy nie są wydumane. Za to przyjaciele są tacy, jakich każdy chciałby mieć. Chociaż nie zabrakło kilku błędów np. główna bohaterka przyjechała gdzieś taksówką, a do domu wróciła własnym samochodem, mimo że dwie strony wcześniej jasno było napisane, że zostawiła samochód pod domem i wezwała taksówkę. Zdarzył się też kłopot z upływającym czasem - była 17:00, minęły dwie godziny i nadal była 17:00. Mimo tych - raczej zabawnych - wpadek, chętnie sięgnę po kontynuację losów Hani i Wiktora.
Książka Natalii Sońskiej to całkiem przyjemna opowieść dla romantyczek i wielbicielek świątecznego ciepła. Autorka pokazuje Nam Hanię jako silną i niezależną kobietę, która mimo że została kiedyś skrzywdzona, w głębi duszy pragnie głębszego uczucia. Przedświąteczna sceneria pomaga napędzać szybko posuwającą się akcję i perypetie kobiety, w której świecie z jakichś powodów pojawiają się aż trzej, a może czterej? mężczyźni. Żeby jednak dowiedzieć się o kontekście fabularnym tych spotkań, musicie sięgnąć po tą książkę sami. Polecam :)
Urocza jednak przewidywalna, a czasem niemożliwa (to że ukochany pojawia się zawsze w nieodpowiednim albo heroicznym momencie XD). Kłótnie między bohaterami występują z bardzo błahych powodów, co sprawia że są oni trochę irytujący. Otoczka świąteczno-zimowa bardzo mnie zaintrygowała żeby sięgnąć po te książkę w święta i pomimo oceny 3⭐ aż tak się nie zawiodłam. Pięknie opisane tradycje które królują w domu Hanii i Wiktora, opisy świata zewnętrznego, poboczni bohaterowie i w ogóle styl pisania autorki sprawiają, że przez książkę szybko się płynie.
dość lekka, a równocześnie poruszająca kilka ważnych tematów społecznych. klimat świąteczny obecny, chociaż momentami przyćmiony.
cała historia jest jednak mocno naiwna i nierealistyczna. wszystko działo się za szybko, a równocześnie było to rozwleczone na zdecydowanie zbyt wiele stron.
końcówka napisana bez pomysłu, brak rozwiązania niektórych wątków.
ogólnie czyta się niby w porządku, ale jednak jest tak naciągane, że aż dziwnie to wypada
Po latach zrobiłam reread książki. Oceniłam ją bardzo wysoko, a po dzisiejszym przeczytaniu nie mam pojęcia co mi się mogło podobać. Wkurzająca główna postać(i nie tylko główna), jak na jedną osobę masa nierealnych wątków, no i klimatu Świąt to ja nie czułam. Strasznie infantylna, nudna, o niczym.
4.5 Ale to była świetna obyczajówka! Co prawda nie poczułam za bardzo świątecznego klimatu, ale zupełnie mi to nie przeszkadza - tak bardzo zaangażowałam się w historię Hani i Wiktora 🧡 To było cudowne i chętnie sięgnę po inne książki autorki!
Kocham ta ksiazke. Mimo ze historia Hani i Wiktora była czasami przewidywalna to bardzo mi sie spodobala i milo spedzilam czas czytajac ja. Bardzo ciekawe było jej zakończenie. Końcówka książki trzymała w napięciu do ostatniej strony.❤️❤️❤️
Na pozór to takie czytadło, romans. Początkowo akcja się trochę długo rozwija, ale potem nie mogłam się oderwać od lektury. Stałam w kuchni, gotowałam, mieszałam jedną ręką w garnkach a druga trzymałam książkę przed nosem. Następnego dnia pochłonęłam lekturę po raz kolejny. Jest wiele zabawnych sytuacji i czyta się przyjemnie. Chętnie przeczytam druga część. Myślę, że to również niezły materiał do nakręcenia filmu.