Jak wiele trzeba poświęcić, żeby zostać bohaterem?
Fado ma jeden cel: stać się najodważniejszą z wojowniczek. Aby to osiągnąć, wyrusza w podróż po Krainie Pięciu Królestw. Od razu wpada w wir przygód i niebezpieczeństw, a jej najważniejszym zadaniem jest odnalezienie zaginionej królewny. I tu sprawa się komplikuje, bo dziewczyna tak naprawdę szuka samej siebie, czym zapoczątkowuje lawinę absurdów.
Czarna magia miesza się z białą, przeuroczy i bosko przystojny książę Kryszczjan opuszcza zamek, by wyruszyć w nieznane, a zły król kombinuje, jak zawładnąć światem. Wiedźma tworzy paskudne klątwy, echo podsłuchuje, z kolei syreny urządzają bitwy w pianie, podczas gdy piraci kradną, co się da, jak się da, gdzie się da i kiedy się da. Każdy sobie rzepkę skrobie. Nie ma zmiłuj!
„Tymczasem gdzieś daleko stąd” to satyryczna komedia fantasy dla dorosłych i młodzieży. Nonsens goni nonsens, nawiązania do popkultury zdarzają się na porządku dziennym, a zbieżność osób i nazwisk zdecydowanie nie jest przypadkowa. Zabawa właśnie się zaczyna.
Satyryczna komedia fantasy dla dorosłych i młodzieży okazała się niestety nieciekawa i w ogóle nie zabawna - nie wiem, gdzie był ten humor i żarty, ale nie znalazłam ani jednego. Poza tym pisząc to trochę ponad dwa tygodnie po zakończeniu nie umiem przypomnieć sobie absolutnie nic na temat fabuły, ale pamiętam tylko, że mi się nie podobała, także ten... Chyba autorka nie jest po prostu dla mnie, bo to już kolejny raz, kiedy wychodzę zawiedziona.
Jak już na początku padło "Zaznaczam, podczas tworzenia tej powieści nie ucierpiał żaden skryba" to już wiedziałam, że będzie luźno i z przysłowiowym jajem. Główną bohaterką jest Fado. Królewna, która nie wie, że jest królewną, ma cel, żeby zostać najodważniejszą z wojowniczek. Jednak, by zdobyć doświadczenie, wyrusza w podróż i w zasadzie od razu decyduje się na misję, by odnaleźć zaginioną królewnę.. którą jest ona sama. W międzyczasie spotykamy wszystko, brakuje tylko tańczącego pingwina. Otóż mamy ekstra księcia, złego króla, piratów, wiedźmy, pegazy, syreny, a nawet smoki.
Szczerze to aż jestem zdziwiona dlaczego ta książka ma tak średnie oceny na Goodreads. Ta książka jest przezabawna. To jest fantasy mocno okraszone satyrą, gdzie w zasadzie każdy znajdzie coś dla siebie. Z jednej strony przestawione wydarzenia są zbyt dojrzałe (jak i te w dużej ilości nawiązania do popkultury, które ci młodsi mogliby nie zrozumieć), ale z drugiej język jak i to, że narrator zwraca się do czytelnika po każdym zakończonym rozdziale charakterystyczne jest dla tych książek dziecięcych. To było coś lekkiego, relaksującego, zabawnego oraz wciągającego. Historia skupia uwagę czytelnika, pobudza sympatię do bohaterów, a przede wszystkim czujemy, że jesteśmy w bajce, w której może nie wszystko idzie jak po maśle, ale koniec końców nie każda bajka musi być stereotypowa.
