Mój kot, twoje rybki, nasze dziecko. Wolna od patosu historia dochodzenia do macierzyństwa.
Czyli masz kota, taa? Mhm, dobrze że nie wzięłaś ze schroniska psa. Wiesz, co się dzieje z dziewuchami, które litują się nad biednymi, bezdomnymi psiakami?
Takie dziewuchy zaraz zachodzą w ciążę!
Aśka, trzydziestolatka bez wielkich życiowych planów, ze stabilną pracą, kawalerką po babci, kotem i z nie do końca wymarzonym facetem u boku, robi test ciążowy. Niespodziewanie – dla siebie i Piotrka, zwanego Piotrusiem Panem – przekonuje się, że wynik jest pozytywny.
Tylko czy Aśka chce mieć dziecko? Czy chce mieć je teraz? Z tym mężczyzną?
Kaśka, jej najlepsza przyjaciółka, nieoczekiwanie mówi: powinnaś! Piotrek udaje, że cieszy go perspektywa zostania ojcem. Ona sama wcale nie jest pewna…
Ja matką? Ratunku! to opowieść o parze beztroskich trzydziestolatków, którym przydarza się coś niespodziewanego i zarazem zupełnie zwyczajnego. Rodzicielstwo. Aśka i Piotrek mają dziewięć miesięcy na to, by dorosnąć do roli matki i ojca. Czy zdążą?
"Jaką matką? Ratunku!" to książka, która bardzo odbiega od tego, co zwykle czytam. Jednak okładka wyglądała zachęcająco (na opis nawet nie patrzyłam) dlatego też postanowiłam spróbować. W końcu to nic nie kosztuje. Było warto. Sama jestem zaskoczona tym, że tak mi się ta pozycja spodobała. Niestety nie mam porównania, jak książka plasuje się w skali obyczajówek, bo po prostu takich nie czytam (ale chyba zacznę).
Historia była słodko-gorzka, idealnie wyważona. Szczerze sama też osobiście dokładnie nie potrafię ocenić, dlaczego tak bardzo się zauroczyłam. Ta książka po prostu ma to coś w sobie. Nie jest idealna, ale to zdecydowanie przyjemna lektura na zastój czytelniczy. Autorka pisze tak, że płynęłam przez strony (znalazłam ją rano na Legimi i skończyłam ją w południe). Zdecydowanie warto ją przeczytać, jeśli chce się zrobić przerwę od fantastyki lub pokonać zastój czytelniczy. Lekka, przyjemna i wciągająca, dlatego dostaje ode mnie zdecydowanie 4,5/5⭐
„Ja matką? Ratunku!” to kolejna idealna książka dla nieidealnych rodziców, a zwłaszcza matek. Ale oczywiście nie tylko. Nie jest to żaden poradnik! Jest to najzwyklejsza książka z gatunku literatury obyczajowej. Autorka oddała w nasze ręce świetną pozycje o macierzyństwie, gdzie nie zabraknie nikomu dawki humoru, ale i przede wszystkim zrozumienia, czy wsparcia. Styl pani Justyny jest świetny. Całość napisana została bardzo lekko i przez książkę dosłownie się płynie. Historia jest niezwykle mądra i opisuje trudy macierzyństwa bez jakiegokolwiek owijania w bawełnę. Poznajemy jego piękne, jak i gorsze strony. Stajemy się świadkami życiowej rewolucji jaka powstaje w wyniku zobaczenia dwóch kresek na teście ciążowym. Główną bohaterkę dosłownie pokochałam i jestem pewna, że wiele kobiet będzie się z nią utożsamiać. Jej historię poznajemy w postaci pamiętnika. Wyruszamy z nią w podróż po macierzyńskiej drodze, a także tej damsko-męskiej i luźnej relacji z Piotrkiem. Muszę przyznać, że książka ta spowodowała, że przestałam się w jakiś sposób obawiać macierzyństwa. Zobaczyłam, że z różnych sytuacji można wybrnąć, a to naprawdę podniosło mnie na duchu. Książka uświadamia nam, że musimy patrzeć także na siebie, a nie to co wypada.
„Ja matką? Ratunku!” to lektura dla każdego. Nie tylko dla kobiet, ale i mężczyzn. Z książki bije realizm, przekaz i poczucie humoru. Powieść wciąga od pierwszych stron i zdecydowanie potrafi umilić czas. Polecam!
Nie czytam często obyczajówek, szczególnie polskich ale coś mnie tknęło i książkę przeczytałam w kilka dni. Przyjemna, lekka lektura a jednak poruszająca kilka ważnych wątków kobiecych - nie tylko ciąży. Przyznam, że bardzo utożsamiam się z główną bohaterką - ten sam wiek, podobne wątpliwości dotyczące ciąży, podobne środowisko - rzadko się zdarza by ktoś obcy tak trafnie przelał na papier mysli kłębiące się w mojej głowie. Kilkanaście razy zaśmiałam się przy opisach narracji mamy i teściowej - widzę, że złote rady które często słyszę są dość uniwersalne :) Na końcu okazało się że autorka również jest Gliwiczanką i to ostatecznie przesądziło o ocenie!
Początek mi się nie podobał ale dałam książce szansę.... I okazało się że jest pełna przemyśleń, które przez moją głowę, i pewnie wielu innych kobiet w okolicach trzydziestki, przemknęły swego czasu.