Piękna opowieść o zaglądaniu w głąb siebie, w swoje wspomnienia i pragnienia. to także historia o tym, że święta to naprawdę szansa na wszystko – gdy zechce się z tej szansy skorzystać.
Świat wyhamowuje, łagodnieje, pachnie piernikiem i skrzy się śniegiem. W tej pięknej scenerii cichną spory, ludzie stają się sobie bliscy i wierzą, że zaczyna otaczać ich magia.
Brakuje tylko pierwszej gwiazdki na niebie, by zaczęła działać...
Wszyscy pragną takiego Bożego Narodzenia, Dorota też. Kiedy jedzie do rodziców, marzy o wyjątkowych świętach.
Ma nadzieję, że Wigilia będzie jak drzwi, za którymi czeka cud.
Rzeczywistość okazuje się jednak mało baśniowa. Ten specjalny, jedyny dzień w roku nie likwiduje magicznie wszystkich przykrych spraw, z którymi Dorota boryka się na co dzień, a rodzinne spotkanie, które miało być urocze, zmienia się w katastrofę. "Żeby ten dzień już się skończył", myśli Dorota, żałując, że życie tak źle się z nią obchodzi. Wkrótce jednak odkrywa, że los przygotował dla niej coś niezwykłego. Niepowtarzalnie... powtarzalnego
Niesamowita! Jeszcze nigdy nie natrafiłam na tak oryginalną książkę świąteczną. Zupełnie nie mogłam się od niej oderwać, dała mi też do myślenia. Kocham motyw podróży w czasie i nie spodziewałam się doświadczyć go w świątecznym wydaniu - polecam każdemu!
Bohaterką świątecznej powieści Agnieszki Jeż jest Dorota, kobieta niezależna i samowystarczalna. Dorota ma dwadzieścia osiem lat, własne mieszkanie, na które cały czas spłaca kredyt, pracę, psa, do którego jest bardzo przywiązana, odkąd przygarnęła go ze schroniska i rodzinę. Rodziców, babcię i brata, który jest w rodzinie faworyzowany, szczególnie przez mamę. Chociaż stosunki Doroty z rodziną wydają się być poprawne, dużo im brakuje do ideału. Kobieta cierpi z powodu braku uznania ze strony matki, stara się jednak tego nie okazywać. Nadchodzą kolejne Święta, które mają być do bólu przewidywalne. Będzie tak jak zawsze. Dorota będzie się starać robić dobrą minę do złej gry, aby jakoś przetrwać ten czas, a babcia będzie się starała wszystkich jednoczyć. Czy aby na pewno? A może w tę Wigilię wydarzy się coś, co pozwoli Dorocie w końcu poczuć ducha Świąt?
Pierwszą rzeczą, która mnie totalnie zaskoczyła w tej powieści jest pomysł na fabułę. Nie spotkałam się do tej pory z czymś takim w literaturze. W filmie owszem, w jakim, nie powiem, żeby nie zdradzać Wam zbyt wiele, ale mogę napisać, że to dość wiekowa, lecz kultowa produkcja (i nie jest to „Kevin sam w domu”). Po pierwszych rozdziałach książki sami już będziecie wiedzieć, o jaki film chodzi. Mówią, że nic dwa razy się nie zdarza, ale czy na pewno? A co, jeśli los zrobi nam psikusa i dostaniemy od niego drugą, trzecią i kolejną szansę? Co zrobilibyście z taką możliwością? Jak wykorzystalibyście tę szansę?
Z jednej strony jest to klasyczna opowieść o ludziach żyjących razem, a jednak osobno. O wzajemnych pretensjach, nieporozumieniach, żalu i braku porozumienia. O chowaniu urazy, o pochopnym ocenianiu innych i o tym, że czasem nie potrzeba wiele, aby wszystko mogło się zmienić. Przede wszystkim jest to, nadal klasyczna, historia o tym, co tak naprawdę jest ważne, o tym, co naprawdę się w życiu (i podczas Świąt) liczy. Tym, co odróżnia ją od reszty podobnych opowieści jest fakt, że jest inaczej zbudowana i dzięki temu nie brakuje w niej niespodzianek. W dość przewrotny i zaskakujący sposób powieść pokazuje prawdziwy sens Bożego Narodzenia, niesie za sobą cenny przekaz i zmusza do zastanowienia się nad tym, czym dla nas jest ten wyjątkowy okres. A także nad relacjami z naszymi bliskimi.
Pomysł na fabułę jest w moim odczuciu trafiony w dziesiątkę. I nawet, jeśli środkowe rozdziały mogą odrobinę nużyć, mimo że ma się wrażenie powtarzalności, warto się w nie dobrze wczytać. Bo to właśnie one pokazują zmiany, które zachodzą w bohaterach, w odbiorze otaczającej ich rzeczywistości i w postrzeganiu osób, z którymi dzielą życie. Czasem są to drobne zmiany i mogą nie zostać dostrzeżone, czasem mają zdecydowanie większy kaliber. Biją jednak po oczach, kiedy pod koniec wszystkie rozsypane puzzle trafiają na swoje miejsce. Otrzymujemy wtedy klarowny obraz i wszystko staje się jasne. Bardzo fajnie się tę książkę czyta, równie ciekawie odkrywa te subtelne zmiany. Pióro autorki jest z jednej strony proste i lekkie, z drugiej niezwykle obrazowe i klimatyczne. Książka wciąga i intryguje, z zaciekawieniem śledzimy to, co wydarzy się dalej. Powieść jest przesycona świątecznym klimatem, który w zakończeniu dosłownie eksploduje i pozostawia w sercu ogrom ciepła i uśmiech na twarzy.
