Mateusz, dyrektor handlowy międzynarodowej korporacji, wiedzie w Warszawie hulaszcze życie niemłodego już singla i unika bliskich relacji.
Tymek, osierocony chłopiec z górskiej wioski, marzy o starcie w lokalnym półmaratonie, ale organizatorzy się nie zgadzają, bo ma tylko dziesięć lat i brakuje mu opiekuna.
Kinga, biegaczka amatorka, do tej pory sprawna i silna – teraz jednak przerażona zbliżającą się menopauzą – ucieka z miasta, by w beskidzkiej ciszy odzyskać spokój.
Czy przypadkowe spotkanie z dala od miejskiego zgiełku i pośpiechu odmieni życie tej trójki?
Osobni wzruszają i dowodzą, że czasami warto się zatrzymać, żeby sprawdzić, czy po drugiej stronie lęku czeka szczęście.
Ze strachem i lękiem witamy każdy dzień bojąc się samotności, uciekając od niej, a jednocześnie nie dopuszczając bliskości i drugiego człowieka. Czy dzielenie z kimś smutków i radości, myślenie o nim ciepło każdego dnia, czy odczuwanie sympatii to naprawdę trudność nie do pokonania?
Mateusz to typ imprezowicza, dyrektor w korporacji oraz singiel już nie pierwszej świeżości. Boi się bliskości a relacje z kobietami traktuje dość luźno. Kinga wiecznie myśli tylko o innych, zamiast o sobie, próbuje sił jako początkująca pisarka, a kiedy dopada ją wizja menopauzy wraca do ulubionego sportu, czyli biegania i pracuje nad swoją asertywnością. Tymek natomiast jest dziesięcioletnim chłopcem wychowywanym przez babcię, a jego największym marzeniem jest wzięcie udziału w lokalnym biegu, jednak ze względu na brak opiekuna, który by mu w nim towarzyszył, marzenie oddala się w zastraszającym tempie. Co połączy te trójkę na beskidzkich szlakach? Czy dzięki obecności przyrody i niezwykłych krajobrazów pokonają lęk przed dopuszczeniem do siebie drugiego człowieka?
Książkę „Osobni” czytało się niesamowicie. Miałam wrażenie, że delikatnie przepływam przez każdą stronę poznając z nowej strony naszych bohaterów, a to wszystko przy cudownych opisach przyrody i górskich szlaków, które powodowały, że dosłownie się przenosiłam w te wszystkie miejsca.
Oczywiście to nie wszystko, co książka ma do zaoferowania. Po pierwsze i najważniejsze pokazuje trudną drogę w budowaniu relacji. Zwraca uwagę na to, że jeśli nie będziemy jej budować do końca życia, nie będziemy szczerzy wobec siebie, nie nauczymy się ze sobą rozmawiać, to może runąć jak domek z kart.
Beskidzkie szlaki to miejsca, w których najlepiej się myśli, najlepiej rozmawia się z samym sobą, to miejsca, z których czerpiemy pozytywną energię i z większą pozytywnością patrzymy na świat, który nas otacza.
Pozycja ta skłania do refleksji również nas samych. Nie tylko nad związkami i relacjami, ale też nad drogą, którą w życiu przemierzamy. Czy żyjemy tak, jak chcemy, czy tak, jak uważamy, że powinniśmy.
Dla mnie to po prostu było piękne. Od początku do końca. Poza przemyśleniami, niemniej ciekawa fabuła powoduje, że jest to książka, którą chętnie będę polecać.
najpierw pomyślałam, że ten idylliczny koncept, że relacje są lekiem na całe zło jest przesadzony, ale potem pomyślałam, że to jestem cała ja i mam takie romantyczne podejście do życia i wierzę, że ludzie i związki pomiędzy nimi są najważniejsze. pragmatyzm już przyjęłam w nadmiarze.
wydusiła ze mnie łzy w tak nieoczywistych momentach, że aż sama byłam tym zaskoczona.
z przyjemnością wrócę za jakiś czas, sprawdzić jak wtedy do mnie trafi.
Z jednej strony ta ksiazka przywolywala wspaniale wspomnienia o gorach, pieknych szlakach, cudownych chwilach spedzonych z mezem na wakacjach. Jednoczesnie draznila czasem niewybrednym jezykiem, taka chaotycznoscia, nawalem trudnych tematow. Trudno mi jednoznacznie okreslic czy bardziej mi sie podobala czy jednak tak sobie. Warto bylo jednak przeczytac chocby po to zeby znowu powspominac gory :)
Naprawdę nie mogłam dokończyć tej książki. W połowie poprostu wylądowała spowrotem na szafce i nie sięgnę po nią nigdy więcej. Nie była w moim stylu jednak okładka i opisy były bardzo zachęcające.