Poruszająca opowieść o żydowskiej społeczności i Polsce, która istnieje tylko w pamięci i na nielicznych ocalałych fotografiach. O wielkiej wojennej miłości i jej utracie, o głodzie i przetrwaniu, o pustce po Zagładzie i budowaniu nowego życia w nowym kraju.
"Kolejny raz pytałam o mężczyznę, dla którego ukradkiem opuściła rodzinny dom i dzięki któremu ocalała. Chciałam znów posłuchać o długiej podróży pociągiem. O życiu w Rosji. O jej ostatnim spotkaniu z ukochanym. O narodzinach mojego taty w srogi mróz, gdy na dworze było minus dwadzieścia pięć stopni."
Przesycona czułością saga rodzinna na długo pozostaje w pamięci.
Hila Timor Aszur, urodzona w 1970 r. izraelska reżyserka filmów dokumentalnych, pisarka i dziennikarka. W swojej twórczości skupia się przede wszystkim na związkach pomiędzy światem religijnym i świeckim oraz na tematyce Zagłady.
Ograniczona znajomość żydowskiej kultury i klimatu zadziałała na moją niekorzyść. Nie potrafię w pełni docenić wielkości, jaką bez wątpienia skrywa w sobie ta saga - przepełniona wspomnieniami, wycinkami historycznymi i bolesnymi dylematami. W procesie trawienia opowieści zmuszona byłam pogodzić się z jej skrajnym charakterem. Lekturę porównać mogę do klasycznej sinusoidy: od ustępów rozwlekłych i nużących (lub, mówiąc po ludzku, niezrozumiałych), przez fragmenty nieco bardziej zajmujące, na trwających mgnienie oka pociskach czystego piękna kończąc. W miarę postępowania historii zaczęłam coraz bardziej doceniać użytą formę. Wypatrywanie lustrzanych podobieństw, poszukiwanie ewentualnych uzupełnień fabularnych - prawdziwie satysfakcjonujące!
Cudowna perełka wśród powieści z elementami sagi rodzinnej osnutej na kanwie wydarzeń historycznych. Czyli coś co bardzo lubię!
Pięknie napisana i poruszająca opowieść o żydowskiej społeczności, o Polsce i Białej Podlaskiej.
Izraelska autorka odkrywa historię swojej żydowskiej rodziny i tych, którzy zaginęli bez śladu...
Przez co książka nabiera niesamowitego wymiaru - jest melancholijna i do bólu prawdziwa, ale niesie też ukojenie.
Autorka zgromadziła w swojej powieści rodzinne wspomnienia. Przeszłość żyje, bo powróciła w opowieściach babci i wnuczki.
Czytając o wielkiej wojennej miłości i jej utracie, o głodzie i przetrwaniu, o pustce po Zagładzie i budowaniu nowego życia w nowym kraju targały mną przeróżne emocje.
Chłonęłam strony jedna po drugiej zanurzając się w świat którego już nie ma, który istnieje tylko w pamięci ocalałych i na nielicznych wyblakłych fotografiach 🥺
" Podczas wojny była pewna, że nie wystarczy jej czasu na opowiedzenie o wszystkim, co się wydarzyło. Gdy wojna się skończyła, miała mnóstwo czasu, ale nie było już komu opowiadać…"
Ujął mnie sposób opowiadania. Cały czas czułam między zdaniami jakby tym wspomnieniom brakowało końca, jakby były nieskończone, niedopowiedziane…
Bo przecież ludzka pamięć jest zawodna, a Hila czuła, że to na jej barkach spoczywa ciężar opowiedzenia o wszystkim co słyszała, co zapamiętała.
Czy udało jej się odtworzyć świat swojej rodziny, przekonajcie się sami 👍
Książka niezwykła, bo w prosty sposób pokazuje prawdziwe ludzkie życie pełne krzywd ale też i szczęścia. Szczegółowe opisy sprawiały, że mogłam zanurzyć się w kulturę żydowską i intensywnie chłonąć jej duchowość 👏
Dwugłos rodzinny, babci i wnuczki. Wspomnienia babci z czasów wojny i codziennej walki o przetrwanie w ZSRR. Babcia - Żydówka z Białej Podlaskiej - ocalała jako jedyna ze swojej rodziny, dzięki ukochanemu, który namówił ją na wyjazd w głąb ZSRR. W jej wspomnieniach dostajemy opis społeczności żydowskiej z Białej, Radzynia i okolic, a później ponury obraz codzienności w ZSRR w czasie wojny. Wnuczka natomiast opisuje babcię współczesną, tak jak ją widzi, od późnych lat 70., pokazując ją oczami dziecka. Jest to pełne czułości, także dla tego, co wnuczka odbiera jako różne "dziwactwa" babci, do których należy obsesja na punkcie niemarnowania żywności, zwłaszcza chleba. Bo ta tytułowa skórka od chleba potrafiła zdecydować o przeżyciu.