Tatiana ma trzydzieści dziewięć lat. No dobra, prawie czterdzieści, do czego niechętnie się przyznaje. Stara się być najlepszą matką i żoną, ale wiadomo... chcieć, a móc to jednak wielka różnica. Życie – jak to życie – czasami potrafi spuścić łomot i najbardziej cierpliwą osobę wyprowadzić z równowagi. A Tatiana czasem tę cierpliwość traci. Na szczęście ma przyjaciółkę, która zawsze jej wysłucha. I kiedy kobieta wiedzie swoje spokojne życie i myśli, że nic już jej nie spotka, wtedy na jej drodze pojawia się Iwo – szkolna miłość – który nawija jej na uszy tonę makaronu, a że ona lubi jeść makaron, jest łasa na jego czułe słówka. Zabawna opowieść o tym, że nie zawsze trzeba być idealnym.
Niepoprawna optymistka, marzycielka i czarodziejka kobiecych uczuć. Mama, żona, przyjaciółka, kobieta z krwi i kości. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej. Z zamiłowania - bibliofilką: miłośniczką literatury w ogóle, a także niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmans Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem.
Bestsellerowa autorka powieści obyczajowych. Inicjatorka antologii opowiadań Każdego dnia. Zysk z jej sprzedaży został przekazany Fundacji Marka Kamińskiego, która wspiera dzieci i młodzież dotknięte ciężkimi i nieuleczalnymi chorobami. Jest indywidualistką chadzającą własnymi ścieżkami. Lubi pierogi i czarną kawę, bez i piwonie, a wschody słońca bardziej niż zachody. Pisanie historii, które wzruszają i bawią, to jest to, co kocha.
Tatiana dobiega czterdziestki. Stara się być najlepszą matką i żoną. Kiedy na jej drodze staje jej szkolna miłość, wszystko zaczyna się komplikować.
Ale to nie jest powieść o romansie stricte. Nie, nie. To książka o tym, że nie trzeba być idealnym. O tym, że można sobie pozwolić na egoistyczny (zdrowo egoistyczny) czas tylko dla nas. Można olać coś, można zrobić na pół gwizdka, a przy tym zadbać o siebie i bliskich w najlepszy możliwy sposób. Ta lekka i zabawna historia to swojego rodzaju lekcja dla każdego czytelnika - niezależnie od płci i wieku. Pójdę o zakład, że w głównej bohaterce wszyscy odnajdziemy cząstkę siebie.
Największą zaletą tej książki jest prostota. Nie znajdziecie tu metafor, górnolotnych i „mindfullnesowych” frazesów, za to będzie dosadnie, ironicznie i prosto w oczy. I to mi się podoba 😊 Takie książki lubię - bawię się, relaksuję, a na koniec jeszcze wynoszę coś dla siebie. Gorąco polecam.
Oj słabe to było. Takie jakieś płaskie i nijakie, choć pewnie w zamyśle autorki miało czytelniczki podnieść na duchu. Tę pozycję przesłuchałam bezpośrednio po "Matka siedzi z tyłu" I może stąd ten kontrast. Jak dla mnie szkoda czasu. Swoją drogą lubię książki G. Gargaś, ale ta plasuje się na szarym końcu.
Albo nawet 6 gwiazdek. Świetna książka o pozwoleniu sobie być niedoskonałym i docenieniu tego co się ma bo można nie mieć i tego czego się nie ma bo może było niepotrzebne. Trochę o rodzinie i przyjaźni i romansie z niemezem. Polecam serdecznie szczególnie tym zaraz przed albo po 40stce bo młode duszę może jeszcze nie docenia. Nie jest łatwo być niedoskonałym w świecie pełnym "doskonałości." Czasem potrzeba tylko jednej osoby żeby nam dać pozwolenie żeby się wyplakac i być sobą.
Bełkot. Gniot. Ślinotok jakiś. Kompletny brak fabuły, narratorka w kółko powtarza że raz jest fajnie i wtedy lata a raz jest niefajnie i wtedy beczy. Ja teraz też beczę za moimi 19,90 pln.
Główną bohaterką jest 39letnia Tatiana, matka, żona i freelancerka. W dobie pandemii ma dość swojej rodziny, czuje się niespełniona życiowo. Dopadła ją rutyna i tylko chyba skok w bok może w jej życiu coś zmienić, bo nawet budowa wymarzonego domu nie idzie całkiem po jej myśli.
