Nazwiska Autora przedstawić pewnie nie trzeba, gdyż od lat zajmuje on wiodącą pozycję wśród autorów kryminałów. Od niedawna jednak obok mrożących w żyłach serii, w których Autor z lubością epatuje makabrą tropiąc zwyrodniałych zabójców, pokusił się on również o fabularne opowieści oparte na faktach. Do tej kategorii należy właśnie „Kat z Płaszowa”, który przeraża tym bardziej, że zawarta na jego stronach treść bynajmniej nie stanowi przejaw chorej wyobraźni o jaką można byłoby posądzić Autora i jego chęci szokowania czytelnika, lecz opiera się na autentycznych zdarzeniach i równie prawdziwej postaci.
Tym razem Max Czornyj pochylił się nad sylwetką zbrodniarza wojennego – Amona Götha. A że postać to wyjątkowo odrażająca, tak i w wielu przypadkach z obrzydzeniem dla niej, bynajmniej nie dla Autora, śledzić się będzie fabułę „Kata”. Nie można bowiem w jakikolwiek sposób tłumaczyć bestialstwa jakiego dopuścił się ten wyjątkowo okrutny nazista, a które czynił nie tylko jako oddany piewca ideologii nazistowskiej, ale również jako urodzony sadysta, karmiący się cierpieniem i krzywdą innych jak pokarmem, który pozwalał mu czerpać siły w jego codziennej egzystencji.
Choć po latach, w czasie procesu, tłumaczył swe bestialskie zachowania koniecznością wykonywania rozkazów, trudno nie zauważyć, co karty historii tylko potwierdzają, że bynajmniej służalczość wobec Rzeszy nie była jego jednym motorem napędzającym jego zachowania. Świadczyć o tym mogą nie tylko świadectwa potwierdzające skalę jego okrucieństwa przekazywane przez tych którzy przeżyli piekło obozu w Płaszowie, jak i raporty samych przełożonych Gotha, którzy mimo wyznawania tej samej ideologii i wierności jej dewiacyjnym postulatom, podkreślali wyjątkową brutalność Kata z Płaszowa. Jak bowiem inaczej nazwać można sytuacje, w których dla czystej zabawy dokonuje się masowej zagłady żydowskich więźniów obozu tylko dlatego, że ośmielili się uczcić żydowski nowy rok, jak nazwać oddanie z zimną krwią strzału do człowieka tylko dlatego, że oddany mu pod opiekę pies miał pchły, czy też urządzając sobie polowania na ociągających się w pracy więźniów? Słowo sadysta tudzież psychopatyczny morderca wydają się trafnie obrazować jego postawę.
Co warte uwagi, opisując te makabryczne zdarzenia Autor zachowuje zupełną obojętność, nie oceniając ich, ani nie potępiając. Możliwie jest to dzięki zastosowanemu przez Maxa Czornyja zabiegowi ukazania historii Kata jego własnymi oczami i tak też jest prowadzona narracja. W jakikolwiek sposób nie umniejsza to ogromu okrucieństwa ukazanego w książce, przeciwnie poraża tym bardziej, że spostrzeżenia Amona Götha i jego sposób patrzenia na świat przez pryzmat jego pana i władcy w pełni odzwierciedlają poglądy tego wojennego zbrodniarza i znajdują odzwierciedlenie w jego własnych zeznaniach. I tu ogromny ukłon dla Autora za niebywale rzetelny research poczyniony przy pisaniu tej książki. Czytając „Kata” ma się nieodparte wrażenie, że Autor musiał najpewniej osobiście spotkać się z Göthem, bowiem niemożliwym jest, by tak wnikliwie wniknąć w jego psychikę. Świadomość tego, że zbrodniarz ten od lat już nie żyje potwierdza jedynie, że Autor z niebywałą starannością zbadał dostępne dokumenty, które pozwoliły mu tak wiernie ukazać sylwetkę tego nazisty.
Od pierwszej do ostatniej strony opowieść o „Kacie” trzyma w napięciu, z każdą kolejną stroną staje się on coraz bardziej znienawidzoną postacią, wzbudzając coraz większe obrzydzenie i odrazę. Trudno również w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać jego zachowania, przeciwnie – utwierdzamy się tylko w przekonaniu, że czasem ten pierwiastek zła, który tkwić może w każdym człowieku potrafi nad nim wziąć górę, a psychopatyczne skłonności ujawnią najgorsze ludzkie oblicze, w którym w zasadzie już trudno mówić o zachowaniu jakichkolwiek cech człowieczeństwa.
Panie Maxie chylę czoła i z pewnością sięgnę również po inne książki Pana autorstwa utrzymane w podobnej stylistyce. Chapeas bas.