Ta książka to taka trochę parodia wszystkich znanych motywów fantasy sklejonych w całkiem zabawną kupkę. Niesamowicie lekka, dobra na relaks, kiedy nie chce nam się za bardzo wytężać niczego i nie mamy siły na szały emocji, i łamanie serca. Samą historię tak naprawdę ciężko ocenić, bo główne skrzypce i cały Internet wygrywa samoświadomy, ironiczny narrator, który nie szczędzi komentarzy w stylu "OMG, ale impreza!" i bardzo chętnie dzieli się swoim zdaniem na każdy temat, czy tego chcemy, czy też niekoniecznie
Fantasy: motyw wybrańca, obdarzonej niepowstrzymaną mocą postaci, docieranie do daleko położonych miejsc w idealnym momencie - brzmi znajomo? Też Was irytuje, gdy w powieściach ciągle wałkowane są te same typy bohaterów i tematy? Wywracacie oczami, gdy młoda, piękna i niedoświadczona bohaterka ze strony na stronę staje się niepokonanym wojownikiem? W „Tymczasem gdzieś daleko stąd…” D. B. Foryś, czyli książce, którą otrzymałam dzięki Smoczym Językom, też tak jest. Jednakże autorka postanowiła wziąć wszystko, co czytelnika denerwuje, i przekształcić to w satyrę. Serwuje nam przy tym niezliczoną ilość nawiązań do książek, filmów czy bajek i, jak sama informuje, „zbieżność osób i nazwisk nie jest przypadkowa”. Przytoczę Wam kilka z nich: Kraina Pięciu Królestw, Florwart, Smoczogórogród, Kryszczjan, Jalokokta… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać! Z radością próbowałam wyłapać wszystkie te smaczki, ale jestem pewna, że nie dałam rady. Książka opowiada głównie o Fado – dziewczynie mieszkającej ze swoją matką, marzącej o zostaniu bohaterką – ale również o księciu Kryszczjanie (😏), który zamierza zaciągnąć się do armii króla Oriona. Ten z kolei chce zawładnąć całą Krainą Pięciu Królestw – a żeby to zrobić, musi odnaleźć królewnę. Jak można się spodziewać, losy wszystkich tych osób splatają się, a dziewczyna i Kryszczjan łączą siły i ruszają na poszukiwania. Co to będzie, oj, co to będzie… Wspólnie przemierzają krainy, stawiają czoła wszelakim przeciwnikom, trafiają w miejsca, gdzie nikt za życia nie powinien się znaleźć, a co jeszcze się dzieje, przeczytajcie sami. Podczas całej podróży głównej bohaterki i jej ferajny towarzyszy nam narrator, który był jedynym denerwującym elementem historii. Jego żarciki niezbyt mnie śmieszyły, a wręcz irytowały i zdecydowanie mogłabym się obejść bez niego. Bawił mnie za to zadufany król Orion oraz Fado, która – choć infantylna i „wspaniała” w każdym aspekcie – również wzbudziła moją sympatię, a Kryszczjan? On był tak wspaniały, że olaboga i brokat! Nie dało się go nie lubić. W tej książce znajdziecie właściwie każdy typ bohatera: królów, smoki, syreny, piratów, wiedźmy, czarowników itp., itd., po prostu czego dusza zapragnie. Historia jest tak skonstruowana, że czytelnik bez większego problemu może się w nią zagłębić i czuć, że towarzyszy bohaterom w ich przygodach. Autorka fantastycznie rysuje nam krajobraz Pięciu Krain, podkreślając przy tym inny absurd, często pojawiający się w książkach: Fado jest w stanie przemieścić się na piechotę z jednego regionu do drugiego w ciągu jednego dnia. Lub mówi: chodźmy szybciej, żeby dotrzeć tam przed zachodem słońca. Tutaj jest to celowy zabieg, ale nie raz w fantasy zdarza się, że bohaterowie zaginają czasoprzestrzeń, pokonując naprawdę duże odległości w krótkim okresie czasu. Spotkacie tu również nasz codzienny język, który naprawdę w niczym nie przeszkadza - jest to w końcu powieść, w której wszystko ujdzie na sucho. Poniżej cytat dla zachęty, po więcej tego rodzaju udajcie się na stronę autorki lub do samej książki. 😉 „ – Czy wiesz, że za czterema oceanami, trzema morzami, dwiema rzekami i jedną średnią kałużą leży kraina, w której istnieją czarne jak smoła kruki, wilki, krasnale, dzikusy, ludzie z lodu, na ziemi leży mokry i bieluśki śnieg, a siedem wielkich rodów walczy o tron? – Naprawdę? – Zdziwiła się Fado. – Mają tam tylko jeden? – Oniemiała. – Chyba tak - mruknął książę. – I to jeszcze ponoć żelazny, bez miękkiego obicia.” Ta książka nie trafi do każdego czytelnika. Niedorzeczności występują na niemal każdej stronie – o to jednak w niej chodzi: aby odpocząć od wzniosłych, ciężkich powieści, by pośmiać się z żartów, szukać nawiązań do znanych dzieł, a przede wszystkim dobrze się bawić. Ta historia jest łatwa, lekka i przyjemna i trzeba podejść do niej z dystansem, wiedząc, że będzie pełna idiotycznych zachowań, nieprawdopodobnych wydarzeń oraz śmiechu.