Początkowo myślałam "o fuck, świetna książka. Wreszcie ktoś głośno napisał, że nie da się być idealną matką", było tak do połowy, bo później ta powieść zaczęła mnie męczyć przez główną bohaterkę. Przesłanie niby mamy spoko, bo nie da się być idealnym w życiu we wszystkim. Zawsze są wzloty i upadki. Tatiana jednak wywarła we mnie bardzo skrajne uczucia. Z jednej strony mieliśmy szczęśliwą kobietę, która w życiu dokonała już wszystkiego - ma super rodzinę, mąż jej nie zdradza, jest stabilnie choć czasem ujowo, ale takie jest przecież życie. Aż tutaj nagle pojawia się on - miłość ze szkolnych lat. Zaczynają się esy floresy, Tatiana jest bardzo łasa na komplementy przez co zaczyna totalnie tracić głowię i myśli o zdradzie. Byłoby to całkiem ok, gdyby nie jest złote myśli pisane do czytelniczek jednego z portali, do którego pisywała teksty. Powiało mi tutaj trochę hipokryzją. Sama robiła tak, a innym radziła co innego. Początkowo w książce było również śmiesznie, a ja lubię jak taka tematyka pisana jest z jajem. Niestety, wraz z każdym rozdziałem żarty się skończyły i książka zamiast bawić to mnie męczyła.
Podeszłam do tej książki licząc, że będzie to coś w stylu polskiej Bridget Jones - że się trochę pośmieję, trochę pokiwam głową ze zrozumieniem, a trochę westchnę, że "też tak mam". Niestety tak się nie stało. Książka faktycznie bierze sobie za cel wsparcie "przeciętnej" kobiety, jednakże dla mnie nie spełniła tej roli. Głównie dlatego, że książka jest w gruncie rzeczy zbiorem przemyśleń głównej bohaterki z luźno dodaną fabułą, coś jak fabularyzowany poradnik dla kobiet. Niestety zabieg ten powoduje, że z jednej strony sama historia jest dość prosta, z drugiej - nie pozostawia miejsca czytelnikowi na własne poszukiwania i refleksje, każda myśl jest podawana na tacy. Wszystko to dałoby się wybaczyć, gdyby historia była mocniej okraszona humorem. Tak czy inaczej nie jestem może do końca targetem książki, więc nie wykluczam, że kogoś może ona podtrzymać na duchu. I oczywiście trzymam kciuki za autorkę.
Jest to zbiór przemyśleń głównej bohaterki. Coś jak wpis na bloga czy artykuł w czasopiśmie dla kobiet, a sama fabuła jest jakby w tle tego wszystkiego. Tak czy inaczej była to całkiem fajna rozrywka ze "złotymi myślami" z życia wzietymi.
Polecam jako czysta rozrywke i oderwanie od własnej codziennosci. Moze troche na poprawe gorszego humoru, bo okazuje sie że "inni też tak maja".
Tytułowa matka roku to zbliżająca się do czterdziestki Tatiana, która zaczyna mieć dość swojego życia. Frustracje, emocje, problemy i dylematy ..z jakimi się boryka - ośmielę się powiedzieć - większość kobiet. Bez względu na to czy jesteś żoną, matką czy kobietą bez żadnych zobowiązań. Bo czy nie miałaś nigdy momentu kiedy czułaś się niedoceniona? kiedy brakowało Ci uniesień i większych emocji? Czy nie masz chęci na odrobinę szaleństwa? Myślę że każda czytelniczka znajdzie w niej część swojej historii. Pytanie tylko czy warto dla chwili uniesienia burzyć dotychczasowe życie, nawet jeśli wydaje się stagnacją. To jest książka pełna przemyśleń i świetnych cytatów. „(…) Odpuść sobie. Nie zadręczaj się. Co będzie to będzie. I tak się zdarzy i tak. Z twoim zamartwianiem lun bez niego (…)”. „(…) Masz prawo się załamać, masz prawo beczeć, wycierać nos, kląć na czym świat stoi. Krzyczeć kiedy nie możesz więcej znieść, tupnij nogą. Za jakiś czas będzie inaczej, Za jakiś czas zatańczysz w deszczu. Będziesz podziwiała / podziwiał tę burzę z innej perspektywy, z oddali. (…).Każda burza, każda rozpierducha kiedyś moja. Przestań w kółko siebie pytać dlaczego to mi się przydarzyło. Nie wiem tego ja ani nie wiesz ty i nie prawda że ból uszlachetnia. Potrafi sponiewierać dziad jeden. Ale kiedy w kółko będziesz pytać i tak nie znajdziesz odpowiedzi.”
