Od lat nie oglądam telewizji. A kiedy jeszcze to robiłam, wybierałam wiadomości, publicystykę, czasem dokument lub fabułę. Natomiast nie oglądałam żadnych reality; programów, w których telewizja wchodzi w życie ludzi. Jej interwencja pomaga osobom będących w trudnej sytuacji.
Takim interwencyjnym programem jest tytułowy "Macie dziś szczęście". Dla stacji telewizyjnej ma to być flagowiec, który zdobędzie kolejną nagrodę dla najlepszej tego typu audycji. I pojawia temat, odbudowa domu strawionego przez pożar. To mieszkanie leśniczego, młodego wdowca, samotnego ojca dwojga dzieci. Chwyta za serce! Okaże się jednak, że ekipa stanie przed problemami. Sam bohater ich też przysporzy. Pobyt w Przebierowie, miasteczku gdzie toczy się akcja programu dla jego autorów, którzy nie pałają do siebie sympatią, będzie ważnym doświadczeniem.
Jest tu dużo o telewizji, jej kulisach. O roli jaką odgrywa w życiu widzów. Otwierając odbiornik telewizyjny zapraszamy do domu bohaterów różnych programów, którzy stają się znajomymi. Uczestniczenie w życiu, w gruncie rzeczy nieznajomych osób, poprzez oglądanie. Programy, takie jak opisany w książce, podtrzymują wiarę w omnipotencję tego medium. Robią z telewizji wróżkę z magiczna różdżką, która rozwiąże wszystkie problemy. A tu okazuje się, że trafienie do takiego programu interwencyjnego to połowa sukcesu, trzeba dać coś od siebie.
Ciekawa to książka, kolejną z dobrych obyczajowej. O tym co wokół nas, o sile mediów. Ale też o sile jak tkwi w nas, bo nawet najlepsza tv nie rozwiąże naszych problemów jeśli sami nie będziemy chcieli te zrobić dla siebie
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Skarpa Warszawska.