I oto dotarliśmy do ostatniego tomu perypetii Nory i Cilliana – intrygi się zagęszczają, relacje komplikują, a bohaterowie są ostatecznie zmuszeni do podjęcia decyzji, od których tak długo uciekali.
Nora, zmuszona przez okoliczności do ślubu z Georgem Moubrayem (który wydawał mi się najlepszym dla niej wyborem od pierwszego tomu ;)), próbuje odnaleźć się w nowej roli i uporać z żałobą po ukochanym. Tymczasem Cillian, rozdarty pomiędzy wykluczającymi się zobowiązaniami, rozpoczyna ryzykowną grę na dwa fronty, cały czas jednak nie jest w stanie zapomnieć o Eleonorze. Próby zawalczenia o własne szczęście prowadzą tę dwójkę na coraz bardziej zagmatwane ścieżki. Jednocześnie Nora, teraz już z potężnym sprzymierzeńcem w postaci swojego męża, szykuje się do ostatecznego starcia z teściową i szwagrem w walce o majątek syna.
„Dama kier”, podobnie jak poprzednie części, jest powieścią wielowątkową, w której dostaniemy galerię barwnych postaci, a każda ma swoje własne, nie zawsze oczywiste interesy. Bardzo podobało mi się, że miałam nareszcie okazję poznać bliżej Mahoney’a, buntownika fanatycznie oddanego sprawie, który, jak się okazuje, ma również wrażliwe punkty. Śmiem twierdzić, że jest on moim ulubionym bohaterem w książce. Sporo czasu spędzamy również z Cillianem, którego było mi na koniec autentycznie szkoda – droga, którą przebył od początku historii, pozbawiła go właściwie wszystkiego, w czym kiedyś szukał oparcia. Przy tym wszystkim nie ma jednak wątpliwości, że wynikło to z dokonywanych przez niego wyborów. Cieszył mnie też wątek Maeve, której od drugiego tomu kibicowałam i której historia zakończyła się bardzo satysfakcjonująco. Na wzmiankę zasługuje też hrabia Bulwer, którego nie ma za wiele w tym tomie, ale kiedy tylko się pojawiał, robiło mi się milej na sercu.
Nora… wciąż jest Norą, zmienną jak wiosenna pogoda. Myślę, że wiele czytelniczek powieści kostiumowych przyzwyczajonych do tego, że głównej bohaterce kibicujemy, może być tutaj zawiedzionych, bo Nora nie jest według mnie postacią stworzoną po to, żeby jej kibicować. Jest na to zdecydowanie zbyt porywcza, nagminnie torpeduje własne plany, targają nią sprzeczne pragnienia i emocje. I chociaż nie mogę z nią empatyzować, to mogę sobie wyobrazić taką osobę, a nawet środowisko, które ją ukształtowało, dając jej takie a nie inne możliwości. I z pewnością nie można odmówić jej postaci konsekwencji w kreacji, co pięknie pokazuje zakończenie.
Mam wrażenie, że w tym tomie Autorka bardzo wyraźnie pokazuje, że namiętność i uczucie nie wystarczą, żeby stworzyć związek. Rozdzieleni kochankowie tęsknią, są w stanie zrobić wszystko, żeby się połączyć, ale kiedy upragniona wizja wspólnej przyszłości nabiera kształtu, okazuje się, że jej realizacja wymaga więcej determinacji. Nieporozumienia i pretensje splatają się z uwielbieniem i zauroczeniem tak że nie sposób opędzić się od myśli, czy aby tej dwójce na pewno pisana jest wspólna, szczęśliwa przyszłość.
Świat nie kręci się jednak tylko wokół Nory i Cilliana – z wielką przyjemnością czytałam o zakusach Moubraya, który bezwzględnie dąży do swoich politycznych celów, czy Thurlowe'a, który staje się niespodziewanym sprzymierzeńcem Nory w walce z rodziną Hardinge'ów. Markiz zdecydowanie zasłużył na drugie miejsce na podium moich ulubionych postaci. Londyn początku XX wieku stworzony przez Autorkę jest wciąż wielobarwny, często odpychający i niebezpieczny, co stanowi dla mnie wielki atut tej serii. Żeby jednak nie było tak słodko – kilka osobistości, które polubiłam i co do których miałam nadzieję, że odegrają większą rolę, dostało w tej książce mało czasu lub zupełnie zniknęło ze sceny. W pewnym momencie miałam wrażenie, że niektóre wątki zamykają się zbyt gładko (zwłaszcza jeśli kończyły się śmiercią postaci).
Z niecierpliwością czekam na kolejne opowieści, które wyjdą spod pióra Autorki.