To jest chyba moja ulubiona książka Pani Gabrysi. Uwielbiam jej przesłanie, bardzo mi bliskie : Nie zapominaj o sobie, jesteś ważna, nie musisz być idealna żeby być szczęśliwa, doceń to co masz. Bardzo mi się podobał rozdział o tym że tak wszechobecny hejt w social mediach to nie jest nasza wina, nie mamy wpływu na to co inni o nas myślą. „Jeśli masz ochotę mówić o mnie czy kimkolwiek złe rzeczy to stań ze mną, z tą osobą twarzą w twarz a nie ukrywaj się za fejkowymi kontami. Złe słowa ranią, dobre uskrzydlają. Zarażajmy się tymi pozytywnymi. Podarujmy sobie nawzajem dobre słowo i niech się ta epidemia szerzy”. Momentami wywody z pamiętnika Tatiany trochę się dłużyły, mam wrażenie że powtarzała kilka razy to samo. Ale to jedyny mój zarzut. Lekka lektura na jeden wieczór. Polecam
G. Gargaś to kolejna K.Nosowska,Z. Skrzek i A. Radomska, których bohaterki pokazują swoje wady i wrażliwość,aby zyskać poklask wśród czytelników. Mamy się utożsamić z postacią wykreowaną w książce, mamy się nie przejmować błędą.i, bo wszyscy je popełniamy.. Chaotycznie napisana, no ale może właśnie takie jest życie bohaterki. Książka ta, nie jest adresowana dla mężczyzn, o czym autorka niestety pisze.dopiero w zakończeniu
“Matka roku” to zabawna historia, która zarówno rozbawi jak i wprawi w lekką zadumę. Pełna poradniczych zapisków bohaterki sprawia, że nie tylko dostarcza przyjemnej uczty czytelniczej ale także mamy wrażenie jakbyśmy odbywali sesję u psychologa. Polecam gorąco choć nie każdemu.
Może nie miałam momentów, że myślałam, ale bym sobie to poczytała, ale jak już zaczynałam, to miałam ochotę słuchać cały czas. Bardzo sympatyczna, otulająca. Upewniła mnie w przekonaniu, że nie zawsze trzeba być ultraszczęśliwym i idealnym. ps. od teraz mówię ale mi wiaterek dupkę smagnął zamiast ale piździ XDD
2.5 ⭐️ Kompletnie do mnie nie trafiła. Choć niektóre przemyślenia/rady bardzo trafne - szczególnie ostatni rozdział. Ale całość totalnie bez polotu. A po „Wiem co czujesz” jest wiadome, że można się zakochać w dziele autorki.. Tu nie było nawet zauroczenia.
Kopalnia złotych myśli! Tatiana, PRAWIE czterdziestoletnia żona i matka, której zaczyna w życiu brakować emocji. Czy jednak warto burzyć spokój dla kilku chwil zapomnienia? I czy doceniamy swoje życie? Książka napisana w przezabawny sposób!
Ta książka to takie nudne gadanie w kółko o tym samym, tak nachalnie próbujące wmówić ci, że jesteś spoko, że aż masz ochotę krzyknąć: ,,zostaw mnie, zmoro nieczysta! Zrozumiałam za pierwszym razem, naprawdę, stop, błagam". Romans w tle tylko jeszcze bardziej irytował i sprawiał, że poza poruszeniem strun głosowych, miałam ochotę wprawić w ruch moje gałki oczne, a dokładniej wywrócić je kilka razy.
Ogólnie można było z tego uformować coś zabawnego, ale wyszło raczej niezręcznie. Jakby koleżanka z waszej starej szkoły, z którą nawet nie byliście blisko, zaczęła się wam zwierzać z problemów, przy okazji zwalając je na wasze barki.