Zdradzone serce potrzebuje czasu, żeby znów zaufać.
Livia kocha swoją irlandzką chatkę na klifie. Szum fal i targający wrzosowiskami wiatr zagłuszają bolesne wspomnienia. Dziewczyna chce zapomnieć o najgorszym dniu swojego życia, kiedy zdradził ją ukochany mężczyzna, a cały świat w jednej chwili rozsypał się na kawałki.
Gdy jednak przeszłość próbuje znowu ją dopaść, Livia bez wahania przyjmuje nieoczekiwaną propozycję wyjazdu na Podlasie. Kiedy obdarzona niezwykłą intuicją dziewczyna zaczyna renowację tajemniczego fresku zielonookiej Noelle, czuje, że być może zdarzenia i zagadki w jej życiu są częścią większej historii. A gdy na jej drodze staje tajemniczy mężczyzna, nie może oprzeć się wrażeniu, że gdzieś się już kiedyś spotkali. Czy poznanie skrywanego przez mieszkańców wioski sekretu pomoże jej uporać się z własnymi demonami i znów zaufać miłości?
Zielone oczy driady to kolejna część serii Dni mocy. Poznaj niepowtarzalny klimat wietrznej Irlandii i urzekającego Podlasia – osadzonych w tradycji i pełnych ludowych podań i legend.
To nie pierwsze moje spotkanie z twórczością Doroty Gąsiorowskiej. Znamy się już z poprzednich części cyklu „Dni mocy”. „Zielone oczy driady”mnie zauroczyły. Cudownie mi się czytało i nie mogłam się oderwać. To moja ulubiona część, niestety już ostatnia.
Główna bohaterka zajmuje się renowacją „staroci”. Ma również złamane serce, które leczy na odludziu w swoim Irlandzkim domku. Dostaje propozycje wyjazdu do polski aby zastąpić przyjaciółkę. Livia decyduje się na wyjazd i nawet nie przypuszcza jak bardzo zmieni się jej życie.
Od samego początku polubiłam się z główną bohaterką. To naprawdę silna i sympatyczna młoda kobieta, która została swietnie wykreowana. Z miła chęcią wybrała bym się z nią na herbatę ze śmietanką.😊
Tym razem historia zaczyna się w Irlandii ale akcja przenosi się znów na piękne Podlasie. Opisy przyrody nie przytłaczają a wręcz zachęcają do odwiedzenia tej części Polski.
Autorka w cudowny sposób miesza magię i nadprzyrodzone wątki z rzeczywistym światem. To wielowątkowa historia poruszająca ważne tematy, takie jak zaufanie i szczerość. Całość dopełniają różnorodni bohaterowie. Ta opowieść ma przeszło 600 stron i nawet przez sekundę mi się nie dłużyła.
Bardzo, bardzo mi się podobała i miło spędziłam czas czytając.
Powieści obyczajowe rzadko goszczą na moich półkach, mało która potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć, trzeba niezwykłego talentu by przekazać treści o relacjach ludzkich w sposób ciekawy i interesujący. Dlaczego mój wybór padł akurat na Dorotę Gąsiorowską? Po pierwsze wysokie oceny, a po drugie zachęciła mnie zapowiedź folkloru i miejscowych tajemnic. Gdy przeniesiona zostałam w urokliwe zakątki Podlasia - malownicze łąki, pachnące igliwiem lasy, polany pełne drewnianych rzeźb dałam się oczarować klimatowi książki. Autorka sięga tu po postać mitycznej driady - wróżki drzew, którą poznajemy za sprawą legendy o Noelle. Ze względu na fabułę pełną tajemnic trudno było się od niej oderwać. Sięgając po Zielone oczy driady musicie wiedzieć, że nie jest to typowa powieść obyczajowa z szeroko zakrojonym wątkiem romansowym, odnajdziemy tu zarówno atmosferę tajemniczości, odrobinę ludowych zwierzeń i szczyptę magii.
Trzeci tom serii Dni Mocy okazał się równie dobry, jak poprzednie.
Po prostu zakochałam się nie tylko w historii Livii, ale i Antoniego, w klimatycznym Podlasiu i tajemniczej Irlandii... Przez książkę się płynie, z każdą kolejną stroną autorka odkrywa kolejne tajemnice (a jest ich naprawdę sporo).
Bardzo podobał mi się również pomysł na połączenie wierzeń słowiańskich z celtyckimi. Super! Jeszcze nie spotkałam się z tym w innych książkach.
Chociaż... czasami główna bohaterka bardzo mnie denerwowała. Ale w ogólnym rozrachunku książka bardzo mi się podobała. A po tej trylogii, wiem, że muszę sięgnąć i po inne książki Doroty Gasiorowskiej.