„Jedyny dzień w roku” to niezwykle klimatyczna, ciepła i mądra książka. I tak inna od wszystkich świątecznych książek, które kiedykolwiek mieliście możliwość przeczytać. Bardzo polecam!
Czy wy też uważacie, że Wigilia to taki specjalny dzień w roku, gdy wszyscy starają się być dla siebie mili? Odkładamy na bok wszelkie niesnaski, otwieramy się na drugiego człowieka, stajemy się jacyś lepsi. I tylko szkoda, że to tylko jeden dzień w roku.
A co, gdyby ten dzień wciąż nam się przydarzał? Ale tylko nam, wciąż, i wciąż? Jak byśmy zareagowali na Wigilię, która jest codziennie?
Dorota najchętniej spędziłaby święta sama. Jednak samotność ją przeraża. Szykuje się więc do spędzenia Wigilii z rodzicami, w ich domu. Ma nadzieję, że tym razem uda się im spędzić wieczór spokojnie, inaczej niż zazwyczaj. Jeszcze tylko kilka przygotowań, wizyta w markecie i można zacząć świętować. Jednak uroczysta kolacja nie przebiega po myśli kobiety, więc postanawia z niej wyjść przed czasem. Dorota marzy tylko tym, by ten dzień wreszcie się skończył. Jednak gdy rano się budzi stwierdza, że słyszy tę samą audycję radiową, co poprzedniego dnia. Ze zdziwieniem odkrywa, że to wciąż 24. grudnia. Dla niej to powtórka dnia, ale dla innych po prostu Wigilia.
Jak Dorota podejdzie do ponownie toczącego się dnia? Czy uda jej się zwrócić uwagę na małe rzeczy, które mają miejsce w jej pobliżu, a które znaczą coś innego, niż kobieta początkowo sądzi? Czy wciąż powtarzający się dzień, to znak od losu, że należy nad sobą popracować albo dostrzec coś, na co ma się wpływ i spróbować to zmienić?
"Jedyny dzień w roku" to koncepcja Dnia Świstaka. Powtarzający się dzień, by za każdym razem inaczej spojrzeć na wydarzenia i mijanych ludzi, ośmielić się wyjść ze strefy komfortu i postarać się coś zmienić na lepsze. To opowieść w świątecznym klimacie, z realną bohaterką i nierealną sytuacją. Idealna na jesienno-zimowe wieczory.
Dziś przychodzę z recenzją książki Agnieszki Jeż "Jedyny dzień w roku". Kolejna świąteczna pozycja zaliczona.
Nadszedł ten dzień. Jedyny dzień w roku gdzie powinno być pięknie, radośnie, świątecznie i cudownie. Bez względu na to czy za oknem jest szaro i buro. Dorota jednak wcale tak nie myśli. Niby podejmuje próby by podnieść się na duchu i by trochę ten czar wigilijnego dnia spłynął na nią, ale monotonia i problemy zwykłego szarego dnia ciągną się za nią. Wszystko idzie nie tak jak powinno. Nawet świąteczna kolacja u rodziny jest dla niej rozczarowaniem. Jednak dostaje ona od losu kilka szans na to by naprawić ten dzień.. Czy skorzysta z okazji?
Książka mnie bardzo zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiej historii, ale ten pomysł przyjęłam z wielkim entuzjazmem. Bez trudu utożsamiam się z Dorotą i jej myślami i słowami. Ciężko wykrzesać z siebie radość gdy życie i problemy tak mocno przygniatają. To poczucie niesprawiedliwości, że ktoś dla nas mógł zrobić coś lepiej, docenić nas bardziej. Książka pokazuje nam, że zawsze powinniśmy zacząć od siebie by potem wymagać od innych. Jakbyście mieli okazję powtórzyć jakieś zdarzenie z przeszłości, postępując zupełnie inaczej zrobilibyście to? Kusi prawda? Pewnie potem poszło by lawinowo i całe nasze życie by się zmieniło. Niestety, nie warto zastanawiać się co by było gdyby. Mamy wpływ na to co dzieje się teraz. Choć Dorota dostała swoją szansę my na takową nie możemy liczyć. Zaczarowała mnie trochę ta książka. Chciałabym umieć tak jak Dorota w taki szybki sposób "ulepszyć" siebie. Jak szukacie fajnej, ale skłaniającej do refleksji książki to ta pozycja jest naprawdę dla was.
Jeszcze kilka świątecznych książek przede mną, ale chyba to ta, będzie tą najbardziej oryginalną. I to może nie że względu na fabułę, bo ta jest raczej prosta, ale przez konstrukcję powieści, o jaką pokusiła się autorka.
Świąteczny "Dzień świstaka". Tak mogę tylko Wam zaspojlerować, bo cała reszta tej historii to już prawdziwa magia świąt. Jest Wigilia, tłumy w sklepach, wszędzie ozdoby i komercyjne kolędy. I w tym wszystkim łatwo zgubić to co jest najważniejsze. Wraz z bohaterką powoli odkrywamy, że nastawienie innych zależy też od nas samych i każdy dzień jest dobry na zmianę. Jest to powieść z gatunku tych z przesłaniem, mądrych i dojrzałych. Intrygująca, niecodzienna i prawdziwie świąteczna.
Urocza książka, w której od razu czuć świąteczny klimat i przyjemną, ciepłą atmosferę. Niesie ze sobą wiele emocji, zostawiając czytelnika z uśmiechem i lekkim wzruszeniem