Najprościej pisząc o królewnie, która nie wiedziała, że królewną była, księciu, syrenach, złym królu, pegazach, elfach i potworach, nie licząc smoka.
Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam czytać legendy, baśnie i bajki. Minęło od tego już trochę czasu. Zapomniałam już jak fascynowały mnie takie historie niby proste, a jednak świetne! I tutaj przypomniałam sobie o tym dzięki najnowszej powieści D. B. Foryś ,,Tymczasem Gdzieś Daleko Stąd", która została napisana niesamowicie, baśniowym stylem i z niebanalnym humorem. W zasadzie kupując sama nie wiedziałam o czym jest, zawsze pobieżnie czytam opisy książek. Sam pomysł na satyryczną, komedię fantasy był dobry, a został bardzo dobrze zrealizowany. Pierwsze strony nie porwały mnie do końca, nie znałam tego świata i ciężko było do niego wejść, ale z czasem coraz bardziej zaskakiwała mnie nie tylko swoją nietypowością, a również oryginalnością. Dosłownie ostatnie dwieście stron bardzo mnie pochłonęły i wciągnęły do tej historii, i bohaterów. Pięć królestw oraz podróże po nich były niezwykłe, a także interesujące. Absurd gonił absurd to trzeba przyznać. Fabuła niby prosta niczym z bajek czy baśni, ale niedokońca wszystko jest oczywiste i takie jak się wydaje. Spotykamy się z niesamowitymi postaciami, każdy ma inne intencje. A tajemniczy narrator trwa przy nas i zaciekawia nas jeszcze bardziej. Do końca nie wiedziałam kim on jest? I o co tu chodzi w tym wszystkim? Chcecie się dowiedzieć musicie przeczytać sami! Z mojej strony mogę Wam ją zdecydowanie polecić. Zachwyciła mnie oraz przypomniała jak pochłaniałam kiedyś baśnie. Poznawanie Pięciu Królestw było fascynującą, niesamowitą przygodą, którą myślę, że kiedyś chętnie powtórzę.
Z bohaterów polubiłam główną bohaterkę - Fado aka Serenity. Była przykładem silnej, odważnej i walczącej o swoje - bohaterki. Ponadto była świetnie wykreowana podobnie jak pozostali bohaterowie. Najbardziej zainteresowała mnie jednak osoba Jalokokty - potężnego czarodzieja. Z chęcią przeczytałabym coś o jego przeszłości, bo wydaje się ciekawa. Same dopiski do początku każdego działu były idealnym dodatkiem jak i ilustracje. Mogliśmy dowiedzieć się coś więcej o tym świecie. Chociaż ja nawet po tym czuję niedosyt i chciałabym wiedzieć więcej o krainach, historii, królu Orionie itp.
Podsumowując, cała powieść jest utrzymana na baśniowych, magicznych klimatach z humorem. Wiem jednak, że nie wszystkim może się ona spodobać, bo nie jest to kolejna typowa książka fantasy, a coś innego, świeżego na rynku wydawniczym. Uważam, że powinna zostać zekranizowana, prezentowałaby się świetnie, a ja z chęcią obejrzałabym ją na wielkim ekranie.
