Julia żyje spokojnym życiem wraz z mężem Wiktorem. Pewnego dnia wracając z pracy przed oczami przelatuje jej cień z przeszłości. Kobieta popada w strach przed swoim dawnym oprawcą.
🍂Spodziewałam się obyczajówki a dostałam dobry thriller psychologiczny z elementami obyczajówki. Byłam zaskoczona. Fabuła sięga do mrocznej przeszłości głównej bohaterki, z którą od 17 lat się zmierza. Akcja jest dobra, co odkładałam książę to chciałam jak najszybciej wrócić do niej.
🍂 Temat poruszany w książce to ciężki orzech do zgryzienia. Znęcanie się psychiczne i fizyczne nad kobietami, ale i nie tylko to ostatnimi czasy chleb powszedni. Julia jako młoda dziewczyna zakochała się w Krzysztofie, który maltretował ją do upadłego a po każdym „wyżyciu się” obiecywał złote góry. Były to tylko puste słowa. Autorka stworzyła ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Kiedy Julia uciekła od tyrana, Krzysztof znalazł sobie nową partnerkę, ale czy się zmienił?
🍂W książce jest sporo emocji. Historii głównej bohaterki nie czytało się przyjemnie, bo jej życie takie nie było. Łatwo jest zniszczyć drugiego człowieka i to rzekomo tego, którego się „kocha”. Ale czy to jest miłość kiedy jesteś bity za samo oddychanie? Ból psychiczny i fizyczny to piętno na wieki, z tego nie da się wyjść bez szwanku. I tak jest w przypadku Julii, która boi się powiedzieć obecnemu mężowi o jej przeżyciach.
🍂Zaborcza, chora miłość czy obsesja? Autorka ukazuje świat manipulacji i lęków, ale również pola bitwy, przez które trzeba przejść. Nie tylko kobiety są bite, bo tyczy się to też mężczyzn, zawsze wszystko działa w oba kierunki. Podobało mi się to co Pani Paula napisała na samym końcu i za to ogromny plus.
Jest to książka przez którą zdecydowanie się płynęło. Bardzo szybko się ją czyta, mimo trudnego jej tematu. Jednak nie jest to to, czego się spodziewałam. Liczyłam na thriller, co wynikało z opisu, a dostałam dużo problemów innych ludzi. Zdecydowanie czekałam na mroczną intrygę a dostałam problemy i próbę uporania się z nimi.
🇵🇱 Ehh, próba stworzenia thillera psychologicznego na siłę trochę przez autorkę, pod konic Martyna Krzysztof i Julia zaczęli być identyczni. Bardzo chaotycznie co powodowało z tej książki masło maślane :/ Plusik za dobre zakończenie dla Natalki. 🩷
Każdy z nas ma jakąś przeszłość. Każdy z nas ma mniejszą lub większą tajemnicę, o której wiedzą tylko wybrane jednostki. Może to być coś naprawdę małego i nawet nie zadajemy sobie sprawy, że stworzyliśmy z tego coś na rodzaj sekretu, a może to być tajemnica wielka, niszcząca nas od środka i sprawiająca, że wiele aspektów swojego życia podporządkowujemy pod nią – by się nie wydała. Zadajcie samym sobie pytanie, czy Wy macie taką właśnie tajemnicę?
Julia jest osobą wysportowaną, mającą osiągnięcia w pracy zawodowej, kochającego męża i... Mroczną tajemnicę. Mijają lata, aż w pewnym momencie ma wrażenie, że widzi osobę z przeszłości. To tylko pomyłka. Jednak ile takich pomyłek i małych znaków może być? Czy Julia jest bezpieczna? Zmieniła wygląd, zmieniła swoje postępowanie i czuje, że jest inną osobą niż te kilkanaście lat temu. Nikt z dawnych czasów nawet by jej nie rozpoznał. Lecz tutaj ponownie powraca pytanie – czy na pewno?
Od dawna miałam ochotę odejść na chwilkę od mojej ukochanej fantastyki i klasyków. Stwierdziłam, że taka obyczajówka z elementami thrillera może być doskonałym wyborem. Przypadł mi do gustu opis. Okładka wprost zachwyciła. Czego chcieć więcej? Treści spełniającej te oczekiwania, a tego niestety już nie było.
Zaczynając tradycyjnie od stylu autorki, to był dla mnie rozczarowujący. Nie chodzi o to, że w jakikolwiek sposób był zły, czy niepoprawny, ale po prostu zwykły. Miałam wrażenie, że czytam troszkę lepsze wypracowanie, a to mnie w powieściach niestety dość mocno irytuje. Zdarzały się miejsca, gdzie odczuwałam brak dopracowania. Jednak takim największym minusem języka były opisy, które okazały się nudne, co dałoby się wybaczyć, lecz też pozbawione sensu i celu w odbiorze całokształtu.
Dużą zaletą "Zanim mnie zabijesz" jest tematyka. Porusza według mnie wyjątkowo istotne tematy i robi to w sposób wielowymiarowy. Autorka za pomocą tej powieści opowiada o przemocy, uzależnieniach i... miłości. Podczas czytania miałam wrażenie, że chce przekazać perspektywę ofiary w dniach, gdy to się dzieje, po czasie oraz też perspektywę oprawcy. Zaimponowało mi to i dało wiele do myślenia. Tym bardziej że pisarka zadała podstawowe pytanie: "czemu kobieta pozostaje przy swoim przemocowym partnerze?". Uważam, że wielokrotnie zadaje się to pytanie, ale rzadko otrzymuje zrozumiałą odpowiedź.
Natomiast sama fabuła jest wyjątkowo nierównomierna. Były momenty, gdy nie mogłam oderwać się od lektury i koniecznie chciałam wiedzieć co dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Niestety były też fragmenty, gdzie przeczytanie dwudziestu stron było dla mnie koszmarkiem. Ja też nie lubię słuchać o sporcie, a raczej o tym jak kto ćwiczy, a tutaj to była wielka część życia głównej bohaterki. Ogólnie miałam cały czas poczucie, że gdyby wyrzucić te niepotrzebne opisy lub nadać im celowości oraz dodać różnorodne wskazówki, to mogłaby być genialna powieść kryminalna. Było wiele wątków i wydarzeń, które można było pociągnąć i całościowo stworzyć coś wielowymiarowego.
Co do bohaterów to i tutaj nie mam pozytywnych odczuć. Nie polubiłam Julii, ponieważ była płytką postacią literacką. Mam tutaj na myśli taką papierowość, oparcie się tylko na powierzchowności. Gdy tymczasem miała coś innego reprezentować sobą. Miałam wrażenie, że to coś po prostu się gubi. Krzysztof, czyli postać dla tej książki również istotna, miała olbrzymi potencjał. On aż się prosił o wykorzystanie, a został stłamszony i uproszczony, co czytelniczo mnie zabolało.
"Zanim mnie zabijesz" dało mi jakiś rodzaj odpoczynku od tego, co tak dobrze znam. To poczucie świeżości. Jednak to wynika z faktu, że rzadko decyduję się na tego typu powieści. Nie mam wątpliwości, że to rodzaj złudy i dla koneserów literatury obyczajowej z klimatem thrillera byłaby to rozczarowująca pozycja. Niemniej mam przeczucie, że pisarka będzie się rozwijać, więc jeśli zdecyduje się napisać kolejną książkę, to raczej dam jej jeszcze jedną szansę.