Lisioł gdzieś daleko stąd... . Dla odmiany Lisioł postanowił zaszaleć i wziął w swoje łapki satyrę na fantastykę autorstwa D.B. Foryś „Tymczasem gdzieś daleko stąd... czyli o królewnie, która nie wiedziała, że królewną była. Księciu, syrenach, złym królu, pegazach, elfach i potworach, nie licząc smoka”. Przydługi tytuł, ale w środku może być ciekawie. . Jak wiadomo fantastyka ma swoje żelazne zasady: wybraniec nieznający swojego pochodzenia, przepowiednia, od zera do bohatera, ratowanie świata i tak do potęgi entej *dużo lisich pisków*. Nie inaczej jest tutaj, książkę można czytać z listą motywów pod ręką – po znalezieniu każdego kielich w górę! . Lisioł podążał zatem za Wysłannikami Śmierci niosącymi szlachetnego niemowlaka – ciekawe czy pieluszka też jest taka szlachetna – którzy znajdują dla wybrańca odpowiednią matkę, a ta ucieka na drugi koniec świata. Zły król gotuje się ze złości, rzuca paterami, robi dziurę w podłodze obcasem i próbuje znaleźć dziecko za wszelką cenę, aby powstrzymać przepowiednię, która pozbawi go tronu i godności – w sumie tego drugiego nigdy nie miał *futrzak robi unik przed pustym kielichem, PUSTYM! Istny skandal*. . I tak się fabuła toczy. Młoda księżniczka pod przybranym imieniem wyrasta na nastolatkę. Zdobywa smoka, ucieka z domu i zaczyna szukać prawdy o sobie, podczas gdy zły władca próbując ją odnaleźć. Dostaniecie tutaj dosłownie wszystko, co w typowej fantastyce być musi. Smoki, syreny, elfy, miecze, ale w tak banalnej formie, że aż groteskowej, co nie zawsze wychodzi na dobre historii. Lisioł wie, że przewidywalność jest tutaj na celowniku, ale kiedy nabijanie się z przewidywalności jest przewidywalne, to nie zawsze jest to zabawne. Autorka sprawnie punktuje znane motywy gatunku, podlewa to wszystko sosem popkultury, ale nie idzie za ciosem. Zabrakło głębi cięcia, żeby było tak błyskotliwie jak u Terry’ego Pratchetta – porównanie nieuniknione w przypadku takich książek. . Podsumowując, jeśli nie lubicie prześmiewczych książek, w których nastolatka przecina lecącą strzałę, a czarny smok nazywa się Boo, to lepiej darujcie sobie tę pozycję. Jest to specyficzna lektura, ale fanom książek z przymrużeniem oka na pewno przypadnie do gustu!
Jak głosi napis na tyle okładki jest to satyryczna komedia fantasy, gdzie nonsens goni nonsens. I jest to opis, z którym jak najbardziej się zgadzam. Książka ma urocza okładkę, a każdy rozdział ma swoją własną równie urocza ilustrację. Na koniec każdego z nich mamy kilka słów od narratora całej tej historii napisane w uroczo komiczny sposób. Historia książki jest dosyć prosta, mamy zaginioną księżniczkę, przystojnego księcia, pewną dziewczynę i szukamy tej zaginionej księżniczki. Kto nią jest można się dowiedzieć już czytając opis na okładce. W całej tej historii brakuje mi jednak szerszego wątku smoków, który został poruszony na samym początku. A szkoda bo wydawał się naprawdę interesujący. W książce nie brakuje również nawiązań do popkultury jak np. Gra o Tron. Czytało mi się tę książkę szybko i przyjemnie. Nie raz śmiałam się czy uśmiechałam jak głupia do książki, a mój chłopak nie wiedział o co mi chodzi (pewnie myśli, że jestem psychiczna, trudno). Całym serduszkiem mogę polecić tę pozycję każdemu, dobra zabawa gwarantowana!
Po książkę sięgnęłam zupełnie spontanicznie i jakie było moje zdziwienie, kiedy okazała się naprawdę wspaniałą rozrywką. Duża ilość zabawnych żartów, lekkośc stylu i wciągająca akcja sprawiły, że spędziłam przy niej naprawdę miły czas. Co prawda miejscami wydawała mi się infantylna i nie wiem, czy każdy będzie się bawił przy niej równie dobrze, ale jeśli szukacie czegoś, co da wam dużo rozrywki i zaangażowania, myślę, że powinniście się zainteresować tym tytułem. Dobra dla każdej grupy wiekowej, bo dzieci będą mogły czerpać radość z samego czytania, a starsze osoby być może znajdą pewne nawiązania do innych historii
Książka miała wielki potencjał, niestety utracony, praktyczny brak wyglądu postaci, zauważyłem brak emocji bohaterów, sam smok jakby wsadzony do książki na siłę byle by był, ciągłe powtarzanie zdań przez postacie. Jedyne co podoba mi się w książce to tytuł, okładka, obrazki z nawiązaniem do rozdziału oraz wstęp do rozdziału
•notka dla znajomych• Jak obiecałem, kupuje rodzinę monet i ją czytam
Nie spodziewałam się fajerwerków, acz liczyłam na dobrą zabawę. Niestety książka kiepska. Mam poczucie jakby próbowała być książką dla dzieci z "serkiem dla starszego odbiorcy". Nie kupiła mnie, a szkoda, bo autorka jako osoba jest niesamowicie sympatyczna i chciałabym jej działalność wspierać. Wielka szkoda.
Znów, nie wiem co sądzić o tej książce. Dla mnie nie była zbytnio śmieszna, styl pisania autorki mi nie odpowiadał, choć - niektórym - pewnie się spodobał. Jak ja mam to ocenić? Zostawiam narazie 3 ✨